Prasa niemiecka przypomina wydarzenia sprzed ćwierć wieku które przeszły do historii homofobii pod nazwą "Afery Kiesslinga". W owym czasie mieszkałem w Niemczech i doskonale pamiętam histerię, jaka się rozpętała, kiedy minister obrony Republiki Federalnej podpuszczony przez kontrwywiad wojskowy MAD, oskarżył czterogwiazdkowego generała o homoseksualizm
- Janusz Marchwiński -
Prasa niemiecka przypomina wydarzenia sprzed ćwierć wieku które przeszły do historii homofobii pod nazwą "Afery Kiesslinga". W owym czasie mieszkałem w Niemczech i doskonale pamiętam histerię, jaka się rozpętała, kiedy minister obrony Republiki Federalnej podpuszczony przez kontrwywiad wojskowy MAD, oskarżył czterogwiazdkowego generała o homoseksualizm. Były to czasy (choć trudno w to uwierzyć) kiedy Elton John był żonaty z kobietą a George Michael udawał heteryckiego macho. Jeszcze dwadzieścia pięć lat temu, ogromna część społeczeństwa niemieckiego nie mogła sobie wyobrazić, by osoba homoseksualna mogła piastować jakiekolwiek stanowisko publiczne. "Afera Kiesslinga" jest dla nas zatem pocieszającym przykładem zmian, jakie zaszły w stosunkowo krótkim czasie i pozytywną zachętą, by nie popadać w zimową depresję.
Jesienią 1983 roku, MAD otrzymać miał informacje, że w gejowskiej knajpie Tom Tom w Kolonii bywa niejaki "Guenter z Bundeswehry". Wysłani na wrogi teren agenci przepytali kilka męskich kurewek. Uznając je za najsolidniejsze źródło informacji na świecie doszli do wniosku, że "Guenter" to nie kto inny, jak jeden z najwyższych rangą, czterogwiazdkowy generał - Guenter Kiessling, pracujący w sztabie NATO jako dowódca sił lądowych sojuszu. Szybko zapuścili żurawia do akt, a kiedy okazało się że generał nie jest żonaty, sprawa wydawała się jasna. Kiessling jest pedałem.
Wstydliwej sprawie nadano klauzulę tajności i przekazano ministrowi obrony Manfredowi Woernerowi. Początek lat osiemdziesiątych to czas zimnowojennej paranoji po obu stronach szczelnej żelaznej kurtyny, rozdzielającej Europę. Minister Woerner nie miał żadnych dowodów na orientację seksualną generała, ale "na wszelki wypadek", postanowił odesłać go w stan spoczynku. Niedługo potem, dziwna i nagła dymisja generała Kiesslinga zwróciła uwagę mediów. Rozpoczęła się ożywiona debata w prasie i telewizji. Minister nadrabiając miną twierdził, że nie ma mowy o pomyłce. Kiessling "słowem honoru oficera" ręczył że nie jest zboczeńcem.
Niedługo potem wyszły na jaw szczegóły śledztwa, które, gdy czytamy je dziś, wydają się dziełem średnio uzdolnionego satyryka. MAD powołał się na zeznanie lekarza wojskowego, który twierdził, że podczas badania, Kiessling "zabawiał się sobą". Wyrwany do tablicy doktor natychmiast temu zaprzeczył. Minister Woerner osobiście przesłuchał dwie męskie prostytutki, od których dowiedział się, że "Guenter" to właściwie "Juergen". W końcu objawił się sam Guenter, który okazał się dość przegiętą i żądną sławy ciotą z Szwajcarii. Cała sprawa zaczęła przeistaczać się w groteskę. Świeżo wybrany do Bundestagu lider Zielonych Joschka Fischer nazywał Woernera "Manfredem z Bundeswehry". W końcu - minister skapitulował. Przyjął generała na powrót do służby i zaoferował kanclerzowi Kohlowi swoją dymisję. Praca niemiecka, całymi tygodniami debatowała, czy gej w służbie wojskowej stanowi ryzyko dla bezpieczeństwa narodowego.
Sam Kiessling już nigdy nie otrząsnął się po traumatycznym przeżyciu. Po kilku miesiącach dobrowolnie przeszedł na emeryturę, a pompatyczną ceremonię jego pożegnania transmitowała telewizja. W wspomnieniach napisał, że "w takiej armii nie miał ochoty służyć". Woerner spadł jak kot na cztery łapy. W 1988 roku został sekretarzem generalnym NATO i pozostał na tym stanowisku do śmierci w 1994 roku. Paradoksalnie - i on musiał zmagać się z podejrzeniami o homoseksualizm. Lewicowe pismo "Konkret" spekulowało, czy aby ożenił się dlatego, by ukryć swe nienaturalne skłonności. "To oburzające kłamstwa" - ogłosił niemiecki polityk a tabloid BILD napisał "Woerner podejrzany o gejostwo". Koło się zamknęło.