To wydarzenie miało zmienić Polskę. Jeszcze kilka miesięcy temu mówiło się o kilkudziesięciu tysiącach osób LGBT z całego świata, które samą swoją obecnością zmienią nastawienie Polek i Polaków do homoseksualności. Skończyło się na ośmiu tysiącach, ale i tak Festiwal EuroPride i wieńcząca go Parada były wydarzeniami bez precedensu.
Festiwal trwał ponad tydzień, ale tak naprawdę zaczął się jeszcze wcześniej. EuroPride okazało się bowiem znakomitym katalizatorem wielu inicjatyw LGBT, z których najwięcej emocji wzbudziła bez wątpienia wystawa
Ars Homo Erotica w Muzeum Narodowym, choć warto także wspomnieć o albumie
„Art Pride”, angielskiej wersji „HomoWarszawy”, czyli
„QueerWarsaw” oraz występie
Boya George'a w swym dj-skim wcieleniu w Klubie M25.
Nie sposób tutaj wymienić czy choćby wspomnieć wszystkich dyskusji, pokazów, występów, wystaw i warsztatów, które przez ubiegły tydzień miały miejsce w Warszawie. Tylko część z nich odbywała się w
Pride House, czyli oficjalnym centrum festiwalowym zorganizowanym przez
Kampanię Przeciw Homofobii, reszta została rozrzucona niemal po całej stolicy. Debatowano o historii i literaturze, lesbijkach i związkach partnerskich, edukacji, transseksualności czy stosunku Biblii do homoseksualności. I chociaż trudno powiedzieć, że całe miasto żyło EuroPride, to warto docenić takie obrazki jak tęczowa flaga powiewająca przed siedzibą
Krytyki Politycznej, gdzie mieścił się Pride House, w samym centrum Warszawy.
W powodzi atrakcji trochę bez echa przeszło rozdanie
Hiacyntów, jedynej nagrody społeczności LGBT w Polsce. Tym razem uhonorowani zostali:
Ryszard Giersz,
Ewa Wanat,
Agnieszka Holland,
Joanna Senyszyn i
firma Google. Po ubiegłorocznych kontrowersjach związanych z przyznaniem statuetki Januszowi Palikotowi, tym razem wróciliśmy do stanu wcześniejszego, a więc sytuacji w której geje i lesbijki średnio się interesują kogo w ich imieniu się nagradza, a Fundacja Równości dość arbitralnie przyznaje statuetki niespecjalnie przejmując się nawet wyjaśnieniem swoich wyborów. Bo chociaż trudno nie uznać zasług i odwagi Ryszarda Giersza, to już nie jest jasne dlaczego akurat w tym roku nagrodzona zostaje Agnieszka Holland, tym bardziej, że uzasadnienie:
„Za filmowy i artystyczny obraz świata pełnego codziennej różnorodności” jest tak ogólne, że mogłoby pasować do właściwie każdego reżysera czy reżyserki. Podobnie można odebrać nagrodzenie Joanny Senyszyn, w ostatnim czasie nie przedstawiającej zbyt wielu inicjatyw związanych z LGBT, gdy w dość powszechnym odczuciu nagroda należała się pośmiertnie Izabeli Jarudze-Nowackiej.
Wreszcie kulminacja, czyli Parada, która w tym roku przeszła pod nazwą EuroPride. Po tygodniu, w którym nawet panele o 12.00 w dzień mogły liczyć na niezłą frekwencję, a kluby wręcz pękały w szwach, liczebność w czasie przemarszu ulicami Warszawy nie budziła wielkiego entuzjazmu. Tym bardziej, że (przynajmniej) połowę z owych ośmiu tysięcy stanowili obcokrajowcy. To także oni sprawili, że atrakcji nie brakowało, powiewały flagi licznych krajów, szwedzcy chórzyści-geje w strojach marynarzy przedstawiali fantastyczny show, a generalnie przyjezdni z Niemiec czy Holandii wprowadzali na Paradzie dodatkowy humor i luz. Platform była rekordowa ilość, a sprofilowanie nastąpiło już na takim poziomie, że obok samochodów SDPL, radia Roxy fm czy warszawskich klubów, pojawiała się też platforma historyczna z wielkimi portretami Henryka Walezego, Marii Dąbrowskiej, Jarosława Iwaszkiewicza czy Witolda Gombrowicza.
Znane są także wady warszawskiej Parady Równości, które z okazji EuroPride wcale nie stały się mniej widoczne. Przede wszystkim jak zwykle brakowało mocnego akcentu na koniec i początek, oficjalnego rozpoczęcia, choćby przemówienia. Wyszło na to, że spotkaliśmy się nie wiadomo po co i rozstaliśmy też byle jak, a przecież warto podkreślić choćby symboliczny wymiar sytuacji w której dokładnie w pięć lat po słynnej zakazanej Paradzie, która ruszyła wbrew decyzji Prezydenta Warszawy, to samo miasto staje się tytularnie europejską stolicą LGBT.
Druga sprawa to brak politycznego wymiaru Parady. Politycy zjawili się wyjątkowo nielicznie, głównie byli to zresztą przedstawiciele SLD (Wojciech Olejniczak, Ryszard Kalisz, Katarzyna Piekarska). Zabrakło przede wszystkim mocnego przekazu związanego z postulatami społeczności gejowsko-lesbijskiej. Wszystko na co można było liczyć to wielki transparent „Żądamy ustawy o związkach partnerskich” stworzony przez osoby skupione w Stowarzyszeniu Otwarte Forum. To bardzo cenna inicjatywa, choć właściwie prywatna, nie związana z organizatorami Parady.
O brakach organizacyjnych można byłoby zresztą pisać długo (choćby skandaliczne zatrzymanie Parady na Marszałkowskiej na pół godziny w samym słońcu), ale nie ma to wielkiego sensu. Dziś już bowiem wiadomo czym były obchody EuroPride w Warszawie. Nie odmieniły automatycznie oblicza tej ziemi, ale z pewnością przyczyniły się do zmiany społecznej, która ciągle się dokonuje. Bez względu na wszystko była to największa i chyba najważniejsza z dotychczasowych Parad.
Europride 2010 Warszawa - Galeria 1Europride 2010 Warszawa - Galeria 2Od redakcji:
Zapraszamy wszystkich do dzielenia się w komentarzach swoimi wrażeniami z całego EuroPride, opisywania ciekawych wydarzeń, w których uczestniczyliście, co Wam się podobało - co nie.
Ja jestem pełen szacunku i wdzięczności dla organiztorów, bo w tym kraju zrobić cokolwiek to prawdziwa sztuka.
Dokładnie! Jak na warunki, udało się zorganizować coś naprawdę wyjątkowego. A co faceta w majtkach, gdybym nie miała kompleksów sama bym w nich paradowała. Upał był niemiłosierny, więc zazdrościłam tym, którzy rozebrali się do samych gaci. :) Zresztą czy było ich aż tak dużo? ja widziałam dwóch :)
Ja jestem pełen szacunku i wdzięczności dla organiztorów, bo w tym kraju zrobić cokolwiek to prawdziwa sztuka.
Ci co chcieli to przytachali 4 litery, a reszta albo się wymądrza albo liczy że inni za nich wszystko zrobią i jeszcze nieraz pretensje mają że coś nie tak.
Z paradą jest trochę tak jak z wyborami, chcesz coś zmienić to się rusz i to pokasz, a nie czekaj aż inni to za Ciebie wywalczą, i przedewszystkim niech takie osoby nie mają pretensji do całego świata, że coś poszło inaczej niż chcieli w momencie kiedy nawet palcem nie kiwneli.
Poza tym czytając niektóre recenzje i wypowiedzi, odnosze wrażenie że ludzie myśleli że jak pokaże się 100 000 paradowiczów, to nas wszyscy ot tak pokochaja, ale pokazało sie tylko 8 000 i to wina organizatorów ;-D i teraz nas już nikt nie pokocha ;-D
Współczuje tym organizatorom że musieli walczyć w tak niewdzięcznym kraju, dla ludzi któży sami niewiedza kim sa i czego chcą, Ci organizatorzy juz na starcie byli na przegranej pozycji.
A mnie się i tak podobało ;-P