Udało się przejść, do trzech razy sztuka! – tak można by chyba skwitować belgradzką Paradę Równości z zeszłej niedzieli. Choć gdy weźmie się pod uwagę to, co wydarzyło się wokół Parady, czyli zmasowane chuligańskie ataki homofobów - trudniej o radosny nastrój. Symbolem, a raczej antysymbolem tej Parady stały się cegły, które poleciały w stronę policji chroniącej demonstrantów. To chichot historii, bo w latach 70. i 80. cegły jako spoiwo łączące różne elementy były symbolem jugosłowiańskiego postępu. Dziś symbolizują zniszczenie i zacofanie.
Udało się przejść, do trzech razy sztuka! – tak można by chyba skwitować belgradzką Paradę Równości z zeszłej niedzieli. Choć gdy weźmie się pod uwagę to, co wydarzyło się wokół Parady – czyli zmasowane chuligańskie ataki homofobów – trudniej o radosny nastrój. Symbolem, a raczej antysymbolem tej Parady stały się cegły, które poleciały w stronę policji chroniącej demonstrantów. To chichot historii, bo w latach 70. i 80. cegły jako spoiwo łączące różne elementy były symbolem jugosłowiańskiego postępu. Dziś symbolizują zniszczenie i zacofanie.
Bez wątpienia wiele się zmieniło od zeszłego roku, gdy władze wycofały pozwolenie na kilkanaście godzin przed starannie zaplanowaną imprezą. W tym roku wszystkie główne polityczne siły wsparły paradę na długo przed jej terminem. Minister Spraw Wewnętrznych zagwarantował bezpieczeństwo demonstrantów. Liderzy organizacji neofaszystowskich i ultranacjonalistycznych pozostali poza głównym nurtem w mediach. Kościół serbski publicznie potępił przemoc wobec uczestników parady. Oraz - last but not least - słabe organizacje LGBT w końcu zjednoczyły się w pracach nad przygotowaniem całego przedsięwzięcia. I tak około 1000 osób, a wśród nich Minister Praw Człowieka i Mniejszości, zjawiło się na niedzielnej paradzie. Byli chronieni przez 5000 ciężko uzbrojonych policjantów. I zostali odcięci od wojny ulicznej, która rozpętała się niecały kilometr od demonstracji.
Po drugiej stronie było 6000 doskonale zorganizowanych wandali (wielu z nich przyjechało do Belgradu z prowincji specjalnie na tę okazję) podzielonych na szwadrony w różnych miejscach śródmieścia. Doszło do starć z policją. Ostateczny rezultat: ponad 150 osób rannych (większość to policjanci), straty na ponad milion euro i… jeszcze jeden powód do wstydu aspirującej do członkostwa w UE Serbii.
W następnych dniach wyrażano przede wszystkim uznanie, wdzięczność i szacunek dla policji. Kilku „legendarnych” ultranacjonalistycznych przywódców zostało aresztowanych. Podobno Trybunał Konstytucyjny Serbii rozważa możliwość delegalizacji ich organizacji. W powietrzu wsi przeświadczenie, że rząd w końcu ma determinację, by na poważnie zająć się chuliganami. Tak więc na powierzchni wszystko funkcjonuje tak, jak w nowoczesnej demokracji.
Niestety, nikt nie wspomina tylko o samej społeczności LGBT, może oprócz liderów ugrupowań nacjonalistycznych, którzy nie przebierając w słowach mówią o tych, którzy „to wszystko zaczęli i zorganizowali tą niepotrzebną i wstydliwą paradę”. Dziś bardziej niż kiedykolwiek wcześniej serbscy geje i lesbijki mają motywację, by wyjść z szaf, ujawnić się rodzinom, znajomym itd. Alternatywą jest udawanie, pogarda wobec samych siebie, ukrywanie homoseksualności przed żonami i mężami, z którymi wzięło się ślub pod społeczną presją. A w najlepszym razie miłość zamknięta w czterech ścianach sypialni, miłość, o której powszechnie mówi się, że to „Sodoma i Gomora”. Miłość, przed którą należy chronić dzieci i młodzież. Miłość zaraźliwa, która przychodzi do Serbii z niemoralnego Zachodu.
Mam nadzieję, że dzięki kolejnym paradom w Belgradzie – oby się odbywały! – problemy osób LGBT będzie można powoli w Serbii nagłaśniać. Najważniejszym hasłem tegorocznej parady było :”Miłość to prawo człowieka”. Jeden z konserwatywnych intelektualistów obśmiał je mówiąc: „Z tego, co ja wiem, miłość to uczucie”. Może więc następnym razem hasło powinno brzmieć: „czy mamy prawo do zakazanego uczucia?”.