Czasem zdarza mi się wyjśc do klubu, zwłaszcza podczas występów gościnnych. Za występy gościnne rozumiem tu wizyty w innych miastach, gdzie też są kluby, oczywiście gejowskie. Nie gay-friendly, a ciotowskie! Do innych nie chodzę, nie ma sensu - a nuż natknie się człowiek na jakiegoś przystojnego heteryka...
Czasem zdarza mi się wyjśc do klubu, zwłaszcza podczas występów gościnnych. Za występy gościnne rozumiem tu wizyty w innych miastach, gdzie też są kluby, oczywiście gejowskie. Nie gay-friendly, a ciotowskie! Do innych nie chodzę, nie ma sensu - a nuż natknie się człowiek na jakiegoś przystojnego heteryka, który nie będzie chciał tymczasowo zmienić swojej orientacji. Nie ma sensu tracić czasu i energii. Wracajmy więc do klubu pedalskiego. Odwiedzanie takich miejsc to rozrywka sama w sobie. Już od wejścia człowiek staje się przedmiotem obserwacji. No chyba, że przy wejściu stoi tylko jakiś miśkowaty ochroniarz znudzony przepuszczaniem kolejnych ciotórzyc i lezbiszczy. W tym kontekście najbardziej cieszą mnie wszystkie wizyty w Lodi-Dodi - wystarczy zrobić krok, a już jesteś przed barem, który dookoła szczelnie wypełniają różnej maści penisy... tfu, chciałem napisać mężczyźni, ale czy to czasem nie na jedno wychodzi? Lodi ma swoją specyfikę dzięki stałej klienteli, która dzień w dzień karnie stawia się na drinka. Autor też dość często miejsce to wizytuje, do tego stopnia, że ostatnio szanowny barman (a może właściciel? - personalia mi są nieznane) oddał mi zgubioną przeze mnie podczas poprzedniej wizyty, całkowicie bezwartościową, karteczkę. Cudownie, jak w rodzinie, pedalskiej, rozszerzonej rodzinie. Błogość mnie ogarnia jak to wspominam. Lodi ma też swoje bardziej utylitarne cechy - wygodne miejsce do pogadania i darkroom. To są dwie najważniejsze dla mnie rzeczy w pedalskim klubie - uwielbiam w nich gadać, spotykać się na piwka/soczki/kawki i... zwiedzać architekturę darkroomów. Tak Szanowni Państwo - a r c h i t e k t u r ę.
Czasem wyobrażam sobie, że można by pokazywać je w ramach Nocy Muzeów, albo innej przemądrzałej i zaciotowionej imprezki parakulturalnej. Kluby wydawałyby przewodniki po swoich darkroomach, a goście w grupach dobrze zorganizowanych karnie je odwiedzali. W przewodniku można by zamieścić nastepujący tekst:
Każdy darkroom jest wyjątkowy - niektóre są malutkie z dwoma salkami, niektóre ciągną się kilometrami, wyglądają jak istne labirynty z poukrywanymi salkami do rozkoszy i zwiększania liczby osób zarażonych różnymi choróbkami w naszym pięknym kraju. Jeśli nigdy nie byłeś w darkroomie (lub jak się upierają niektórzy właściciele - backroomie) musisz tam pójść. Należy podziwiać wysokie stropy, wielkie telewizory z filmami przyrodniczymi, czasem (choć niestety rzadko) można zobaczyć sling, czyli taki fajny, skórzany hamaczek, bynajmniej nie stworzony do popołudniowej sjesty. W niektórych takich przybytkach możesz natknąć się na specyficzne nazewnictwo, jak np. oralium. Oczywiście, że nie służy ono do wskrzeszania dawno już umarłej tradycji oralnej, a jeśli już by się ktoś uparł, myślimy, że po chwili nie miałby jak mówić. Oralia to miłe, sympatyczne miejsca, w których wiele osób zostaje na cała noc, rozkoszując się delikatesami w różnych rozmiarach. Z innych pasjonujących miejsc, które zalecamy zobaczyć, to tzw. "kabina". Niestety - są to pomieszczenia przeważnie małe, do których może wejść zaledwie kilka osób, przez co atmosfera w nich bywa czasem duszna. Osoby, dla których węch jest najważniejszym darem matki natury, będą musiały się przyzwyczaić do zapachu. Jest to bukiet złożony z najrozmaitszych fermentów - spermy, moczu, poppersa, alkoholu, potu. Armani by się nie powstydził takiej mieszanki. To jest świat podziemia, a więc fijołków tam nie ma, jest Hades, mroczny, niebezpieczny ale pociągający, a ty jak ten Herakles... no dobra, Autorze - zapędzasz się...
Szanowni uczestnicy wycieczki, patrzymy w prawo - dwóch panów robi sobie właśnie dobrze używając do tego ust. Nazywa się to seksem oralnym, w społeczeństwie istnieje błędne przekonanie, że robią tak tylko prostytutki i pewne wschodnie nacje. A teraz kilka kroków do przodu. Proszę ustawić się przy ścianie. Tak, wiem, że jest ciemno, ale proszę się nie przejmować - za jakiś czas przyzwyczaicie się. Ta zabawa nazywa się szukaniem partnera do zabawy. Jak nózki Panów zabolą, to proszę się przejść kilka kroków, pomachać dupcią, rozdać parę promiennych uśmiechów. O! Pan z irokezem się patrzy na pana w okularach. Pan z irokezem wchodzi do kabiny. Proszę nie tracić tej wyjątkowej szansy na zwiedzanie kabiny w towarzystwie autochtona. Bierz go idioto!
Tak mogła by wyglądać wycieczka po darkroomach, gdyby takowe urządzano. Niestety - darkroomy do dziś są traktowane jak niechciane dziecko. Ale ta aborcja się nie udała - są, będą i miejmy nadzieje, że nie zginą. Zrehabilitujmy darkroomy, przywróćmy im koloryt (bez różu poproszę), zorganizujmy akcję - każdy, kto zaprosi do darkroomu swojego kolegę dostanie piwo gratis.
A po co ja to piszę? Bo drażni mnie, jak ciotka-inteligentka przechodzi obok wejścia do darkroomu z podniesioną do góry głową, obrzydzeniem na twarzy, a jednocześnie kurwikami w oczach. To co - ja, pedał bywający w darkroomach jestem od Ciebie gorszy, a ty lepsza, bo zamiast słuchać jęków osiemnastoletniego pasywa słuchasz jęków diw operowych? Ja lubię i osiemnastoletnich pasywów w darkroomach i podstarzałe diwy operowe. Eviva l'arte! (i nieprawda, że życie nasze niczego nie warte).
Martwi mnie troche ten rozdzwiek na tych co nie znosza "zniewiescialych" i tych ktorzy lubia. Mam wrazenie, ze w ten sposob podswiadomie jestesmy jakby medium dla homofobii. Ze wyrazamy nie swoje opinie, tylko opinie homofobicznych rodzicow, znajomych itd. Bo zniewiescialy facet daje sygnal, ze jest gejem, a my chcemy przeciez nie byc zauwazani, staramy sie byc "mescy" i w ukryciu.
Nie twierdze, ze geje powinni byc zniewiesciali, powinni byc kim sa, ale nie widze powodu, zeby tworzyc podzialy na meskich i zniewiescialych, bo tak naprawde kazda z tych cech mamy w sobie, tylko w roznych proporcjach,
popieram próbę zdemitologizowania darkroomów, czy przygodnego seksu - miejsce i aktywność jak każda inna, ci, którzy się tym brzydzą, tak jak ci, którzy brzydzą się zniewieściałymi facetami, nie mają się z czym obnosić...
Ja tylko zwróciłem uwagę na fakt, że w polityczny sposób homoseksualizm został wykreślony z listy chorób. I to jest fakt. Faktem jest również to, że homoseksualizm trafił na listę chorób w oparciu o uprzedzenia, a nie rzetelną wiedzę. Dowody świadczące o tym, że homoseksualizm chorobą nie jest, to jest udowadnianie, że koło jest okrągłe, a kwadrat kwadratowy. Co nie zmienia nijak faktu, że decyzja polityczna była. A homoseksualizm chorobą nie jest. Okazuje się, że nasz świat jest dość skomplikowany, i o pewnych rzeczach nie decyduje rzeczywistość, a uprzedzenia i polityka.