Małżeństwa nie, związki partnerskie tak
Małżeństwa i adopcja nie, związki tak - powiedział w radiu RMF FM Jarosław Kalinowski z Polskiego Stronnictwa Ludowego, dodając: "Kwestia LGBT i kwestia tego typu rzeczy - czy można kogokolwiek dyskryminować, piętnować i kierować na leczenie? Nie. Ja uważam, że ci, którzy tak próbują mówić jak pan Sławomir Świerzyński, to zachowują się bardzo nie po chrześcijańsku".
Pod koniec lutego z PSL odszedł lider Bayer Full, Sławomir Świerzyński. A wszystko z powodu... LGBT i dołączenia partii do Koalicji Europejskiej.
Odejście Świerzyńskiego, jak i "kwestie światopoglądowe" komentował w radiu RMF FM europoseł PSL, Jarosław Kalinowski. Związki partnerskie? "Jeżeli ktoś chce w takim związku funkcjonować, to ja nie widzę przeszkód, żeby jakieś prawne kwestie były tak uregulowane, żeby te osoby nie miały problemów w odwiedzaniu się nawzajem w szpitalu albo w dziedziczeniu" - mówił polityk, dodając: "Związki sformalizowane, żeby nie było problemów w relacjach osobistych przy okazji takich losowych zdarzeń jak szpital czy dziedziczenie". Dopytywany o małżeństwa, Kalinowski podkreślał:
"Dla mnie tak było i będzie, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Adopcja dzieci - tylko dla małżeństwa tak pojętego, jak przed chwilą mówiłem. Kwestia LGBT i kwestia tego typu rzeczy - czy można kogokolwiek dyskryminować, piętnować i kierować na leczenie? Nie. Ja uważam, że ci, którzy tak próbują mówić jak pan Sławomir Świerzyński, to zachowują się bardzo nie po chrześcijańsku".
Ostatnio donosiliśmy o słowach szefa PSL, Władysława Kosiniaka-Kamysza, który we "Wprost" stwierdził, że...
pomiędzy rządami PO-PSL, a rządami PiS nie ma różnicy w kwestiach światopoglądowych.
(md)
Nie mów "hop", póki nie przeskoczysz.
Ciśnie się na usta cytat: "To, co zwiemy różą, Pod inną nazwą nie mniej by pachniało."
Oczywiście, że mało mnie to obchodzi jak to zostanie nazwane. Równie dobrze wystarczy mi, że prawo będzie respektowało zapisy zawartych umów i potwierdzonych przez notariusza. Jednak jaki sens jest tworzeni dwóch niezależnych bytów czyli małżeństwa oraz związki partnerskie, które będą równoważne pod względem praw i obowiązków tylko, że jedno z nich będzie zarezerwowane dla hetero a drugie dla homo? To nie jest równość a stygmatyzacja.
Ciśnie się na usta cytat: "To, co zwiemy różą, Pod inną nazwą nie mniej by pachniało."
Związki partnerskie bez pełnej równości małżeńskiej są w dzisiejszych czasach po prostu dyskryminujące:
- Jedyny powód ich wprowadzenia to chęć wykluczenia pewnej grupy społecznej z instytucji małżeństwa. Wyobraźmy sobie, że zamiast LGBT dotyczy to np. na Ślązaków, Azjatów, osób niepełnosprawnych albo kobiet po 45 roku życia. Czy akceptowalibyśmy, gdyby te grupy miały (z jakichkolwiek powodów) związki partnerskie na prawach małżeństw zamiast normalnych małżeństw?
- Utworzenie osobnej instytucji związków partnerskich mówi parom jednopłciowym, że nie zasługują na prawo do małżeństwa i zamiast tego takie pary powinny otrzymać coś innego. Tym samym określa się pary jednopłciowe i ich związki jako gorsze od innych, odbiera im się należną godność i szacunek.
- Słowa i nazwy mają znaczenie. To jest podstawa komunikacji. Chłopak, partner, konkubent, mąż - mogę kogoś kochać tak samo niezależnie od używanego słowa, ale każda z tych nazw komunikuje co innego reszcie społeczeństwa.
Jasne, związki partnerskie byłyby lepsze niż to, co mamy teraz w Polsce (czyli praktycznie nic). Ale moim zdaniem to ciągle dyskryminujący półśrodek.
Teraz widzę, że brak pełnej równości to nic innego jak słabość umysłowa ludzi, którzy nie potrafią wyjść poza swoją strefę komfortu. Uwielbiają pławić się w zastanej rzeczywistości i boją się zmian które nawet ich nie dotyczą bezpośrednio.
Ale nie chodzi o to jak będziemy nazywać formę prawną związków jednopłciowych ale o to jakie prawa zostaną tym związkom nadane. Jeśli to będą prawa równoważne związkom małżeńskim to jak dla mnie mogą się nawet nazywać umową , kontraktem czym cyrografem i nie widzę w tym problemu.
Ciśnie się na usta cytat: "To, co zwiemy różą, Pod inną nazwą nie mniej by pachniało."
Też mi postęp. 30 lat po wprowadzeniu w Danii związków partnerskich nasza odsunięta od władzy Koalicja Obywatelska łaskawie coś tam przebąkuje o ich wprowadzeniu w Polsce. Teraz im się przypomniało, akurat przed wyborami. Takie gloryfikowane umowy notarialne bez prawa do adopcji. I to też nie wszyscy jednogłośnie, tylko pojedyncze jednostki spoza ścisłych władz partii.
Kilka dni temu Kosiniak-Kamysz przekoywał we Wprost, że KO i PiS ideologicznie to się za bardzo nie różnią i miał niestety sporo racji.
Teraz widzę, że brak pełnej równości to nic innego jak słabość umysłowa ludzi, którzy nie potrafią wyjść poza swoją strefę komfortu. Uwielbiają pławić się w zastanej rzeczywistości i boją się zmian które nawet ich nie dotyczą bezpośrednio.