19 września ubiegłego roku para kobiet szła przez ulicę Piotrkowską w Łodzi, trzymając się za ręce. Za Sarą i Alicją zaczął iść mężczyzna i wyzywać je od "pier...ch lesb". Młody mężczyzna ubrany w dres rzucił się na Alicję. Sara odepchnęła napastnika, jednak wywiązała się szarpanina. Dziewczyna wyjęła telefon, grożąc, że zadzwoni na policję, co jeszcze bardziej zdenerwowało napastnika. Próbował wyrwać telefon, jednak uniemożliwili mu to przechodnie. Ostatecznie mężczyzna opluł kobiety i odszedł. Na miejsce została wezwana policja.
Jak opisuje Konrad Dulkowski z Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych: "Radiowóz przyjechał po 40 minutach. Tak, policjanci próbowali znaleźć sprawcę, ale jednocześnie powiedzieli, że nie ma sensu, bo "to tylko ciąganie się po sądach".
I na pewnym poziomie mają rację. W polskim kodeksie karnym z urzędu są ścigane jedynie znieważenia z powodu pochodzenia, lub wyznania. Jeśli ich tłem jest orientacja seksualna - już nie" - napisał w swoich mediach społecznościowych.
Kobiety zwróciły się o pomoc prawną do Ośrodka. Tamtejsi prawnicy i prawniczki pomogli im złożyć wniosek o ściganie z urzędu. Policja przesłuchiwała świadków i świadkinie, otrzymała także zdjęcie napastnika, zrobione przez osobę postronną. Mimo tego nie udało im się znaleźć sprawcy.
Mężczyzna został zidentyfikowany dopiero po opublikowaniu jego zdjęcia na profilu Ośrodka. Internauci oraz internautki zidentyfikowali mężczyznę w kilka godzin, a personalia zostały przekazane policji. Okazało się, że sprawcą jest Kamil S., mieszkaniec Łodzi, absolwent Uniwersytetu Łódzkiego.
Pierwotnie Prokuratura Rejonowa Łódź-Śródmieście umorzyła sprawę. Jako powód podano "brak wykrycia sprawcy". Sara i Alicja złożyły zażalenie na ten wyrok. Po rozpatrzeniu sprawa nabrała nowego biegu.
Sprawa miała swoje zakończenie kilka dni temu. Para poinformowała, że Kamila S. został uznany za winnego czynu z art. 216 i 217 Kodeksu karnego, mówiącego o znieważeniu i naruszeniu nietykalności cielesnej. Mężczyźnie wymierzono karę grzywny w wysokości 80 stawek dziennych, po 10 złotych każda oraz zapłatę 150 zł kosztów procesu.
"Grzywna może wydawać się niewysoka, ale trzeba pamiętać, że sąd każdorazowo dostosowuje jej wysokość do sytuacji oskarżonego. Być może dla Lewandowskiego 800 zł to za mało "na waciki", ale dla Kamila S. to dotkliwa finansowo kara" – komentuje wyrok prezes OMZRiK.
(kb)
Po jednej stronie poszkodowany a po drugiej sprawca, policja i prokuratura.
Mnie w sumie przeraża to, że ten "pan" ukończył uniwersytet. Z takim zachowaniem i poglądami? :/ Boże, za jakie grzechy? :(
kaczka ma profesora więc..
"Miała" jeśli już. Lech był profesorem uczelnianym (a nie belwederskim). Jarek jest doktorem, ale chyba nie ma habilitacji.
Mnie w sumie przeraża to, że ten "pan" ukończył uniwersytet. Z takim zachowaniem i poglądami? :/ Boże, za jakie grzechy? :(
kaczka ma profesora więc..
Uniwersytety w Polsce dziś nie nie są od tego, żeby uczyć, tylko żeby produkować pracowników. Pracownik może być debilem, byle by przynosił zysk.
Mnie w sumie przeraża to, że ten "pan" ukończył uniwersytet. Z takim zachowaniem i poglądami? :/ Boże, za jakie grzechy? :(