Już 8 czerwca w krakowskiej Tauron Arenie odbędzie się wyjątkowy koncert Faith No More, podczas którego na pewno usłyszymy materiał z nowej, pierwszej od 18 lat płyty zespołu. Mamy dla Was wejściówki na koncert!
KONKURS!W przyszłym tygodniu swoją premierę będzie miała pierwsza od 18 lat płyta
Faith No More, "Sol Invictus". Koncert w Polsce
już 8 czerwca w krakowskiej Tauron Arenie! Więcej informacji o koncercie
na stronie organizatora (bilety są wciąż dostępne), a my zapraszamy do udziału w konkursie -
mamy do rozdania pojedyncze wejściówki! Co trzeba zrobić? Ponieważ lubimy Wasze wpisy - w komentarzu do newsa zrecenzujcie, opiszcie w kilku zdaniach swoją ulubioną piosenkę (lub oczywiście piosenki) Faith No More. Wśród autorów i autorek najciekawszych, najzabawniejszych lub najbardziej wzruszających komentarzy rozlosujemy pojedyncze wejściówki na krakowski koncert. Na Wasze wpisy czekamy do 20 maja ze zwycięzcami skontaktujemy się poprzez portal i mailowo.
Mało który zespół wystawia swoich fanów na tak ciężką próbę. Mało który zespół ma tak wiernych fanów, którzy taką próbę wytrzymują. Po 18 latach milczenia Faith No More powraca z nowym studyjnym krążkiem, który ukaże się już 18 maja! Album zatytułowany "Sol Invictus" jest siódmym studyjnym dziełem grupy, a za jego produkcję odpowiedzialny jest basista kapeli, Bill Gould, który tak anonsuje płytę: „Myślę, że nasz nowy materiał w pełni odzwierciedla drogę, jaką przeszliśmy od nagrania naszego ostatniego albumu do obecnego momentu. Utwory są bardzo mocne, niektóre zawierają dużo 'przestrzeni'. Wszystko co robimy, sposób naszej gry, zawsze będzie brzmieć jak Faith No More. Po prostu czujemy się z tym dobrze”.
Początki Faith No More sięgają 1981 roku, kiedy to Bill Gould i Mike Bordin z dwójką przyjaciół założyli formację Faith No Man, która wkrótce po dołączeniu do składu Roddy Bottuma przemianowała się na Faith No More. Grupa zadebiutowała w 1985 roku za sprawą albumu "We Care a Lot", a dwa lata później ukazał się kolejny krążek, "Introduce Yourself". Jednak wielki przełom nastąpił, kiedy w zespole zameldował się Mike Patton i wydany został trzeci w dorobku album, "The Real Thing", na którym grupa osiągnęła mistrzostwo w łączeniu odmiennych gatunków muzycznych, co stało się ich znakiem firmowym. Kolejne płyty Faith No More „Angel Dust” (1992), „King for a Day… Fool for a Lifetime” (1995) i „Album of the Year” (1997) ugruntowały pozycję formacji oraz zapewniły grupie status żywej legendy i mistrzów muzycznego eklektyzmu. W 1998 roku zespół zakończył swoją działalność, ale 11 lat później ponownie został reaktywowany. Faith No More obecnie koncertuje w składzie: Mike Bordin, Roddy Bottum, Bill Gould, Jon Hudson oraz jedyny i niepowtarzalny Mike Patton.
Roddy Bottum, który sam siebie nazywa "gejem numer jeden w zespole", nie ukrywa, że zdjęcie promocyjne, które możemy oglądać na plakacie było jego pomysłem. Bottum ujawnił się w 1993 roku w rozmowie z "The Advocate". Muzyk podkreśla w rozmowie z "Noisey", że wtedy, zwłaszcza w świecie muzyki rockowej to było coś. "Było mnóstwo ludzi, którzy nie mówili otwarcie o swojej seksualności. Koncertowaliśmy wtedy z Guns N' Roses i Metallicą i to mogło być dla niektórych trudne do przyjęcia. Ale równocześnie to było bardzo znaczące i ekstremalne doświadczenie. Dostałem okropną liczbę pochwał i wdzięczności od młodych gejów i lesbijek, będących rockmenami. To było coś ważnego dla wielu ludzi, dlatego też czułem się dobrze. Dziś jednak mamy inny świat i nie wydaje mi się, by dzieciakom to robiło różnicę" - mówił Bottum we wspomnianym wywiadzie, dodając, że nie martwił się też o potencjalne negatywne opinie.
Zapraszamy także na
fanpage cyklu na Facebooku.(mat. pras/md)
T1: córciu, to taka zabawa tatusiów...
C: a po co?
T1: bo tatuś2 tatusia1 kocha i tak wyraża mu swoją miłość...
Nie jestem w stanie podać "ulubionej piosenki".
Zasłuchuję się w całym spektrum ich twórczości, od przeszywającego "Cuckoo for Caca" po - w moim mniemaniu najlepszy cover wszech czasów - queerowy "Easy".
Jednakże najbardziej porusza mnie wynik przeprowadzonego przez Pattona eksperymentu z deprywacją snu i wróżbami z ciasteczek szczęścia - "Land of Sunshine". Bo "życie jest dziarską i śmiałą przygodą", a więc "śpiewaj i raduj się"!
Ja będę!
Dzisiaj kiedy jestem już bardziej świadoma dorobku Faith No More jako swoje ulubione piosenki wskazuje m.in.:
Caffeine, Falling to Pieces oraz Midlife Crisis.
Caffeine - nie tylko dlatego, że odpowiada mi pod względem walorów muzycznych, ale także dlatego, że jestem uzależniona od kofeiny i kocham ją do tego stopnia, że zdarzało mi się ją przedawkować. Na szczęście Faith No More nie da się przedawkować i nie niesie to za sobą takich konsekwencji jak w przypadku tego pierwszego. Chociaż na koncercie w 2009 na openerze rośli fani podbili mi oko :( Ale byłam tak zachwycona Mike'iem biegającym po scenie z parasolką, że nie zbiło mnie to z pantałyku.
Falling to Pieces - ponieważ tekst tej piosenki oddaje doskonale moje wszystkie dotychczasowe załamania nerwowe ~ Because I'm somewhere in between my love and my agony - i chociaż traktuje o poważnych sprawach to dzięki linii melodycznej wydaje się piosenką wesołą i beztroską.
Midlife Crisis - ponieważ często czuje się zblazowana i wydaje mi się, że kryzys wieku, który przychodził kiedyś między 30stką a 40stką dzisiaj dotyka "młodzież" u schyłku studiów. Pokolenie Y się kłania - a o nim piszę właśnie pracę mgr i rodzę ją w strasznych mękach :( Pozwolcie mi pojechać na jeden dzień do Krakowa i uwolnić się od uczelni (dajcie to na początku wspomniane brownie). pozdrawiam!
Jeśli chodzi o ulubioną piosenkę, to od razu wiedziałam co wybrać - Stripsearch! Piosenka ta jest jedną z tych, przy których człowiek natychmiast się relaksuje i przenosi w inny świat - hipnotyzujący wokal Mike'a wnika głęboko do mojego serduszka i otula je takim magicznym ciepełkiem, dając mi pocieszenie i bliżej nieokreśloną radość :) Tekst piosenki również niesamowicie do mnie przemawia - proste przesłanie, bądź sobą - będziesz wolny! Jednak elementem utworu, który najbardziej mnie podnieca i przyciąga moją uwagę jest uspokajające brzmienie keyboardu - kolejny powód, by kochać Roddy'ego Bottuma! Wszystkie te elementy łączą się w jedną, spójną całość, której TRZEBA doświadczyć :)
podpisane
wyrwany z samego dna otmętów.
A teraz czas na anegdotkę: Przez wiele lat nie było mi dane usłyszeć pełnej wersji piosenki z racji... dziury na wylot w płycie - jej pochodzenie jest nieznane. Daje się ona we znaki zawsze w 3ej minucie piosenki - co ciekawsze każdy z odtwarzaczy cd reaguje na nią inaczej! Przenośny odtawarzacz po prostu przeskakiwał o 10 sekund, wieża wydawała z siebie 15 sekund niezidentyfikowanych dźwięków i przeskakiwała do następnego utworu, a kiedy włączyłem płytę na komputerze to można było usłyszeć zapętlony w nieskończoność ułamek sekundy (a dokładniej była to ostatnie sylaba wyrazu "thing"). Niemniej jednak byłem zachwycony piosenką, a dziura tylko pomogła mi ją zapamiętać dokładniej (a przynajmniej tę część piosenki, którą było mi dane usłyszeć;) ). Przyniosłem raz tę płytę swojemu przyjacielowi - chciałem koniecznie zaprezentować mu zespół Faith No More. Następnego dnia powiedział mi, że jego wieża z wrażenia wypluła płytę na trzecim utworze. Możliwe, że to sprawka dziury, ale niekoniecznie - ta piosenka i cała płyta są po prostu piekielnie dobre!
W ramach ilustracji do historyjki - zdjęcie dziury: http://i62.tinypic.com/1567slu.jpg
Sama piosenka pochodzi jeszcze sprzed "ery Pattona", ale nie będę tu wnikał, który wokalista był, czy też jest lepszy. To dwa rozdziały w historii zespołu.
"We Care a Lot" to bardzo dynamiczny kawałek przy którym, jak to mówią, nóżka sama chodzi ;) Do tego fantastyczny tekst Chuck`a Mosely`a, o całym brudzie tego świata sprawia, że za każdym razem mam przy tej piosence ciarki na plecach. Specyficzny klimat tego utworu przenosi nas w szalone lata 90-te i taki właśnie jest "We Care a Lot". Szalony, dynamiczny, pokręcony tak jak i cały mój ukochany zespół Faith No More.
Zacząłbym od tego, że z pewnością nie jako jedyny fan Faith No More mam problem z wybraniem swojej ulubionej piosenki z ich twórczości, jednak myślę, że Stripsearch jest jednak tą, która na mnie robi największe wrażenie. Przede wszystkim należałoby na wstępie również napisać, że muzyka alternatywna lat 90., czyli okresu największej popularności FNM, szczególnie trafia w mój gust. Stripsearch, który jest jednym z ostatnich singli zespołu, wydanych przed jego ówczesnym rozwiązaniem, stanowi kwintesencję tej muzyki i dokonań zespołu. Przez lata muzycy FNM niezwykle eksperymentowali, bawili się różnymi stylami muzycznymi, z lepszym lub gorszym skutkiem, jednak tę piosenkę uznałbym za szczyt ich możliwości. Nie brzmi ona jak eksperyment, pomimo swojej oryginalności, lecz słychać w niej stuprocentową pewność muzyków co do efektu ostatecznego. Słuchając Stripsearch za każdym razem mam wrażenie jakbym na nowo był prowadzony poprzez dźwięki tego niebanalnego utworu, który ewoluuje i gra na moich emocjach. Od spokojnego początku, po burzliwą końcówkę pozostawiającą niedosyt, po której zwykle mam chęć po raz kolejny przesłuchać piosenkę. Dość mroczna atmosfera utworu, jak i samego tekstu, idealnie pasuje do mojego charakteru, jednak nie jest on też całkiem przygnębiający, daje nadzieję. Duże wrażenie również na mnie zawsze robią niesamowite zdolności Mike'a Pattona do manipulowania swoim głosem, które uwidaczniają się w Stripsearch i tym bardziej czynią ten utwór wyjątkowym, wręcz idealnym. Ogólnie mówiąc, tak jak album z którego pochodzi Stripsearch został nazwany przez muzyków z przekorem Album of the Year, tak ja bym nazwał ten utwór Song of the Year, ale do dziś ona z pewnością nie straciła na wyjątkowości i niezwykłym przeżyciem dla mnie by było móc ją usłyszeć na żywo.