Wracamy do Australii - i tak pewnie będzie jeszcze przez kilka tygodni, gdzie ważą się losy "pocztowego referendum" ws. równości małżeńskiej. Lizzie postanowiła, że napisze do wszystkich swoich potencjalnych randek na Tinderze i upewni się, czy panowie aby na pewno zarejestrowali się, by móc oddać głos za równością. Jak reakcje? Różne, ale największym zaskoczeniem dla kobiety było to, że Tinder... zawiesił jej konto. Jak być sojuszniczką, to na całego?
Za kilka dni dowiemy się, czy końcem września odbędzie się w Australii referendum ws. równości małżeńskiej. Gdzie, przypomnijmy, większość społeczeństwa jest za. Referendum jest ogłoszone (ma się jeszcze na jego temat wypowiedzieć sąd), więc mobilizacja w społeczeństwie trwa. Najważniejsze - to zarejestrować się, by móc oddać głos.
Lizzie stwierdziła, że namawianie znajomych i pisanie o równości na Facebooku to za mało. Dlatego postanowiła napisać do wszystkich facetów, którzy też ją polubili, by upewnić się, że się zarejestrowali i są za równością. Kobieta nie ukrywa, że odzew był raczej pozytywny - co bardzo ją ucieszyło: w końcu są gdzieś tam i porządni faceci. Dostała też zapewnienia, że podadzą wiadomość dalej i przypomną swoim znajomym. Niestety, kilku nie omieszkało wysłać Lizzie homofobicznych wiadomości i... zgłosić jej konta, które Tinder zawiesił.
Kobieta nie ukrywa tego, że się zawiodła. "Faceci mogą wszystkim wysyłać seksualne propozycje i zdjęcia, albo wiadomości 'sup', a ja nie mogę przypomnieć ludziom o prawach człowieka" - powiedziała, a o naszej sojuszniczce zrobiło się głośno nie tylko w Australii.
Do Australii pewnie wrócimy po weekendzie, a tymczasem: Lizzie, dzięki!
(red)