Staramy się pokazywać Wam muzyczne nowości, premiery klipów bądź mało znane starocie, które odkopaliśmy. Dziś kolejna odsłona środowego przeglądu muzycznego.
Powrót Mrocznego RyśkaNowa płyta Aphex Twina pasuje do dzisiejszego przeglądu jak pięść do nosa, ale może akurat by mu się to spodobało? W poniedziałek swoją premierę miała pierwsza od 13 lat (słownie: trzynastu lat) płyta Aphex Twina, "Syro".
Richard D. James jest legendą muzyki elektronicznej, dla wielu Mozartem naszych czasów, kimś bez kogo nie byłoby współczesnej muzyki. Kimś o kim krążą legendy: o prywatnym czołgu, którym jeździ po pewnym irlandzkim miasteczku, o tym, że w Londynie mieszka w starym banku, czy o płytach, które wydał w tajemnicy pod innymi pseudonimami. Jedno jest pewne: obok Ryśka nie można przejść obojętnie i nigdy nie wiadomo, czy mówi coś na serio, czy to kolejna jego zgrywa. Dlatego pierwsze doniesienia o nowym albumie Aphexa potraktowałam z przymrużeniem oka (które to już w ostatnich latach?), ale stało się. Z miesiąc temu poszło info, szybkie promo – w stylu Ryśka, czyli od krążącego nad Londynem sterowca z logo AT po zapowiedź płyty w sieci TOR i już mamy "Syro".
Ale co tak właściwie mamy? Przede wszystkim powrót do korzeni. Jest bardzo aphexowo, klasycznie, IDM-owo, oj jak wspaniale. Pierwszy raz słuchałam płyty w tramwaju (bo nie mogłam się doczekać) i podczas przemieszczania się po mieście i strasznie się wkurzałam, że nie mogę się na niej w pełni skupić. Taka to płyta. Dłuższa, wymagająca, przekombinowana, przesterowana. Ciężko mi jeszcze wybrać ulubione fragmenty, ale mam wrażenie, że też będą one się zmieniać w zależności od nastroju, pogody, pory dnia. Muszę jeszcze dodać, że uwielbiam album "Drukqs" – "Syro" jest dla mnie utrzymany w tym klimacie. Może mniej "aisatsana [102]" (oj mogło być więcej takich "przerywników") i mniej szaleństwa, ale w końcu Aphex też już swoje lata ma.
Rysiek wraca w dobrym stylu.
Bennett wprawdzie jak zwykle rewelacyjny, ale ogółem nie ma się nad czym spuszczać.