Nienawiść powodowana antyhomoseksualną paranoją wspierana jest przez władze państwowe, błogosławiona przez Kościół i bagatelizowana przez większość mediów. Oto homofobia po polsku...
- Jacek Kochanowski -
Nienawiść powodowana antyhomoseksualną paranoją wspierana jest przez władze państwowe, błogosławiona przez Kościół i bagatelizowana przez większość mediów. Oto homofobia po polsku
Koniec kwietnia bieżącego roku przyniósł kolejną rezolucję Parlamentu Europejskiego w sprawie homofobii, tym razem niemal w całości poświęconą sytuacji w Polsce. Europarlametarzyści odnieśli się głównie do wypowiedzi polskich polityków PiS-u i LPR-u, w tym wypowiedzi Giertycha, Orzechowskiego oraz Kaczyńskiego (premiera). Parlament słusznie zwraca uwagę, że homofobiczne wypowiedzi polityków polskiej populistycznej prawicy rządzącej aktualnie naszym krajem są szkodliwe przede wszystkim przez to, że stanowią moralne wsparcie dla różnego typu bojówek w ich atakach na osoby homoseksualne i wzmacniają w Polsce klimat nienawiści wobec lesbijek i gejów. Szerzenie nienawiści wobec jakiejkolwiek grupy czy kategorii społecznej nie ma nic wspólnego z systemem wartości obowiązującym w Unii Europejskiej. Nie jest bowiem tak, że UE charakteryzuje, jak głoszą rozmaici katoliccy hierarchowie czy politycy, "nihilizm moralny". Unia jest oparta na systemie wartości, którego fundamentem jest idea praw człowieka, wyrażona m.in. w ratyfikowanej przez Polskę w 1993 r. "Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności". Zgodnie z "Traktatem o Unii Europejskiej" nieprzestrzeganie zapisów tej konwencji może być ukarane odebraniem państwu członkowskiemu części uprawnień wynikających z obecności w UE, w tym prawa głosu podczas głosowań oraz cofnięciem funduszy przyznanych przez UE. Trudno jednak oczekiwać, by UE broniąc lesbijki i gejów w Polsce poszła na taką totalną wojnę z rządem polskim tym bardziej, że Jarosław Kaczyński doskonale zdaje sobie sprawę, że pewnych granic przekraczać mu nie wolno: środki UE potrzebne są mu do utrzymania rozwoju gospodarczego, co dać mu może kolejną kadencję. Niemniej jednak każde wsparcie Parlamentu Europejskiego jest niezwykle ważne i choć nie robi zapewne większego wrażenie na polskich ekstremistach i fanatykach religijnych, to jednak dodaje sił tym wszystkim, którzy starają się w Polsce walczyć o szacunek dla lesbijek i gejów.
Wypowiedzi Orzechowskiego czy Giertycha to tylko wierzchołek góry lodowej. Niżej jest codzienna homofobia, której przykładów dostarcza najnowszy raport Lambdy Warszawa i Kampanii Przeciw Homofobii "Sytuacja społeczna osób biseksualnych i homoseksualnych w Polsce". Autorzy i autorki raportu przebadali/ły 1002 osoby, prawie włącznie homoseksualne i biseksualne. Prawie 18% spośród tych osób doświadczyło przemocy fizycznej, zaś ponad 50% przemocy psychicznej. Warto jednak pamiętać: te liczby są takie tylko dlatego, że większość lesbijek i gejów unika sytuacji, które mogą narazić je na homofobiczny atak: nie okazują czułości swoim partnerom w miejscach publicznych, ukrywają swoją orientację seksualną itp. Każde ujawnienie swojego homoseksualizmu w miejscu publicznym, w miejscu pracy, w szkole z ogromnym prawdopodobieństwem pociągać za sobą może skutek w postaci aktu nienawiści, mniej lub bardziej brutalnego.
Nienawiść wobec osób homoseksualnych staje się oficjalnym elementem dyskursu publicznego i wpływa na sposób, w jaki lesbijki i geje są traktowani przez społeczeństwo, w tym i przez instytucje państwowe. Oto kilka przykładów, zaczerpniętych z omawianego raportu:
"Na policję zostałem wezwany w innej sprawie, o której niewiele mi było wiadomo, funkcjonariusze (nie wiem skąd) znali moją orientację. Zostałem wyzwany, poniżony psychicznie, w rezultacie pobity. Przełożony funkcjonariuszy, którzy mnie zaatakowali, nie uwierzył mi."
"Studiuję w Akademii Medycznej w Warszawie. Podczas jednego z pierwszych wykładów wykładowca stwierdził (przy prawie pełnej sali), że uczelnia nie życzy sobie obecności "takich studentów", że w ogóle ma być projekt, żeby, cytuję, "takie osoby nie mogły pracować w służbie zdrowia"".
"Dermatolog, kiedy dowiedział się, że jestem osobą homoseksualną, wysłał mnie do weterynarza".
"W trakcie rozprawy w Sądzie Rejonowym w Szczecinie, w której uczestniczyłem jako oskarżyciel posiłkowy pedofila, zostałem pouczony przez sąd, że jako pedał nie mam prawa się odzywać, ponieważ nie jestem lepszy od oskarżonego."
Policja, uczelnia wyższa, służba zdrowia, sąd - instytucje, od których lesbijki i geje powinni oczekiwać przede wszystkim wsparcia i ochrony przed atakami homofobicznym, okazują się także współodpowiedzialne za akty antyhomoseksualnej nienawiści. Z pewnością możemy optymistycznie założyć, że przytoczone przykłady to niechlubne wyjątki, niemniej jednak faktem jest, że podstawowym problemem, z jakim borykają się osoby homoseksualne w Polsce, jest codzienna homofobia w miejscach publicznych (praca, szkoła, uczelnia, komisariat, gabinet lekarski) i prywatnych. Homofobia, której skutkiem jest ból, także fizyczny, cierpienie, poniżenie, lęk. Nienawiść powodowana antyhomoseksualną paranoją wspierana jest przez władze państwowe, błogosławiona przez Kościół i bagatelizowana przez większość mediów. Oto homofobia po polsku.
17 maja obchodzimy Światowy Dzień Walki z Homofobią. W okolicach tego dnia w wielu miastach Polski odbędą się publiczne marsze i parady lesbijek, gejów i ich przyjaciół. Martwi mnie, gdy słyszę, jak wiele lesbijek i wielu gejów zapowiada, że nie pójdzie na taką demonstrację ze strachu: ktoś mnie może zobaczyć, mogę dostać kamieniem, a po co się afiszować... Marsze te to nie żadne "afiszowanie swojej seksualności", o ile mi wiadomo, nikt nie zamierza podczas ich trwania uprawiać publicznie seksu. Nie dajmy sobie wcisnąć retoryki wymierzonej przeciwko nam. Marsze te to demonstracja upokarzanej, nienawidzonej kategorii społecznej protestującej przeciwko spotykającej ją niesprawiedliwości. To sprzeciw obywateli wobec mowy nienawiści i jej praktycznym konsekwencjom. Ujmuje się za nami Europa, ujmuje się wielu światłych ludzi w Polsce, ale my także sami / same musimy mieć odwagę wyrazić swój sprzeciw i protest. W demokracji ci, którzy milczą, nie mają racji. Jeśli chcemy zmienić sytuację w Polsce, jeśli chcemy zmusić partie lewicowe do konsekwentnego popierania naszych postulatów, do skutecznej ochrony nas przed nienawiścią, musimy być widoczni i słyszalni. Zostając w domu wypełniamy życzenia skrajnych fanatyków, oddajemy im Polskę, rezygnujemy ze swoich praw, akceptujemy status obywateli drugiej, a może i trzeciej kategorii.
To nieprawda, że marsze "prowokują" do nienawiści. To kolejny absurd, element retoryki homofobicznej, który wiele lesbijek i wielu gejów bezrefleksyjnie powtarza, zyskując w nim usprawiedliwienie dla własnej bezczynności. Do nienawiści prowokują uprzedzenia i stereotypy, do nienawiści prowokuje brak normalnej edukacji seksualnej, do nienawiści prowokują politycy, wygrywając ją dla swoich celów i budując poparcie na haniebnej retoryce "kozłów ofiarnych". Marsze są wyrazem obrony demokracji przed hunami, którzy rozparli się na fotelach władzy i realizując swoje obsesje, dokonują dzieła barbaryzacji Polski. Marsze są po to, by dać świadectwo temu, że są w Polsce obywatele, którzy nie akceptują urzędowej pogardy dla lesbijek i gejów, nie akceptują projektu Polski dla heteroseksualnych, białych, katolickich, zlustrowanych Polaków.
Przyjdź na marsz bez względu na to, czy jesteś osobą heteroseksualną, homoseksualną, biseksualną czy transseksualną. Przyjdź demonstrować nie tylko w obronie lesbijek i gejów, ale przede wszystkim w obronie Polski europejskiej, demokratycznej, wolnej od nienawiści, respektującej prawa każdego człowieka. Jeśli nie staniemy w obronie takiej Polski, nie będziemy jej mieli, nikt tego nie zrobi za nas. Być może ty możesz wyjechać z kraju, ale nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić, muszą żyć tutaj i znosić te wszystkie przejawy pogardy i agresji. Dlatego potrzebne jest obywatelskie i prodemokratyczne przebudzenie. Dlatego potrzebne są marsze lesbijek, gejów i ich przyjaciół. Dlatego potrzebna jest twoja obecność.
I w ten sposób sami popadają w polsko-katolickie wzorce STRACHU. Neofobię, ksenofobię, bla,bla bla... można by wymieniać w nieskończoność.
Na zachodzie w San Francisco, na MAnhattanie, w Hamburgu, Berlinie i Amsterdamie żadna Drag Queen
nie chodzi do kina na melodramaty i wyciskacze łez
... wystarczy włączyc komputer i poczytac o tych biednych gejach z Polski i innych krajów Europy wschodzniej. /chociaz czesi jakos wyraxnie odstają!/
A tak na poważnie to co przeciętny gej zrobił żeby ustawić
na odpowiednim poziomie kontakty z głupim lekarzem, głupim wykładowcą, głupim urzednikiem czy policjantem? No popłakuje i marze się jak zbesztana dziecina, żaden inny wpływowy gej tez mu nie pomoże - bo nie może byc wpływowy bo się boi swojej mamy, cioci, sąsiada i księdza oraz szefowej albo szefa.
Nic dziwnego, że nic w tej Polsce się nie zmienia, UE też mimo, że sie stara nie pomoże za szybko.
No i tak przyklepujemy i adorujemy nasze gejowskie polskie cierpienie.
Jestem swięcie przekonany, że wszyscy święci będą dumni z polskich gejów, ale nie oni sami :(
uhsz!