Singapurski Sąd Najwyższy odrzucił trzy apelacje związane z orzeczeniem podtrzymującym istnienie prawa zakazującego kontaktów seksualnych między zgadzającymi się na nie mężczyznami. Sędzia tłumaczył, że prawo to rzadko jest egzekwowane, a jego istnienie "służy jako zabezpieczenie moralności społecznej".
Sąd Najwyższy w Singapurze orzekł o
podtrzymaniu prawa, na podstawie którego obowiązują kary za akty homoseksualne. Próby zmiany prawa podjęły się tam trzy osoby: emerytowany lekarz, DJ i queerowy aktywista. Twierdzili, że prawo jest niezgodne z singapurską konstytucją.
W Singapurze obowiązuje kolonialne prawo (artykuł 377A), definiujące seks zgadzających się na to mężczyzn jako "
akt rażącej nieprzyzwoitości". Osobom skazanym grozi do dwóch lat pozbawienia wolności.
Wszystkie trzy apelacje w sprawie orzeczenia z listopada zostały wczoraj odrzucone. Sędzia See Kee Oon powiedział: "Sąd Najwyższy odrzuca wszystkie trzy wnioski. Ustawodawstwo pozostaje istotną częścią odzwierciedlenia społecznych opinii i przekonań". Dodał, że
artykuł 377A rzadko jest egzekwowany, ale wciąż "
służy jako zabezpieczenie moralności społecznej poprzez pokazanie braku aprobaty dla męskich aktów homoseksualnych".
Bryan Choong, jeden z mężczyzn, którzy podważyli istnienie wspomnianego prawa, przyznał, że jest zawiedziony orzeczeniem, jednak dodał, że wciąż skupia się na przyszłych działaniach na rzecz praw osób LGBTQ.
Téa Braun, prezeska organizacji Human Dignity Trust, w oświadczeniu na temat orzeczenia Sądu Najwyższego napisała: "Poprzez odmowę usunięcia tego archaicznego i dyskryminującego prawa, Sąd potwierdził, że wszyscy homoseksualni mężczyźni w Singapurze są nieskutecznie pojmanymi przestępcami. Ta decyzja pozostanie niezwykle rozczarowującą dla strony pozywającej i dla szerszej społeczności LGBT w Singapurze, mającej wielkie nadzieje w związku z nowymi dowodami przedstawionymi przed Sądem, który mógłby pokazać, że te drakońskie prawa nie mogą opierać się konkretnej konstytucyjnej analizie".
W zeszłym roku przeprowadzono w Singapurze badanie, z którego wynika, że
70% Singapurczyków i Singapurek nie popiera związków jednopłciowych, z czego 67,9% osób uznaje, że związki jednopłciowe są "zawsze złe". Spośród 1800 badanych osób tylko 16,4% odpowiedziało, że związki jednopłciowe "w ogóle nie są złe".
(ab)
Ależ hipokryzja to nieodłączny element konserwatyzmu! ;)
Raczej tak. Pojedynczy korwiniści często nie są tak konserwatywni, jak ich święty guru.
Albo i na odwrót. Konserwatystą to chyba jest Kwaśniewski, który od lat ma jedną żonę, a nie Korwin, który co rusz zmienia kobitkę.
Raczej tak. Pojedynczy korwiniści często nie są tak konserwatywni, jak ich święty guru.
To jakaś istotna różnica?
Miałem na myśli Korwin-Mikkego i jemu podobnych, nie korwinistów.
No właśnie... Taki raj dla Kurwinów-Mikków.
Korwiny to ideolodzy, a nie ludzie biznesu. Oni na złość mamie nie będą zapinali pasów, a ekonomię znają tylko od strony ideologicznej, a nie praktycznej. Oni na bogaceniu się nie znają. Naprawdę uważasz, że w takim kraju nakazów i zakazów Korwiny by się dobrze czuły? Szaty by darli, że państwo zabroniło im pluć na ulicy. To są do pewnego stopni anarchiści i brzydzą się silnym państwem.
No właśnie... Taki raj dla Kurwinów-Mikków.
Po prostu stać ich na głupotę.
Bogactwo nie, edukacja/wykształcenie tak. A za bogactwem państwa zazwyczaj idzie edukacja.
Singapur to specyficzne państwo, nie wiem czy mogę napisać "autorytarne". Pełno jest zakazów, i nakazów wspartych horrendalnymi karami. Słynne są wysokie kary za plucie na ulicy. Może tam ludzie są przyzwyczajeni, że nie wychodzi się po za obowiązujące reguły i prawo? To nie jest miejsce gdzie kocha się swobodę i wolność. A ludziom to nie przeszkadza, bo mogą się bogacić, i może na tym się skupiają.
Po prostu stać ich na głupotę.