Parada Równości w Warszawie, 2016 rok Queer.pl Historia walki o związki partnerskie w Polsce to 23 lata projektów, debat i ostatecznie zawetowanej ustawy.
Wczoraj Sejmowi zabrakło 27 głosów. Tyle dzieli dziś setki tysięcy par w Polsce od prawa do odwiedzenia partnera w szpitalu, pochowania go bez awantury z jego rodziną czy wspólnego rozliczenia PIT. Warto pamiętać, że 17 września 2026 r. nie był początkiem tej historii - był jej kolejnym, siódmym już rozdziałem. Pierwszy zaczął się w 2003 roku.
Przez całe lata 90. temat w ogóle nie istniał. Państwo znało jedno słowo: małżeństwo. Kto żył inaczej, radził sobie testamentem, pełnomocnictwem u notariusza i nadzieją, że nikt tego nie zakwestionuje.
Pierwszą osobą, która postanowiła to zmienić, była Maria Szyszkowska, senator SLD i filozofka. W 2003 r., we współpracy z organizacjami LGBT, napisała projekt ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich. Skromny jak na dzisiejsze standardy - rejestracja związku, podstawowe prawa majątkowe i spadkowe - ale otwarty również dla par jednopłciowych, co w Polsce roku 2003 było gestem odwagi.
W grudniu 2004 r. Senat przyjął projekt: 38 senatorów za, 23 przeciw, 15 wstrzymało się. Był to pierwszy i przez długie lata jedyny raz, gdy jakakolwiek izba polskiego parlamentu powiedziała „tak". Sejm nie zdążył - albo nie chciał - zająć się ustawą przed wyborami 2005 r. Projekt wygasł razem z kadencją.
Trzeba było czekać sześć lat. Wiosną 2011 r. SLD złożył w Sejmie projekt ustawy o umowie związku partnerskiego. Rok wcześniej Rada Legislacyjna orzekła, że Konstytucja nie zabrania wprowadzenia takiej instytucji - argument, którym do dziś przeciwnicy nie chcą się przejmować.
Projekt SLD był już poważniejszy: umowa u notariusza, rejestracja w USC, wspólność majątkowa, wspólny PIT, dziedziczenie, prawo do pochowania partnera. 11 lipca 2011 r. trafił do dwóch komisji sejmowych. I tam został do końca kadencji w listopadzie. Nikt nawet nie zaczął nad nim pracować.
Rok 2012 przyniósł aż trzy projekty. Ruch Palikota i SLD złożyły swoje - sprawozdawcą obu był Robert Biedroń, wówczas pierwszy jawnie homoseksualny poseł w historii Sejmu. Trzeci projekt, najbardziej zachowawczy, przygotowała Platforma Obywatelska, a przedstawiał go Artur Dunin.
25 stycznia 2013 r. Sejm po raz pierwszy w historii głosował nad związkami partnerskimi. Wszystkie trzy projekty odrzucono już w pierwszym czytaniu. Przeciw byli PiS i PSL - tego się spodziewano. Ale przeciw zagłosowała też znaczna część posłów PO, odrzucając projekt własnego klubu. Ten dzień na lata wyznaczył granicę: koalicja rządząca mogła mieć większość, ale nie miała jej w tej sprawie.
SLD i Ruch Palikota próbowały jeszcze raz w tym samym roku. Sejm odmówił nawet wprowadzenia projektów do porządku obrad. Do 2015 r. temat nie wrócił.
Po 2015 r. o ustawie w Sejmie nie mówił nikt, kto miałby na to wpływ. Głos zabierali inni.
Sądy zaczęły wcześniej. Już w 2012 r. Sąd Najwyższy uznał, że partner tej samej płci jest „osobą pozostającą faktycznie we wspólnym pożyciu" i po śmierci partnera wstępuje w stosunek najmu mieszkania. W 2018 r. Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że transkrypcja zagranicznego aktu urodzenia dziecka z dwiema matkami do polskich ksiąg jest niedopuszczalna z uwagi na klauzulę porządku publicznego, zaznaczając jednak, że brak wpisu nie może stanowić przeszkody do wydania dziecku numeru PESEL oraz dokumentu tożsamości. Równocześnie sądy konsekwentnie odmawiały transkrypcji aktów małżeństw jednopłciowych.
W 2021 r. Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do Sejmu o podjęcie prac, nazywając brak regulacji luką prawną i naruszeniem praw człowieka. W tym samym roku Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Fedotova i inni przeciwko Rosji orzekł - a Wielka Izba potwierdziła to w 2023 r. - że państwa Rady Europy mają obowiązek zapewnić parom jednopłciowym jakąś formę prawnego uznania. W grudniu 2023 r. ETPC powiedział to już wprost Polsce: w sprawie Przybyszewska i inni uznał, że brak jakiejkolwiek formy uznania par jednopłciowych narusza Konwencję.
Wybory 15 października 2023 r. przyniosły zmianę władzy i obietnicę. KO, Trzecia Droga i Lewica wpisały związki partnerskie - dla par jedno- i różnopłciowych - do priorytetów koalicji.
W 2024 r. rząd przyjął założenia ustawy. I na tym się zatrzymał. PSL nie zgadzał się na samą nazwę „związek partnerski" i przez ponad rok koalicja nie była w stanie się porozumieć.
Kompromis przyszedł w październiku 2025 r. Władysław Kosiniak-Kamysz i Urszula Pasławska z PSL oraz Włodzimierz Czarzasty i Katarzyna Kotula z Lewicy przedstawili projekt pod nazwą, której nikt nie potrafi powtórzyć z pamięci: ustawa o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu. 30 grudnia 2025 r. Rada Ministrów formalnie przyjęła projekt.
Za nieporęczną nazwą kryła się konkretna treść. Dwie pełnoletnie osoby, bez względu na płeć, zawierają umowę u notariusza i rejestrują ją w USC. W zamian dostają: dostęp do informacji medycznej i prawo odwiedzin w szpitalu, prawo do decyzji o pochówku, zasiłek opiekuńczy i rentę rodzinną, wspólny PIT, zwolnienie z podatku od spadków i darowizn jak małżonkowie, wzajemną alimentację, ochronę przed eksmisją, wspólność majątkową, ubezpieczenie zdrowotne partnera.
Nie było w niej tego, czego domagało się środowisko od lat: wspólnej adopcji, przysposobienia dziecka partnera, dziedziczenia ustawowego. Umowa nie zmieniała stanu cywilnego. Nie było to małżeństwo i nikt nie udawał, że jest. Wielu z nas mówiło wtedy: to za mało. Ale też: to pierwsze cokolwiek.
12 lutego 2026 r. minister Katarzyna Kotula przedstawiła projekt w Sejmie. Po pracach w komisjach 29 maja 2026 r. Sejm uchwalił ustawę - 230 posłów za, około 200 przeciw. Po raz pierwszy od 1989 r. Sejm przyjął ustawę regulującą związki inne niż małżeństwo. 25 czerwca Senat przyjął ją bez poprawek, 54 głosami do 29. Następnego dnia ustawa leżała na biurku prezydenta.
Karol Nawrocki zwlekał trzy tygodnie. 17 lipca 2026 r. zawetował obie ustawy, powołując się na art. 18 Konstytucji - ten, który mówi, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny znajduje się pod ochroną państwa. Zdaniem prezydenta ustawa tworzyła „quasi-małżeństwo". Zdaniem Rady Legislacyjnej z 2010 r., ETPC i większości konstytucjonalistów - ochrona małżeństwa nie oznacza zakazu chronienia czegokolwiek innego. Prezydent tej argumentacji nie podjął.
Podczas gdy Sejm i prezydent spierali się o umowę o wspólnym pożyciu, inna droga otworzyła się bokiem - i to droga do samego małżeństwa.
W listopadzie 2025 r. Trybunał Sprawiedliwości UE w sprawie C‑713/23 orzekł, że państwo członkowskie nie może odmówić uznania małżeństwa dwóch swoich obywateli tej samej płci, jeżeli zostało zgodnie z prawem zawarte w innym kraju Unii. Sprawa dotyczyła polskiej pary. Rząd nie czekał na ustawę: Ministerstwo Cyfryzacji zmieniło rozporządzeniem wzory odpisów aktów małżeństwa tak, by urzędy stanu cywilnego mogły wpisać dwie osoby tej samej płci bez fałszowania ich danych. Trybunał Konstytucyjny w lipcu 2026 r. uznał rozporządzenie za niezgodne z Konstytucją; rząd potraktował to orzeczenie tak, jak od 2024 r. traktuje orzeczenia TK - jako niebyłe.
23 sierpnia 2026 r. przepisy weszły w życie. Od tego dnia małżeństwo jednopłciowe zawarte w Berlinie, Kopenhadze czy Lizbonie można wpisać do polskiego rejestru stanu cywilnego w każdym USC, nie tylko tam, gdzie wcześniej para wygrała indywidualną sprawę w sądzie. Na koniec sierpnia w rejestrze było już 228 takich aktów - 88 małżeństw kobiet i 140 małżeństw mężczyzn. Po transkrypcji para może wykazać swój stan cywilny przed polskimi urzędami; nie może natomiast wziąć ślubu w Polsce ani wspólnie adoptować dziecka.
Do odrzucenia weta potrzeba większości trzech piątych. Koalicja miała to policzone od początku: bez części opozycji się nie uda.
Za odrzuceniem weta zagłosowało 232 posłów - 152 z KO, 23 z PSL-Trzeciej Drogi, 20 z Lewicy, 14 z Centrum, 14 z Polski 2050, 4 z Razem i 5 niezrzeszonych. Przeciw: PiS, Konfederacja i Rozwój Plus, w sumie około 200 głosów. Blisko trzydziestu posłów nie głosowało. Zabrakło 27 głosów.
Katarzyna Kotula mówiła z mównicy o „ustawie o miłości, szczęściu i godności". Opozycja o „małżeństwie bez ślubu". Donald Tusk zapowiedział, że rząd poszuka innej drogi - być może przez nowelizację Kodeksu cywilnego, której prezydent również może nie podpisać.
Polska w 2026 r. to kraj paradoksu. Para gejów, która wzięła ślub w Kopenhadze, może mieć polski akt małżeństwa. Para gejów, która od trzydziestu lat mieszka razem w Radomiu, nie może mieć nic - bo w Polsce nie ma ani ślubu, ani związku partnerskiego, ani nawet umowy o wspólnym pożyciu. Ci pierwsi zawdzięczają swój status wyrokowi z Luksemburga i rozporządzeniu, które Trybunał Konstytucyjny uznał za nieważne. Ci drudzy mają to, co w 2003 r.: testament, pełnomocnictwo, umowę u notariusza i wyrok Sądu Najwyższego o najmie.
Sześć projektów ustaw. Jedno „tak" Senatu w 2004 r., jedno „nie" Sejmu w 2013 r., uchwalenie w 2026 r., weto i nieudana próba jego odrzucenia. Dwadzieścia trzy lata. W tym czasie prawo do jakiejś formy związku wprowadziła większość państw Unii Europejskiej, a to, co w Polsce udało się wywalczyć, wywalczyli nie posłowie, lecz pojedyncze pary przed sądami - krajowymi, strasburskim i luksemburskim.
Czwartek, 25.06.2026 Senat przyjął ustawę o osobie najbliższej. Ostateczna decyzja w rękach prezydenta.
Piątek, 22.07.2011 Związkowcy
Wtorek, 25.08.2026 Katarzyna Kotula w TVN24: Sejm spróbuje odrzucić weto prezydenta we wrześniu
Piątek, 17.07.2026 Niespodzianka: prezydent Nawrocki wetuje ustawę o statusie osoby najbliższej. To jednak nie koniec...
Środa, 11.06.2025 Czy Karol Nawrocki poparłby ustawę o związkach partnerskich? Jest deklaracja