Relacja z krakowskiego koncertu Faith No More (zdjęcia)
Jesteśmy starzy - podkreślał w poniedziałek w Krakowie "gej numer jeden" w zespole Faith No More, klawiszowiec Roddy Bottum. Ja jednak nie dałam się przekonać i jestem pod wrażeniem krakowskiego koncertu zespołu na Tauron Arenie.
Pod koniec maja swoją premierę miała pierwsza od 18 lat płyta Faith No More, "Sol Invictus", zespół intensywnie też w ostatnich miesiącach koncertuje. Jestem więc w stanie zrozumieć, że ciężko byłoby liczyć na koncert dłuższy niż 1,5 godziny, ale i tak czuję niedosyt. Nie da się ukryć, był to jeden z najlepszych koncertów na których miałam okazję być.
Słowa Bottuma o "byciu starym" w pewnym sensie odnoszą się też do publiczności, która w krakowskiej Arenie się zgromadziła (do czego żartobliwie nawiązywał i sam Mike Patton). Nie brakowało 40-latków, którzy (zapewne z sentymentem, jak i ja) powyciągali z szafy stare i sprane koszulki z ukochanymi zespołami z liceum. Z drugiej strony już dawno nie byłam na koncercie, podczas którego nie było gadania, łażenia, przepychania i... machania telefonami nad głowami. Patton zaraz na początku delikatnie zasugerował, by "pochować" sprzęty, do czego publiczność grzecznie się dostosowała.
Faith No More zaczęli od promującego "Sol Invictus" hipnotycznego singla "Motherfucker", by od razu rzucić się na głęboką wodę uwielbianym na koncertach kawałkiem "Be Aggressive" o... seksie oralnym, który Bottum napisał dla Pattona jako żart. Następnie hity: w tym "Evidence", "Epic", "Midlife Crisis", zero wytchnienia. Patton szalał, czarował, udowadniając, że jest wokalnie w życiowej formie. Nie zabrakło też "Last Cup of Sorrow" i kolejnego nowego singla, "Superhero". Na deser dostaliśmy m.in. "We Care a Lot" i rewelacyjny "Matador" z "Sol Invictus". Rozgrzana do czerwoności publiczność chciała więcej, ale Patton przypominał: "hej, jesteśmy starymi facetami!".
I chociaż to Patton jest niekwestionowaną gwiazdą, która przyciąga uwagę, widać, że Bottum kocha kontakt z ludźmi. On także zagadywał, żartował, zaczepiał zarówno publiczność, jak i resztę zespołu. Nie zabrakło też krótkiej pogadanki między panami o smaku... piwa i spermy.
Białe firanki na scenie, białe ubrania, kwiaty i trochę światła: więcej Faith No More nie potrzebują, bo muzyka broni się sama. Nie potrzebują show, nie potrzebują telebimów. I nie ma żadnego "kryzysu wieku średniego".
(md)
Tak drogi czytelniku, oczywiście, że to wszystko DZIĘKI TOBIE! :P