Książka "Z Tango jest nas troje" może okazać się bardzo pomocna, gdy z ust kilkuletniego malucha padnie pytanie o słowo "gej". Bohaterami bajki jest para pingwinów, która tak jak inne pary wzajemnie się sobą opiekuje, spędza ze sobą czas i stara się o wspólne potomstwo...
Pingwiny to słodkie zwierzątka, ale uwaga... oto za sprawą Roberta Biedronia te miłe ptaki mogą skrzywić czyste umysły polskich dzieci. Kilka dni temu do księgarń trafiła książka "Z Tango jest nas troje" - pierwsza w naszym kraju "homo-bajka". Zagrożenie rozpoznała Elżbieta Radziszewska, pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania (sic!). "Czy jeżeli modliszka zjada po akcie seksualnym swojego partnera modliszkę, czy to jest norma biologiczna?" - zapytała retorycznie Radziszewska. Książki oczywiście nie czytała, choć czynność ta zajęłaby około 10 minut. Na zapoznanie się z bajką nie znalazł także czasu Jarosław Zalesiński z redakcji "Dziennika Bałtyckiego". Ma natomiast sporo przemyśleń na jej temat. Ich podstawą jest lektura książki "Tęczowy Elementarz" autorstwa Roberta Biedronia. Zawodowy dziennikarz pisze więc o książce, której nie zna, bo przeczytał inną, wydaną to samo wydawnictwo! Co myśli na jej temat? "Idea zaszczepiania kilkuletnim dzieciakom jakichś przekonań dotyczących seksualności we mnie spotyka się ze sprzeciwem. Pomysł, by robić to w opakowaniu sympatycznej historyjki, budzi we mnie sprzeciw podwójny. To tak jakby dawać dziecku cukierek, by go uwieść do jakichś swoich celów". Przeglądając wypowiedzi o "homo-bajce" zauważyłem, że bardzo mało ludzi ją przeczytało... a szkoda.
Tymczasem książka "Z Tango jest nas troje" może okazać się bardzo pomocna, gdy z ust kilkuletniego malucha padnie pytanie o słowo "gej". Bohaterami bajki jest para pingwinów, która tak jak inne pary wzajemnie się sobą opiekuje, spędza wspólnie czas i stara się o potomstwo. Szkopuł w tym, że Roy i Silo to dwa samce i zamiast jajka wysiadują kamień. Pracownicy zoo decydują się na eksperyment i podrzucają ptakom jajo, o które inna para nie była w stanie się zatroszczyć. Efektem eksperymentu jest zdrowe pisklę o imieniu Tango. Żyli długo i szczęśliwie i to nie tylko w bajce, lecz także w rzeczywistości. Roy i Silo to pinginwy z nowojorskiego Central Park Zoo. Jak dotąd nikogo nie pożarły. Nie uwodzą także nieletnich pingwinów.
Zanim zabrałem się za pisanie tego tekstu, poprosiłem o zdanie ekspertów, czyli moje przyjaciółki-mamy. Pierwsza wzruszyła się historią, druga bardzo się ucieszyła a trzecia zapewniła mnie, że i bez tej książki wychowa swoją córkę na tolerancyjną dziewczynę - nie wątpię. Dzieciaki przeżyły.
(ro)
to się nazywa edukacja - starych i młodych:)
popieram w całej rozciągłości!
Może wszyscy powinniśmy kupić tę bajeczkę naszym dzieciatym znajomym? To by postawiło opornych rodziców pod ścianą. Jak dziecko dostanie książeczkę w prezencie, trudno mu będzie odmówić czytania :)
a kim są dzieci młodociane?:) (tak aby ostudzić atmosferę:)
Dokładnie, święte słowa...tak powinno być...ale czy rodzice przeczytają taką bajkę dziecku...po takiej "reklamie"?
a mi się wydaje, że to jest trochę inaczej. trzy- czy czterolatka ta bajka tolerancji nie nauczy, bo dziecko w tym wieku funkcjonuje jeszcze poza wieloma tezewu "normami" i bez problemu akceptuje wiele rzeczy, z którymi dorośli mają problem. mały odbiorca tej książeczki przede wszystkim dowie się, że małe pingwiniątko może mieć dwóch tatusiów - i zaakceptuje to. podobnie, jak zaakceptuje fakt, że jedna siostra ma chłopaka, a druga dziewczynę.
Właściwie to w kwestii seksualności - rodzimy się tacy, ani my ani nikt za nas orientacji nie wybierze. Nie chodzi więc o przemianę hetero dziecka w homo-dzieciaka, bo on już jest homo lub hetero odkąd zacznie mu bić serce. Samej tolerancji dzieci się z tego nie nauczą - bo fakt, przesłania mogą nie zrozumieć, ale nauczą się być może nie dziwić sytuacji...