Poznańskie Stonewall - wywiad z Edwardem Pasewiczem
Przynajmniej od dwóch lat wiadomo, że jeśli w Polsce dzieje się coś ciekawego w temacie gejowsko-lesbijskim to przede wszystkim na rynku książkowym. Mamy do czynienia z sytuacją wcześniej niespotykaną: w ciągu miesiąca ukazało się pięć książek niezmiernie ważnych dla środowiska LGBT. Ważnych nie tylko z powodu swojej różnorodności, ale także zwracających uwagę na istnienie gejów i lesbijek jako społeczności. Dlatego właśnie tym razem postanowiliśmy nie ograniczać się jedynie do napisania recenzji, ale także zaprezentować samych autorów i porozmawiać z nimi, nie tylko na temat książek...
Przynajmniej od dwóch lat wiadomo, że jeśli w Polsce dzieje się coś ciekawego w temacie gejowsko-lesbijskim to przede wszystkim na rynku książkowym. Mamy do czynienia z sytuacją wcześniej niespotykaną: w ciągu miesiąca ukazało się pięć książek niezmiernie ważnych dla środowiska LGBT. Ważnych nie tylko z powodu swojej różnorodności, ale także zwracających uwagę na istnienie gejów i lesbijek jako społeczności. Dlatego właśnie tym razem postanowiliśmy nie ograniczać się jedynie do napisania recenzji, ale także zaprezentować samych autorów i porozmawiać z nimi, nie tylko na temat książek. (Krzysztof Tomasik)
Maciej Kucharski: Dasz się namówić na spektakularny, medialny coming out?
Edward Pasewicz: To byłoby śmieszne... Edward Pasewicz jest gejem! Wszyscy o tym wiedzą od 2001 roku, czyli od mojego debiutu. Książka, którą wówczas wydałem, była chyba pierwszym stricte gejowskim zbiorkiem poetyckim w tym kraju. Nigdy nie miałem problemu z gejowstwem, ani w domu ani w rodzinnym Międzyrzeczu.
Dzieci nie pokazywały Cię palcem w miasteczku?
Jeśli człowiek zachowuje się normalnie i normalnie podchodzi do tej sprawy, to nie ma żadnych problemów. Obecne spektakularne coming outy panów w TV mnie śmieszą. Nie mieli odwagi zrobić tego za rządów PiSu, a teraz to robią, bo mają jakieś interesy.
Poezję zamieniłeś na kryminał?
Po pierwsze dlatego, że znalazł się wydawca, po drugie - tej historii nie dało się inaczej opowiedzieć. Trudno byłoby połączyć wątki polityczne z "historią miłosną inaczej". Polityka silnie zaważyła na tej książce. Akcja dzieje się w określonym czasie, miejscu, w określonym kontekście.
Rozbity Marsz Równości z 19 listopada 2005 roku to rodzime Stonewall? Czy polscy geje potrzebują swojego "mitu założycielskiego"?
Tak polski gej potrzebuje takiego mitu. Warto w końcu jasno powiedzieć, że tamte wydarzenia były naszym Stonewell. To znaczy tak naprawdę mogły być. Pamiętaj, że ilość osób homoseksualnych uczestniczących w Marszu, była żenująco niska.
Czyli tak naprawdę "za nas" walczyli wówczas inni? Zieloni? Anarchiści? Lewacy etc.?
To jest niestety prawda.... Przychodzi mi teraz do głowy stwierdzenie Błażeja Warkockiego: Jeśli położysz przed gejem książkę i majtki Calvina Kleina, to wybierze na pewno majtki. Podczas rozbijania Marszu przez Policję wiele osób trafiło na komisariaty, mieli sprawy w sądach i problemy. Tymczasem tego samego dnia, w pewnym znanym, modnym poznańskim, gejowskim klubie, można było trafić na dyskusję "ciotek", które biadoliły, że są bardzo dyskryminowane. Na Marsz jednak żadna z nich się nie pofatygowała. Można powiedzieć: jeśli nie potraficie walczyć o swoje, to teraz popukajcie się w głowę, a nie narzekajcie na brak praw...
"Śmierć w darkroomie" opisuje więc "mit założycielski polskiego gejostwa", jednocześnie jednak Edward Pasewicz rozprawia się w tej książce z tak zwanym "środowiskiem"?
Nie chcę się z nikim rozprawiać. Jedyne na co mam ochotę, to zwrócić paru osobom uwagę , że jeśli czegoś chcą, to trzeba działać, a nie siedzieć w domu i opowiadać o tym, ze jesteśmy dyskryminowani. Tak długo będziemy dyskryminowani, jak długo będziemy na to pozwalać...
Dokonujesz nawet kategoryzacji polskich "ciotek". Mamy tutaj ciotki lewaczki, ciotki konsumpcjonistki, ciotki kontestatorki...
I każda ciotka dzieli się wewnętrznie i rozbija na podgrupy (śmiech). To jest oczywiście zabawa, żartobliwa kategoryzacja, która była mi potrzebna w pisaniu. Musiałem pokazać, że istnieje rozwarstwienie, że istnieją jakieś frakcje, partie kanapowe...
Czy tej kategoryzacji nie dokonujesz przypadkiem nie tyle dla gejów, ile dla czytelników spoza "środowiska"?
To prawda, cały czas walczę z powszechnym wyobrażeniem, że homoseksualista to przegięty facet z piórami w dupie. Może być lewakiem, a nawet lesbijką faszystką. Sam przecież wiesz, że są np. geje, którzy głównie przebywają na squocie, zajmują się polityką, są lewakami i anarchistami. Prędzej umrą, niż pójdą do wspomnianego wyżej klubu.
Książka napisana jest też z niechęci do Poznania? Dlaczego nie lubisz tego miasta...
Mogę powiedzieć, ze znielubiłem Poznań właśnie 19 listopada 2005 roku. Wtedy rzeczywiście cos się w tym mieście skończylo. Wcześniej było lepiej. Poznań wyglądał na miasto otwarte, bez kompleksów. I nagle cała jego europejskość i otwartość, w moim odczuciu, zawaliła się . Nie było gorszej antyreklamy niż to zdarzenie...Skończyły się złudzenia.
Jeszcze gorzej zaczęło robić się potem: naciski, ograniczenia. Przytoczę taką historię: Robimy z Mariuszem Grzebalskim serię: Wielkopolska Biblioteka Poetów, finansowaną przez Urząd Marszałkowski. Dwa miesiące temu panowie z komisji budżetowej, radni Prawa i Sprawiedliwości, chcieli tę serię zlikwidować. Napisali wówczas, w specjalnym raporcie, że "promuje ona mniejszości seksualne" i jest szkodliwa społecznie.
"Śmierć w darkroomie" nie tylko krytykuje gejów i miasto, ale też kościół katolicki i typową polską rodzinę...
Pisze się, bo ma się z czymś problem. Chce się ten problem uzewnętrznić, zobaczyć. Profesor Piotr Śliwiński z UAM ma chyba rację, gdy mówi, że ta książka nie jest antykościelna, ale antychrześcijańska. Nie ruszam kościoła, a samą religie. Chrześcijaństwo nie jest moją bajką, ponieważ immanentną cechą tej religii jest niechęć do ciała, do jakiejkolwiek przyjemności, a seks ma prowadzić tylko do prokreacji. Taka religia jest mi całkowicie obca. Akceptuję jednak wybory i prawa innych ludzi. Dlatego nie wykpiłem Eminencji, postaci która występuje w mojej książce. Naprawdę poznałem takie osoby. Oni mają wielki problem. Z jednej strony ciągnie ich do facetów, a z drugiej są nakazy religijne, których nie chcą łamać, zachowują nieprzekraczalne zasady.
Mam problem z chrześcijaństwem. Jestem wychowany w tej religii, jak chyba każdy w Polsce. Nie mogę tego wyrwać z mózgu. Z drugiej strony nie akceptuję chrześcijaństwa z powodu moich poglądów i własnych wyborów. Ten problem nie jest w książce rozwiązany. Postawiłem go i czekam na odzew. Mogę jedynie powiedzieć za Joycem, że nieszczęściem Polaków jest ich katolicyzm...
Nieszczęściem Polaków są też ich toksyczne rodziny.
Myślisz o komisarzu Zielonym, jego bracie Igorze i ich ojcu?
Czy to Twój ojciec był tutaj pierwowzorem?
Nie, mój ojciec jest bardzo w porządku. Spotkałem się z taką historią w moim życiu. To był ojciec mojego faceta, widziałem co on wyrabia i na co sobie pozwala. Mój chłopak został sponiewierany przez ojca, a następnie wyrzucony z domu tylko dlatego, że jego gejostwo nie pasowało do profilu społecznego ojca, jego pozycji i stanowiska. Rodzina ustawiona, znana i porządna, która coś musiała zrobić z problemem pod tytułem "syn pedał".
Nie obawiasz się, że "Śmierć w darkroomie" silnie związana z Poznaniem, będzie zrozumiała tylko w tym mieście? Geje będą ją czytać, by rozpoznawać miejsca i osoby? Podobno już do "Grzechu Warte" przychodzą wycieczki...
Uniwersalizm powstaje ze skrajnego regionalizmu. Na tej zasadzie Joyce oparł "Dublińczyków czy "Ulissesa". On o niczym innym nie pisze jak o swoim mieście! To, co miało miejsce w Poznaniu, mogło się przecież zdarzyć w Warszawie, w Berlinie czy w Nowym Jorku.
Co książka dała Tobie. Czy coś Ci uświadomiła, w czymś pomogła?
Za wcześnie o tym mówić. Dopiero zbieram odbicia, odblaski. Gdy czytam niektóre recenzje, np. Marcina Krzeszowca, którego książkę "Ból istnienia" połykałem w swoim czasie, to się naprawdę zachwycam. Ten facet dokładnie odczytał moje zamierzenia, intencje, w pełni zrozumiał mój przekaz. Krok po kroku rozwiązał problemy, które podczas pisania sobie postawiłem. To jest najfajniejsza rzecz w tej zabawie, że nie trafiasz w próżnię.
Zarzucisz poezje na rzecz kryminałów?
Nie mam zamiaru. Użyję porównania malarskiego. Lepiej publiczności najpierw udowodnić, że można namalować porządny portret, a dopiero później konstruować abstrakcję.
Konstruujesz już coś nowego?
Bardzo powoli. Pisanie powieści, nie jest taką zabawą jak pisanie wierszy, które można w kółko poprawiać. To jest jednak trochę większa odpowiedzialność.
Rozmawiał Maciej Kucharski

Wywiad ukazał się w 10. numerze wydawanego przez KPH magazynu "Replika". Pismo dostępne jest za darmo w klubach gej&les na terenie całej polski oraz w prenumeracie.
Prenumerata (6 numerów) kosztuje tylko 48 zł. Co dwa miesiące otrzymasz "Replikę" prosto do domu. Wpłat na prenumeratę należy dokonywać na: Kampania Przeciw Homofobii, numer konta: 35 2130 0004 2001 0344 2274 0001, z dopiskiem: Replika - prenumerata (darowizna) oraz podaniem dokładnego adresu do przesyłania magazynu.
Redakcja portalu innastrona.pl dziękuje za udostępnienie materiału.
DQ Carisma - Damian -
Co więcej, otwierają swoje filie w Europie, i dotarli już nawet do Rumunii gdzie pobłogosławili już wiele małżeństw homoseksualnych... Są w wielu krajach, poza Polską, z wiadomych powodów.
W chrzescijanstwie jest wiele roznych nurtow od fundamentalizmu opartego na literalnym rozumieniu prawa do dobrej nowiny o milosci Boga do kazdego czlowieka, bez wzgledu na jego orientacje, kolor skory itp.
W stanach Zjednoczonych dziala nawet wspolnota chrzescijanska / ekumeniczna/ otwarta na gejow i lesbijki The cathedral of Hope. Zachecam do wejscia na ich strone tych, ktorzy nie moga sie zmiescic w fundamentalistycznych bajkach i poszukuja.
Pozdrawiam
Brak dyskryminacji nalezy sie wszystkim, nie tylko wspanialym, "meskim" facetom, tym "nie-męskim" też!
Jest na to rada - kilka miesięcy alkoholizowania się w połączeniu z lekami psychotropowymi i już mamy wolną głowę :)
Dośc żartów, po któeśtam /drugie?/ czy ktoś widział nietoksyczną rodzinę? a jeszcze taką w której ojciec albo matka jest na eksponowanej pozycji, jest wystarczająco dużo pieniędzy i przesadnych aspiracji żeby życ jak 'ludzie', w takich rodzinach wydumane wzorce heteronormatywne są doskonałą pozywką do osiągnięcia stanu paranoi :)
Ja przeczytałem całą powieść i dziękuję autorowi. To dobra książka. Trafna w opisach i ocenach. Znam tych wszystkich Mikołajów, Olafów i innych na pamięć. Pałętają się po darkroomach, psioczą na innych, a sami nie robią nic, żeby wszystkim nam było lepiej. Też mam swój Poznań (choć to inne miasto), mam swoje uliczki i place, mam znajomych, którym macham przechodząc drugą stroną ulicy. Brawo, Panie Edwardzie. Czekam na więcej. Aszasz