Kontrowersje wokół wypowiedzi byłego prezydenta
"Mamy mniejszości seksualne. Dlaczego nie ma partii mniejszości seksualnych? Dlaczego mają się ukrywać?" - pytał w Gdańsku podczas 30. rocznicy częściowo wolnych wyborów Lech Wałęsa, a jego wypowiedź wywołała sporo kontrowersji.
Za nami obchody 30. rocznicy częściowo wolnych wyborów. W Gdańsku pojawili się m.in. byli prezydenci, czy Donald Tusk. Głos zabrał Lech Wałęsa, który mówił o niskiej frekwencji w wyborach, podkreślając, że: "Nasze zadanie jest, żeby inaczej zorganizować społeczeństwa, by każdy z nas, kto nie należy do partii, nie chodzi na zebrania, ale wie w jakiej partii są jego predyspozycje, jego mentalność, w jakiej partii właściwie jest".
Co ciekawe, były prezydent nawiązał do... mniejszości seksualnych. "Mamy mniejszości seksualne na przykład. Dlaczego nie mogą mieć partii mniejszości seksualnych? Po co się mają ukrywać?" - pytał Wałęsa i dodawał: "Podobnie inne zawody, które wprowadziłyby nam czytelność, abyśmy mogli z każdego miejsca wiedzieć, kto to jest i jak można na niego głosować. Wtedy włączymy możliwość głosowania z każdego telefonu i 99 proc. będzie brało czynny udział w wyborach".
W Internecie zawrzało: część internautów odebrała wypowiedź noblisty homofobicznie, a prawicowe portale... wypomniały mu, że kiedyś chciał, by mniejszości seksualne były w Sejmie za murem, a teraz chce "partii LGBT".
A jak Wy odbieracie wypowiedź byłego prezydenta?
(red)
Czy Lech Wałęsa po prostu nie nawiązywał do tego, że wciąż połowa wyborców siedzi w domu i narzeka, zamiast się zorganizować i wypowiedzieć się na temat swojej Polski?
Tak to odbieram, nie chodzi o to, co mówi PO, Wiosna itd, ale o to, frekwencja jest tak niska, że pozwala mniejszości decydować o większości i tyle.
Partii LGBT przede wszystkim też nie ma z tego powodu, że nikt nie wierzy, że przekroczyłaby próg wyborczy. Można się więc ewentualnie zastanowić nad wprowadzeniem prawnej kategorii "partii mniejszości społecznych", dla których próg wyborczy byłby obniżony.
W pierwszych wyborach do Sejmu III RP chyba nie było progu wyborczego, albo był on bardzo niski. Za to w II RP istniały partie żydowskie. Zatem istnieją do powyższego pomysłu precedensy. Poszanowanie praw mniejszości na pewno nie straci na zapewnieniu im reprezentacji w Sejmie.
Ja wiem, że się przyzwyczailiśmy do tego, iż jak coś Wałęsa rzuci, to śmiech na sali, ale to naprawdę nie jest głupi pomysł.
Zgadzam się w 100%
Jędza:
I dylemat do której z nich powinna się zapisać ruda leworęczna lesbijka...