Sąd federalny w Atlancie uznał córkę zamieszkałego w Londynie jednopłciowego małżeństwa za obywatelkę amerykańską. W 2019 roku ambasada USA odmówiła jej tego prawa.
Dwuletnią dziś Simone urodziła w charakterze surogatki przyjaciółka małżonków. W interpretacji urzędników ambasady, oznaczało to, że biologiczni rodzice dziewczynki nie pozostawali w momencie jej przyjścia na świat w związku małżeńskim.
Fakt, że Derek Meize i Jonathan Gregg pobrali się w 2015 roku, pozostawał bez znaczenia. Efekty trzygodzinnego przesłuchania były jasne: Simone Mize-Gregg, córka dwóch obywateli amerykańskich, nie ma prawa do paszportu Stanów Zjednoczonych.
Mężczyźni postanowili walczyć z państwową administracją. Wspólnie z organizacjami Immigration Equality oraz Lambda Legal złożyli w sądzie pozew przeciwko Departamentowi Stanu. Zdaniem prawników, kroki podjęte przez urzędników odznaczały się nieuzasadnionym okrucieństwem, w żadnej mierze nie służąc równocześnie interesowi państwa.
Nie bez znaczenia był też fakt, że w sytuacjach analogicznych, dotyczących rodziców heteroseksualnych, uznanie obywatelstwa przebiegało bezproblemowo."
Kiedy Simone się rodziła, nigdy nie przyszło nam, legalnemu jednopłciowemu małżeństwu, że będziemy zmuszeni sądzić się z własnym krajem. Żadna rodzina nie powinna przez to przechodzić, a obywatelstwo żadnego dziecka nie powinno być zawieszone w administracyjnej próżni", skomentował wygrany proces Omar Gonzalez-Pagan z Lambda Legal. Czas, żeby rząd odstąpił od niesprawiedliwych i dyskryminacyjnych praktyk".
Nie wiadomo, czy Departament Stanu odwoła się od wyroku sądu. Jeśli za wykładnik uznać pokrewną tematycznie sprawę jednopłciowego małżeństwa, których urodzona przez kanadyjską surogatkę córka również nie została uznana przez administrację za obywatelkę amerykańską, prawdopodobnie tak się stanie.
JS
Znaczy... chcesz powiedzieć, że adoptowane dzieci nie mają prawa do posiadania rodziców? Albo że jak drugi mąż (na przykład) matki przysposobi i wychowa dziecko to nie będzie rodzicem?
O ile zazwyczaj kłótnia o semantykę zawsze spoko,to wydaje mi się, że w tym wypadku a) zaciemnia to obraz, b) krzywdzi wszystkich zainteresowanych.
Chcesz powiedzieć, że dziecko nie ma prawa wcześniej czy później sie dowiedzieć że jego mamusia czy tatuś, lub mamusia i mamusia, oraz tatuś i tatuś nie są jego biologicznymi rodzicami, a jedynie prawnymi opiekunami, jeśli nimi są? To jest zakłamanie, hipokryzja i ŚWIŃSTWO wyrządzanie dziecku. Ja bym chciał sie dowiedzieć takiej rzeczy wcześniej czy później, niż przeżyć życie o tym nie wiedząc. Co więcej, chciałbym aby prawo egzekwowało od rodziców zastępczych wychowanie dziecka w świadomości że nie są oni jego rodzicami biologicznymi. Nie zaleznie od ich płci i orientacji seksualnych. Jest to etyczne, w przeciwieństwie do okłamywania drugiego człowieka. Każdy ma prawo wiedzieć takie rzeczy.
Masz jakiś kompleks na tym punkcie? Z definicji "rodzic" to ktoś kto "rodzi". Ty nie możesz urodzic dziecka, ani Twój partner również. Nigdy nie będziecie wraz z nim "rodzicami" (biologicznymi) dziecka, nawet jeśli będzie ono miało geny jednego z was, to tylko jeden z Was będzie jego "rodzicem", drugi co najwyżej "opiekunem/rodzicem zastępczym". Taka jest definicja, logika, prawo oparte na biologii. Tak mówi empiryzm, doświadczenie, nie Twój urojony Bóg i religia które chcą Ci odbierać prawa... ciężko Ci sie z tym pogodzić? Rodzic to ktoś kto "rodzi/płodzi".
"RODZI-C", kumasz? "RO-DZI-C".
Nie mieszaj do tego definicji "rodziny". Rodzina może nie być biologiczna, ale to już osobny temat nie mający związku z rodzeniem, rodzi-ca.
Rodzic zastępczy/opiekun prawny nie jest już rodzi-cem biologicznym i to nie to samo co "rodzi-c", bo to "rodzic zastępczy".
Hm.. Powiedziałbyś tak ludziom hetero, którzy nie mogą mieć dzieci i je adoptowali? że nie są rodzicami tylko opiekunami? Zwał jak zwał ale to więź i wychowanie/egzystencja się liczy moim zdaniem. Na poziomie duchowym przede wszystkim.
Zgodnie z biologią i prawem, są "rodzicami zastępczymi"/"opiekunami", ale nie "rodzicami/rodzicami bilogicznymi". Czemu nie miałbym im tak powiedzieć? Co jest złego w prawdzie? Co jest dobrego w zakłamywaniu rzeczywistości? Masz jakiś kompleks? Rodzic zastępczy jest "gorszy" wg Ciebie od rodzica biologicznego?
Znaczy... chcesz powiedzieć, że adoptowane dzieci nie mają prawa do posiadania rodziców? Albo że jak drugi mąż (na przykład) matki przysposobi i wychowa dziecko to nie będzie rodzicem?
O ile zazwyczaj kłótnia o semantykę zawsze spoko,to wydaje mi się, że w tym wypadku a) zaciemnia to obraz, b) krzywdzi wszystkich zainteresowanych.
Znaczy... chcesz powiedzieć, że adoptowane dzieci nie mają prawa do posiadania rodziców? Albo że jak drugi mąż (na przykład) matki przysposobi i wychowa dziecko to nie będzie rodzicem?
O ile zazwyczaj kłótnia o semantykę zawsze spoko,to wydaje mi się, że w tym wypadku a) zaciemnia to obraz, b) krzywdzi wszystkich zainteresowanych.
Chcesz mi znów coś insynuować czego nie powiedziałem? Manipulacja słowna jest modna na tym skrajnym portalu, jak na Frondzie. Nie, oczywiście ma prawo nazywać ich "rodzicami (zastępczymi/m)" co nie znaczy że oboje je spłodzili i urodzili, nieprawdaż? Prawnie nie są "rodzicami", a przynajmniej nie obie/obaj, ale tylko jedno z nich. Drugie jest rodzicem "zastępczym/opiekunem".
A jeżeli dziecko będzie nazywało ich rodzicami?
Nie chodzi o to jak dziecko będzie ich nazywało. Chodzi o nazewnictwo prawne. Jest "rodzic" i "rodzic zastępczy (nie biologiczny)", "opiekun", itd. po coś powstały te nazwy i ich znaczenie się różni.
Nie rozumiem za co dostaję tyle łap w dół? Za logikę, która jest niewygodna częsci zakłamanych przedstawicieli/lek społeczności LGBT?
"rodzic" to ktoś kto rodzi. "rodzic zastępczy" to ktoś kto sprawuje zastępstwo rodzica który urodził. Jedna z kobiet może być nazywana "rodzicem" jeśli urodziła to dziecko, ale druga już co najwyżej "rodzicem zastępczym", "opiekunem prawnym" jeśli je przysposobiła. Z dwóch komórek jajowych czy dwóch plemników nie powstaje dziecko jak chciałby Rollo92 czy Szymon Brycki.
A jeżeli dziecko będzie nazywało ich rodzicami?
Racja
Hm.. Powiedziałbyś tak ludziom hetero, którzy nie mogą mieć dzieci i je adoptowali? że nie są rodzicami tylko opiekunami? Zwał jak zwał ale to więź i wychowanie/egzystencja się liczy moim zdaniem. Na poziomie duchowym przede wszystkim.
Racja
Ważne kto wychowuje
Hm.. Powiedziałbyś tak ludziom hetero, którzy nie mogą mieć dzieci i je adoptowali? że nie są rodzicami tylko opiekunami? Zwał jak zwał ale to więź i wychowanie/egzystencja się liczy moim zdaniem. Na poziomie duchowym przede wszystkim.