Postępowanie sądowe toczyło się w sprawie powództwa o ochronę dóbr osobistych, które grupa osób homo i biseksualnych skierowała przeciwko Kai Godek. Znana skąd inąd aktywistka twierdziła bowiem w jednym z programów telewizyjnych, że osoby homoseksualne są zboczone. Ponieważ polskie prawo karne nie chroni skutecznie przed homofobiczną mową nienawiści, osoby które poczuły się wypowiedziami Godek pokrzywdzone, zdecydowały się na skorzystanie z cywilnoprawnego powództwa o ochronę dóbr osobistych.
O charakterze procesu cywilnego, opartego na zasadzie „kto dba ten ma”, pisałem szerzej tutaj, więc nie będę się powtarzał. Przypomnę tylko krótko, że to strony postępowania muszą udowadniać swoje racje zgodnie z rozkładem ciężaru dowodu. Sąd nikogo w tym zakresie nie powinien wyręczać. Powodowie powinni więc wykazać, że naruszono ich dobra osobiste, a pozwana, że do tego nie doszło.
Jak doniosły media od prawa do lewa, Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo przeciwko Godek. O ile ten fakt mnie nieszczególnie dziwi, z powodów o których innym razem, o tyle jeden z fragmentów uzasadnienia wyroku odbił się szerokim echem w sieci i zasługuje na komentarz.
Ano zdaniem sądu swojej orientacji seksualnej. Poniżej cytat z uzasadnienia wyroku, opublikowany przez jednego z powodów, dra hab. Jakuba Urbanika, na jego facebookowej tablicy.
“…w ocenie Sądu przynależność do grupy osób o orientacji homoseksualnej winna zostać wykazana poprzez przedłożenie opinii lub zaświadczenia lekarza seksuologa. W związku z powyższym Sąd przyjął, że żaden z powodów formalnie nie wykazał przynależności do zbiorowości osób o orientacji homoseksualnej. Powodowie nie wykazali w tym kierunku należytej inicjatywy dowodowej.”
Stanowisko to wzbudziło spore kontrowersje, ale też niemało rozbawienia. Wiele osób nie bez racji pytało, czy orientację heteroseksualną lub wiarę katolicką również należałoby udowodnić. Ewentualnie czy dowodowem na orientację homoseksualną może być legitymacja geja lub test z wiedzy o Madonnie. Żarty żartami, ale problem jak się okazuje ma też poważny wymiar praktyczny.
Odpowiedź nie jest oczywista, ale jednak są. Niekiedy bowiem orientacja seksualna będzie miała istotne znaczenie dla postępowania. Będzie więc faktem, który należy jakoś wykazać. Przykładem mogą być sprawy dotyczące uchodźców, którzy występują o azyl w krajach Unii Europejskiej. Zdarza się, że uciekają oni z kraju ojczystego z powodu homofobicznych prześladowań. W oburzająco wielu państwach, homoseksualność lub kontakty jednopłciowe nadal są zabronione pod groźbą surowych kar, w tym więzienia lub śmierci. W takich przypadkach udzielenie azylu jest jak najbardziej konieczne i uzasadnione.
Podobna sytuacja może powstać na gruncie przepisów prawa pracy lub ustawy antydyskryminacyjnej, które wyraźnie zabraniają nierównego traktowania z powodu orientacji seksualnej. Wszędzie więc tam, gdzie orientacja seksualna staje się okolicznością faktyczną mającą znaczenie dla rozstrzygnięcia, a druga strona tę okoliczność kwestionuje, pojawi się formalna konieczność przedstawienia dowodu.
W mojej ocenie jest to ogólnie rzecz biorąc możliwe. Zasadniczym dowodem powinno być oświadczenie samej osoby zainteresowanej. Jeżeli powód twierdzi, że jest gejem, to zapewne tak jest. Jeśli pozostaje w związku z osobą tej samej płci, wypowiadał się na ten temat publicznie, dokonał coming outu. Wtedy orientacja seksualna jest moim zdaniem wykazana ponad wszelką wątpliwość. Na gruncie sprawy przeciwko Kai Godek brak było sensownych argumentów, żeby takie dowody uznać za niewystarczające.
Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy własnego głosu w Internecie. Daliśmy radę przez 24 lata - z Waszą pomocą przetrwamy także ten ciężki okres. Równocześnie utrzymanie takiego projektu jeszcze nigdy nie było tak trudne.
Zobacz jak wspomóc QUEER.PL
Problem pojawia się, gdy trzeba udowodnić orientację seksualną, a wiarygodność samego oświadczenia jest wątpliwa. Jeżeli nie ma przy tym innych „namacalnych” dowodów, takich jak np. historia związku, coming outu, mówienia o sobie, prześladowań na tle homofobicznym, to kwestia ta robi się mocno problematyczna.
Widać to zwłaszcza w sprawach uchodźczych. Niekiedy jest tak, że osoba wnioskująca o azyl twierdzi, iż jest homoseksualna i z tego powodu grozi jej niebezpieczeństwo. Pomysły na weryfikację tych twierdzeń były różne a w sprawie musiał ostatecznie wypowiedzieć się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Potwierdził on, że orientacja seksualna może podlegać dowodzeniu i oświadczenie osoby zainteresowanej nie zawsze będzie wystarczające.
Na gruncie spraw rozpoznawanych przez Trybunał, urzędnicy imigracyjni rozmawiali z uchodźcami. Zadawali im pytania, które miały zweryfikować autentyczność deklarowanej orientacji. Ponieważ rozmowy te nie zadowoliły urzędników, zainteresowani uzyskaniem statusu uchodźcy proponowali inne dowody. Między innymi nagranie swojego homoseksualnego aktu seksualnego lub przejście testu na homoseksualność. Przypuszczalnie chodziło tu o test fallometryczny, mający badać reakcję na homo i heteroseksualną pornografię. Jego nazwa nie jest przypadkowa, przy czym takie takie testy serio stosowano np. w Czechach.
W wyroku z dnia 2 grudnia 2014 roku (C-148/13), Trybunał stanął na stanowisku, że żadne testy ani dowody z aktów seksualnych nie wchodzą w grę. Po pierwsze dlatego, że naruszają prawo wnioskodawców do poszanowania ich godności i intymności. Po drugie, akty seksualne same w sobie nie dowodzą niczyjej orientacji seksualnej. Jest to zresztą oczywiste. Wielu gejów z różnych powodów wchodzi w związki z kobietami. Nierzadko osoby heteroseksualne występują też w homoseksualnych filmach pornograficznych, co ma nawet swoją nazwę – gay for pay.
Trybunał nie był niestety szczególnie pomocny w zakresie odpowiedzi na pytanie, co takim dowodem może być. Ograniczył się do wskazania, że przesłuchanie wnioskodawcy powinno być prowadzone z poszanowaniem jego godności. Nie może przy tym obejmować szczegółów dotyczących praktyk seksualnych. Natomiast fakt, że wnioskodawca nie posiada wiedzy, którą stereotypowo osoba niehetero, zdaniem urzędników, powinna posiadać, nie jest sam w sobie dyskwalifikujący.
Trybunał wypowiedział się wyraźnie jedynie w zakresie testów na orientację, nie precyzując bliżej o jakie testy chodzi. Na temat badań lekarskich wypowiedziała się jednak szerzej Rzecznik Generalna Trybunału Eleanor Sharpston w swojej opinii z dnia 17 lipca 2014 roku. Wskazuje ona, że homoseksualność nie jest schorzeniem i nie istnieje żadna uznana medyczna metoda badania orientacji seksualnej. W konsekwencji badania lekarskie nie mogą być wykorzystywane jako dowód na orientację seksualną. Naruszają ponadto prawo do prywatności i integralności osoby badanej.
Podzielając te zapatrywania uważam, że dowód z opinii biegłego seksuologa nie ma tu żadnego sensu. Po pierwsze, biegłych powołuje się tylko wtedy, kiedy rozstrzygnięcie sprawy wymaga wiadomości specjalnych. Wiedzy fachowej, której sąd nie posiada. Stwierdzenie czyjejś orientacji seksualnej nie wymaga takiej wiedzy. Jeśli powód twierdzi, że jest gejem, dowodzi, że jest w związku z mężczyzną, to doprawdy nie jest potrzebna żadna wiedza tajemna, żeby przyznać jego oświadczeniu wiarę. Jest to kwestia ustaleń faktycznych, a od tych ustaleń jest sąd, nie biegli.
Po drugie, homo i biseksualność zostały dawien dawno wykreślone z listy chorób i zaburzeń. Nie ma zatem kryteriów diagnostycznych, na których biegły seksuolog miałby się oprzeć. Jak przypomina w swoim stanowisku Polskie Towarzystwo Seksuologiczne: „Orientacja heteroseksualna, homoseksualna i biseksualna są traktowane jako prawidłowe warianty rozwojowe seksualności człowieka.” Sąd Okręgowy w Warszawie nie mógł zatem sensownie wymagać opinii biegłego potwierdzającej orientację seksualną powodów. I tyle.
Artykuł został opublikowany na stronie dyskryminowani.pl
Piątek, 11.02.2022 Kaja Godek nazwała osoby LGBTQ+ "zboczeńcami" - Sąd Apelacyjny: jest to mowa nienawiści
Czwartek, 11.02.2021 Godek po raz kolejny wygrywa w sądzie z osobami LGBT. Chodziło o słowa, że "geje chcą gwałcić dzieci"
Piątek, 16.10.2020 Profesor prawa z UW pozywa Przemysława Czarnka za skandaliczne słowa nt. osób LGBT
Środa, 27.05.2020 Godek: oskarżyciele nie udowodnili, że są gejami
Wtorek, 26.05.2020 Godek: geje chcą adoptować dzieci żeby je molestować i gwałcić
np. to badanie ze światowego prestiżowego instytutu naukowego:
Department of Clinical Neuroscience, Karolinska Institutet
o gejach:
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1129091/
o lesbijkach:
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1570103/
Tożsamość płciowa też lokum ma w mózgu:
https://en.wikipedia.org/wiki/Neuroscience_of_sex_dif(...)ferences
Żeby zrozumieć moc dowodową obrazowania neurofunkcjonalnego trzeba mieć pojęcie o biologii molekularnej, psychiatrii, anatomii i fizjologii układu nerwowego.
Tak sobie myślę, a gdyby odwrócić retorykę i zapytać osobę hetero jak by udowodniła swoją orientację w sądzie. Większość spojrzałaby jak na debila. To świetnie pokazuje jak duży problem w Polsce jest z prawem.
Nawet tutaj bym uważał. Był sobie kiedyś taki rosyjski duet piosenkarek, które udawały lesbijki dla popularności w czasach, kiedy w Rosji to jeszcze mogło popularności przysporzyć (bez konsekwencji). Choć oczywiście wiem, ze to marginalne przypadki,
Poza tym - świetny tekst. Oby więcej takich na queer.pl.
Mówiąc w skrócie i metaforycznie: nie chcieliście ewolucji PRL, no to macie Sanację bis. A Berezę Kartuską w niedalekiej przyszłości.
Jak tak dalej pójdzie.