Billy Porter, odtwórca roli Prey'a Tella w głośnym serialu "Pose", wyznał w eseju dla "The Hollywood Reporter", że
od 14 lat żyje z wirusem HIV.
Aktor przyznał, że tak długa droga w przyznaniu przed światem, wzięła się ze wstydu, który odczuwał.
Nawet obsada "Pose", w którym odgrywana przez niego postać również żyje z HIV, nie wiedziała o stanie Portera. "Od dłuższego czasu wszyscy, którzy chcieli wiedzieć, wiedzieli - z wyjątkiem mojej mamy. Próbowałem ogarnąć swoje życie i karierę i nie byłem pewien, czy byłby w stanie to zrobić, gdyby niewłaściwi ludzie wiedzieli. Byłby to kolejny sposób, w jaki ludzie mogliby mnie dyskryminować w już dość mocno dyskryminującym zawodzie. Więc starałem się o tym nie myśleć. Próbowałem to stłamsić. Ale kwarantanna wiele mnie nauczyła. Każdy musiał usiąść i spojrzeć prawdzie w oczy" - przyznał artysta.
Porter powiedział również w wywiadzie, że przez cały ten czas nie powiedział o chorobie swojej matce. "
W końcu się przełamałem i powiedziałem. Odpowiedziała: 'Nosisz to ze sobą od 14 lat? Nigdy więcej tego nie rób. Jestem twoją matką, kocham cię bez względu na wszystko'. Nie wiedziałem, jak to zrobić wcześniej, ale minęło już tyle czasu. To mój własny wstyd. Lata traumy powodują, że człowiek jest przestraszony. Ale prawda was wyzwoli. Czułem, jak moje serce się uwalnia. Czułem się tak, jakby dłoń trzymała moje serce ściśnięte przez lata, po czym nagle poczułem ulgę" - powiedział.
Aktor przyznaje, że obecnie czuje się bardzo dobrze. "
Tak właśnie wygląda dziś nosiciel HIV. Umrę na coś innego, zanim umrę z tego powodu (...). Chodzę do lekarza co trzy miesiące i wiem, co dzieje się w moim ciele. Jestem najzdrowszy w całym swoim życiu. Czas więc odpuścić i opowiedzieć inną historię.
Nie ma już stygmatyzmu, skończmy z tym, już czas. Żyłem z tym i wstydziłem się wystarczająco długo".
(kb)