Oglądał ktoś film „But I'm a Cheerleader” Jamie Babbit’a z 1999 roku? Nie chodzi jednak o to czy film się podobał, bo pod względem poziomu kinowego pozostawia on raczej wiele do życzenia.
W filmie obok przesadnego przerysowania postaci
„pacjentów” ośmieszone zostaje również dążenie do wyleczenia z homoseksualizmu. My mamy swoją słynną już lubelską
„Odwagę”, która ma ponoć leczyć z homoseksualizmu - owocem jej pracy może być przykład związku dwójki moich znajomych, którzy właśnie tam się poznali i są ze sobą od 4 lat. Pozostaje więc podziękować, dobra robota.
Nie trzeba jednak wybierać się do Lublina aby przejść próby leczenia ze swojej orientacji. Sądzę, że każdy, oczywiście mam tu na myśli osoby, które dokonały przynajmniej częściowego coming outu, spotkały się z opiniami:
„Znajdziesz porządnego faceta to ci się bab odechce”. Jeżeli już pojawia się porządny Jan, a mimo to Marysi wcale nie ciągnie w jego stronę, pojawia się z kolei opinia
„Bo on nie jest odpowiedni, zraziłaś się tym i coś ci się ubzdurało, poczekaj na innego”. W taki sposób nasza Marysia czeka kolejno na Rysia i Zdzisia co chwile zerkając w stronę Bożenki…
Ta niedobra telewizja
Tłumaczeń na homoseksualizm jest wiele, jednym z nich jest zły wpływ mediów. Spotkałam się z przypadkami, gdzie rodzice uważali, iż przyczyną homoseksualizmu ich dzieci jest zepsucie jakie prezentuje prasa i telewizja. Na pewno nic by się nie stało gdyby odciąć w domu kablówkę i wyrzucić wszelkie gazety - nawet „Panią domu”, gdzie uśmiechnięte kobiety gorszą młode umysły, kokieteryjnie reklamując proszki do pieczenia. Idąc takim tropem myślenia należy jeszcze wziąć pod uwagę kontakt naszej przysłowiowej Marysi z koleżankami, paniami w sklepie, kobietami na ulicach. Najlepiej od razu zamknąć ją pod kluczem w pokoju i mniej więcej co godzinę puszczać z głośników „Weselny klimat” wpuszczając do jej pokoju stado ociekających testosteronem samców. Dziwne jednak stanie się całe to zapobieganie
„chorobie”, jeżeli mimo braku kontaktu ze światem, mimo niewiedzy Marysi na temat tego czym w ogóle jest homoseksualizm - żaden z panów jej się nie spodoba.
Podejrzewam, że żadna z Was nie znała znaczenia słowa
„homoseksualizm” wcześniej, niż spodobała jej się pierwsza kobieta, przypadkowo spotkana na ulicy czy siedząca obok w szkolnej ławce. W przypadku orientacji i związanych z nią upodobań teoria przychodzi później. Nic się nie zaczęło dopiero po otworzeniu encyklopedii i natrafieniu na to złowrogie słowo. Nic też nie
„pozostałoby w uśpieniu” gdyby nawet cała ta encyklopedia nigdy nie została otwarta. Czasem jednak łatwiej coś wytłumaczyć wpływem książek czy mediów niż przyjąć do wiadomości, że
„Nie trzeba próbować dwóch cukierków, zanim dowie się, który smakuje lepiej”. Heteroseksualiści przecież nie muszą iść do łóżka z osobą tej samej płci aby wiedzieć co wolą - czemu nam się proponuje takie zabiegi?
Sfiksowałyście boście chłopa dawno nie miały!Kiedy już rodzina lub przyjaciele stają przed faktem, że Marysia jest lesbijką, zaczynają proponować
„Umów się z nim na kolację, zobaczysz jaki fajny facet”. Myślenie, że wysoki brunet z południową opalenizną poruszy serce dziewczyny zdarza się w bardzo wielu przypadkach. Ona musi zobaczyć, że jak ją Adam poprosi o rękę, to ugną jej się kolana. Małżeństwo ją wyleczy - zajmie się dziećmi, mężem. Zajmie się domem - wszystko będzie w porządku. Takie tuszowanie faktów ma uspokoić kołaczące w głowie myśli. Mało ważne czy Marysia jest szczęśliwa, ważne że obraz przykładnej rodziny jakoś funkcjonuje, że po prostu jest. Nie musi być wesoły - jest. Sąsiadki chwali
„Jak to się pani córce udało dobrze wyjść za mąż” więc wszyscy oddychają z ulgą.
Spotkałam się kiedyś ze stwierdzeniem
„Znam kilka lesbijek, które mają mężów i dzieci i wyglądają na szczęśliwe kobiety”. Nie wiem czy życie przeciwko sobie może być szczęściem. Nie wiem też skąd tacy obserwatorzy wiedzą co ta kobieta ma w głowie, czy faktycznie sprawia jej szczęście seks z mężem? Może on widzi, że ją to nie kręci i jest to powodem kłótni, a tylko gdy przychodzą znajomi oboje znów zakładają maski?
Z pewnością kobietę cieszą dzieci. Są jakimś pocieszeniem, że dla nich było warto. Niestety to również przestaje wystarczać po pewnym czasie. Wszelkie przykłady, które mogę tu podać nie są obrazkami kolorowymi. Powtarzam, i będę powtarzać - większość małżeństw teraz bardziej trzymają wspólnie zaciągnięte kredyty niż dzieci. Kiedyś jedna z moich znajomych, rozwódka z dwójką dzieci, powiedziała
„I cały ten ich system szczęśliwej rodzinki nie wypalił. Wcale nie przestałam myśleć o kobietach od nadmiaru obowiązków. Zaczęłam wręcz o nich myśleć obsesyjnie, byłam wygłodniała. Spragniona kobiecej delikatności, śmiechu, zapachu, dotyku - wszystkiego co związane z Kobietą. Szłam rano do łazienki i chciałam tam zobaczyć, obok swoich kosmetyków, zamiast płynu po goleniu- inne kobiece perfumy. Kiedy przychodzili do nas goście patrzyłam non stop na żony znajomych męża. Cieszyłam się prawdzie z pierwszych kroków małej, cieszyłam się z dorastającego synka i próbowałam skupić się jedynie na nich, nie na tym, że nie czuję wielkiej miłości do męża. W tym była raczej przyjaźń z mojej strony- tylko przestało mi to wystarczać, bo w myślach marzyłam o tym, aby być z dziećmi i z jakąś kobietą, żeby przy niej się budzić i z nią robić śniadanie dla dzieciaków”. Nie muszę chyba rozpisywać się nad tym, że odetchnęła dopiero po tym jak rozwiodła się z mężem i poznała kobietę swojego życia. Mój kontakt z nią urwał się na około rok, w tym czasie jej życie zmieniło się o 180 stopni - widzę jednak, że dopiero teraz jest szczęśliwa.
Smutny przykład na zakończenie, jednak jeżeli ktoś czytał „Dziewczyny wyjdźcie z szafy!” Anny Laszuk, zna z pewnością pierwszy rozdział książki, w którym opowiadała o sobie 60-letnia Wanda. Żadna z nas na pewno nie chciałaby po takim czasie stwierdzić, tak jak ona
„Nigdy nie zaznałam miłości, to mnie najbardziej boli. Ani w domu rodzinnym, ani przy mężu, ani nigdzie. Byłam w życiu szczęśliwa może ze dwa razy, przez chwilę. Dawno temu, nawet nie ma co wspominać. Miałam przyjaciółkę… było, minęło. Jakieś pocałunki i to wszystko”.
Odwagi, nie tej lubelskiej, a tej wewnętrznej, prawdziwej, życzyć należy nie tylko lesbijkom, aby zaakceptowały siebie takimi jakie są. Trzeba jej życzyć przede wszystkim otoczeniu Marysi, Zosi czy Krysi - aby pozwoliło im na szczęście.
Anna Krystowczyk - Miłośniczka starych filmów, jazzu i fotografii. Skryta kochanka Zdzisława Beksińskiego, marząca o wyjeździe do Indii.
Kiedyś autorka bloga, w którym pół żartem - pół serio ujmowała bieżące i minione sprawy z życia LGBT.
jak powiedziałam mojej mamie ona uśmiechnęła się i powiedziała "już dawno wiedziałam ,ale czekałam aż mi to powiesz"z uśmiechem na twarzy :) no i dodała jeszcze "ale pamiętaj ja chcę wnuki nie wiem jak to zrobisz " zaczeła się śmiać i mnie przytuliła
tacie powiedziałam pare dni po tym ,ale jemu strasznie bałam sie powiedzieć bo on nigdy nie był przychylny to tego typu spraw . Jego reakcja była jednak pozytywna ,pierwsze słowa" dlaczego nie powiedziałam tego wcześniej na co ja ,że bałam się jego reakcji" ,a on mnie przytulił i powiedział "jesteś moja córką i nie kocham Cię za to z kim śpisz , lecz za to że jesteś i najważniejsze jest to żebyś była szcześliwa "