Staramy się pokazywać Wam muzyczne nowości, premiery klipów bądź mało znane starocie, które odkopaliśmy. Dziś stawiamy na polską muzykę! Mamy też dla Was jedną płytkę z muzyką z "Płynących wieżowców"!
Składamy się z ciągłych powtórzeńNie da się ukryć, że solowy album Artura Rojka był jedną z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku. Płyta "Składam się z ciągłych powtórzeń" swoją premierę miała w piątek, także czas na pierwsze wrażenia!
Nie ukrywam, że płytkę wkładałam do odtwarzacza z drżeniem rąk. Nigdy nie byłam wielką fanką Myslovitz, ale jednak był to zespół z którym "dorastałam". Wiele piosenek Artura i spółki ma dla mnie ogromną wartość sentymentalną. Dodatkowo doniesienia o tym, że Rojek solowy album przygotowywał prawie dwa lata – nie ułatwiło oczekiwania. No i promujący płytę rewelacyjny singiel "Beksa"...
Słychać, że "Składam się z ciągłych powtórzeń" jest płytą dopieszczoną: i muzycznie - i tekstowo. Rojek opowiadał w wywiadach, że poszczególne wersy tekstów powstawały czasem tygodniami. Zacznijmy więc od tekstów: bardzo refleksyjne, nostalgiczne, mroczne i słychać, że bardzo szczere. Spotkałam się z opinią, że momentami dość infantylne też, ale ja zawsze kontrargumentuje, że te same teksty po angielsku byłyby dla nas poezją. Płytę wyprodukował Bartek Dziedzic, który stoi za sukcesem ostatniej płyty Brodki. I to słychać. Owszem, "Składam się z ciągłych powtórzeń" to ciągle muzyka popularna, ale Rojek nie bał się eksperymentów: mamy więc i utwory elektroniczne, i melodyjne gitarowe ballady, i nawet ambient. Moim numerem jeden od piątku jest "Czas, który pozostał" – ze świetną, dance'ową wręcz końcówką. "Lekkość" z rewelacyjnym moim zdaniem tekstem o walce z (własnymi) demonami stylistycznie przypomina lata 80., których generalnie na płycie jest dużo. Są i materiały na przeboje: wpadające w ucho, melodyjne "Syreny", czy tytułowy "Składam się z ciągłych powtórzeń".
Rojek solowym albumem udowodnił, że jest artystą poszukującym, otwartym, odważnym. Z niecierpliwością czekam na kolejne dokonania.