Przedstawicielka Fabryki Równości Ida Mickiewicz-Florczak, łódzkiej organizacji działającej na rzecz osób LGBT+ w rozmowie z Leną Gontarek z "Gazety Wyborcze" mówi o obecnej sytuacji osób nieheteronormatywnych w Polsce i prognozuje, co może się wydarzyć, jeśli projekt Kai Godek "Stop LGBT" wszedłby w życie.
"W naszym kraju osoby walczące o równość, równouprawnienie, prawa człowieka są marginalizowane i prześladowane za to tylko, że wyróżniają się w jakikolwiek sposób, podczas gdy bojówki są poklepywane po ramieniu. Kilka dni temu dotarły do nas informacje o trzech aktywistach LGBT+, którzy zostali spisani zaraz po wyjściu z tramwaju, pomimo że to oni byli obrzucani obelgami przez osobę stojącą w pobliżu. Na to nie było reakcji służb, dopóki ludzie nie zaczęli wyciągać telefonów. A potem jedyne, co zrobili policjanci, to poprosili agresywnego mężczyznę, żeby się uspokoił" - mówi aktywistka.
Kobieta widzi również cichą zgodę przemoc wobec osób LGBT+. "Takie przyzwolenie jest od dawna, ale - niestety - jest ono coraz bardziej widoczne.
Nawet u nas, w Łodzi, o której zawsze mówiliśmy, że jest miastem bezpiecznym, aktywiści czują się coraz bardziej zagrożeni. Przez dłuższy czas nie mieliśmy wśród członków Fabryki Równości nikogo, kto doświadczyłby przemocy fizycznej połączonej z werbalną, tak że wiedzielibyśmy, że został zaatakowany, pobity za to, że jest osobą LGBT+. Od półtora roku, może dwóch lat, takich osób jest coraz więcej.
Mickiewicz-Florczak odpiera także wszelkie zarzuty wobec osób nieheteronormatywnych, rzekomo stanowiących zagrożenie dla rodziny. "
Dla większości osób LGBT+ rodzina jest bardzo ważna. Przynajmniej część z nas bardziej ma ją z wyboru niż z krwi, bo rodzice lub dalsi bliscy się nas wypierają. W Fabryce Równości śmiejemy się, że mamy dyżurnych ojców i dyżurne matki, bo współpracujemy z grupą "My, Rodzice", która zrzesza rodziców akceptujących swoje dzieci LGBT+. My wielokrotnie musimy rodziny tworzyć od zera, ale właśnie dlatego dla nas to tak ważna wartość. I dlatego tak bardzo zależy nam na tym, żeby umocnić tę instytucję poprzez możliwość zawierania związków małżeńskich, zapewnić dzieciom poczucie bezpieczeństwa, żeby mogły tworzyć w tym kraju rodziny, które będą częścią społeczności".
Aktywistka ocenia, że w trakcie pandemii "
w najgorszej sytuacji są dziś dzieciaki. Przed pandemią mogły wyjść do szkoły, poczuć nieco wolności, pobyć wśród znajomych. Dziś zostają w domu ze swoimi "oprawcami", rodzicami, którzy ich nie akceptują. Są zamknięte w klatce" - mówi.
Link do całego wywiadu.
(kb)