Prawnik Damian Ruhm postanowił poddać sytuację Kasi i Soni analizie prawniczej. Chodzi o ślub, którego tak naprawdę nie było - performens, w którym Kasia i transpłciowa Sonia miały wziąć legalny ślub w Warszawie, wykorzystując lukę w prawie. Czy taka luka faktycznie istnieje? Czy Kasia i Sonia faktycznie mogłyby zawrzeć związek małżeński?
Wczoraj pisaliśmy o ślubie dwóch kobiet, który - jak się okazało -
nie miał tak naprawdę miejsca. Kasia i transpłciowa Sonia celowo wprowadziły w błąd media, z którymi kontaktowały się w celu opisania swojej historii. Zamieszczaliśmy na Queer.pl
sprostowanie w tej sprawie. Teraz z prawnego punktu widzenia performensowi dziewczyn przyjrzał się prawnik,
Damian Ruhm.
W wywiadzie udzielonym portalowi Noizz.pl Sonia mówiła, że
w jej sprawie sąd wydał wyrok orzekający o tym, że jest kobietą, zgodnie z prawnymi wymogami dotyczącymi ustalenia płci. Sonia twierdziła, że jednak "
prawnie wciąż jest mężczyzną", bo orzeczenie sądu nie trafiło do urzędu stanu cywilnego. Jak pisze Ruhm,
sąd ma 7 dni od wydania orzeczenia na przekazanie go kierownikowi odpowiedniego urzędu.
Prawnik informuje: "Na tej podstawie kierownik USC wprowadza wzmiankę dodatkową
do aktu urodzenia. Dzięki temu, w odpisach skróconych widnieje płeć metrykalna (prawna) ustalona przez sąd. Następnie kierownik USC występuje do odpowiedniego ministra, który nadaje nowy numer PESEL. W numerze tym jedna z cyfr wskazuje na płeć, więc jest to konieczne. Następnie osoba trans może złożyć do kierownika USC wniosek o zmianę imion i nazwiska. Później pozostaje wizyta w urzędzie miasta lub gminy i wymiana dowodu osobistego, oraz ewentualna wymiana innych dokumentów takich jak paszport czy świadectwa szkolne".
Ruhm przyznaje, że "sądy często zapominają o przesyłaniu odpisu wyroku do kierownika USC" i dodaje: "Bez dopilnowania tej kwestii, nie można zmienić imion i dokumentów. Sensowność całego postępowania o ustalenie płci staje w takim wypadku pod znakiem zapytania".
Jednak fakt niedostarczenia orzeczenia do urzędu nie oznacza, że Sonia prawnie wciąż jest mężczyzną. Prawnik wyjaśnia: "Sonia jest w świetle prawa kobietą od momentu uprawomocnienia się wyroku ustalającego płeć. Orzeczenie to z chwilą uprawomocnienia się tworzy nowy stan prawny, w którym powódka nie jest dłużej mężczyzną, lecz kobietą. Wpisanie tej okoliczność do aktu urodzenia ma charakter wyłącznie deklaratoryjny. Oznacza to, że zmiana w aktach stanu tylko potwierdza istniejący stan prawny, ale go nie tworzy ani nie zmienia. W gruncie rzeczy nie jest to żadna luka w prawie, tylko błąd techniczny wynikający z niedopatrzenia sądu".
Dodatkowo Sonia mówiła o tym, że polskie prawo nigdzie nie stanowi o tym, że jedna osoba może być albo tylko kobietą, albo tylko mężczyzną. Ruhm się z tym nie zgadza: "Nasz system opiera się na zasadzie niepodzielności stanu cywilnego. Oznacza to, że każdy człowiek może mieć tylko jeden stan cywilny, a więc i jedną tylko płeć metrykalną. Przypisanie człowieka do więcej niż jednej płci lub nie przypisanie go do żadnej z nich nie jest możliwe".
Ślub Soni i Kasi był performensem, w którym brała udział też osoba udająca urzędnika państwowego. Gdyby jednak panie faktycznie zawarły związek małżeński, byłby to w świetle prawa rzeczywiście ślub pary jednopłciowej, jednak małżeństwo byłoby... nieistniejące. Jak pisze Ruhm: "Polskie prawo przewiduje jednak obecnie zasadę różnopłciowości małżeństwa. Jak bardzo bym się nie opowiadał za równością małżeńską, tak z punktu widzenia obecnie obowiązujących przepisów nie ma co do tego wątpliwości. Można dyskutować, czy Konstytucja RP istotnie stoi na przeszkodzie małżeństwom jednopłciowym. Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy nie pozostawia jednak żadnego pola do interpretacji. Zgodnie z art. 1 § 1 tej ustawy, małżeństwo zostaje zawarte, gdy mężczyzna i kobieta jednocześnie obecni złożą przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego oświadczenia, że wstępują ze sobą w związek małżeński".
Prawnik wspomina też w kontekście sytuacji Soni i Kasi o kwestii prawa karnego dotyczącego wymogu złożenia przez parę chcącą zawrzeć związek małżeński pisemnego zapewnienia, że nie wie o istnieniu okoliczności wyłączających zawarcie małżeństwa.
Całą analizę performensu Kasi i Soni od strony prawnej przeczytacie na blogu Damiana Ruhma. Zachęcamy do lektury!
(ab)
Potwierdzam.
Ale... znam jedną historię, która od tego wzoru odbiega, i zastanawia mnie, jak to było możliwe. Nie można też wykluczyć, że dane zostały pozmieniane i przy okazji pogmatwane dla ochrony rzeczywistej tożsamości bohaterów reportażu. To było w książce pod tytułem bodaj "Beznadziejna ucieczka przed Basią". Jednym z bohaterów był transmężczyzna, którego wcześniej, kiedy żył jako kobieta, rodzina nakłoniła do ślubu z ojcem dziecka... w końcu ojciec się ulotnił i nie szło pod jego nieobecnośćprzeprowadzić ani rozwodu, ani nawet sądowego unieważnienia małżeństwa. W końcu w nowych danych wpisano mu, z braku lepszej opcji, "żonaty" (co potem powodowało, że nie mógł się ożenić ze swoją partnerką). Też budzi to we mnie wątpliwości, ale przytaczam, co wyczytałam. Byłoby też ciekawe, gdyby p. Ruhm przeanalizował taką sytuację z prawnego punktu widzenia - czy tak mogło być, czy też dziennikarka coś namotała.
Jeśli dokonasz korekty płci, będąc już w związku małżeńskim to niestety według polskiego prawa musisz wziąć rozwód
Wierz lub nie, ale są tu osoby, które z prawem w życiu nie miały do czynienia i chętnie dowiedzą się czegoś na temat tego, jak sprawa wygląda, bo nas to też dotyczy. Prawnik dokonał prostej w odbiorze analizy absurdalnej sytuacji i bardzo dobrze, że coś produktywnego z niej jednak wynika.