Ordo Iuris kontratakuje?
"Wobec zarzutów dotyczących kilku fragmentów podręcznika do prawa rodzinnego i opiekuńczego, opublikowanego w Wydawnictwie C.H.Beck (Tadeusz Smyczyński, Prawo rodzinne i opiekuńcze, 8.wyd. 2016) przedstawiliśmy pośpiesznie, w przeddzień Święta Trzech Króli, nasze wstępne oświadczenie. Ta ‒ być może zbyt szybka ‒ reakcja stała się okazją do różnych błędnych interpretacji i wysnuwania kolejnych zarzutów" - czytamy na Facebooku wydawnictwa C.H. Beck, które odcina się od przeprosin.
Na początku stycznia donosiliśmy o podręczniku do Prawa Rodzinnego, prof. Tadeusza Smyczyńskiego, z którego korzystają studenci prawa. Mogliśmy się z niego m.in. dowiedzieć, że "Próby normatywnego zaspokojenia żądań homoseksualistów w zakresie praw rodzinnych, np. w niektórych państwach skandynawskich, zaliczyć można do przejawów nadużywania idei ochrony praw człowieka, godzących w porządek prawny i społeczny".
Podręcznik wydaje cenione wydawnictwo C. H. Beck, które po reakcjach internautów błyskawicznie odcięło się od homofobicznych treści.
We wtorek na stronie na Facebooku wydawnictwa pojawiło się kolejne oświadczenie. C.H. Beck przyznaje, że poprzednie było przedstawione "pośpiesznie, w przeddzień Święta Trzech Króli".
"Podstawą wszystkich naukowych debat jest przecież pluralizm, a to oznacza dla Wydawnictwa, że zawsze, również inni Autorzy mogą wydawać swoje publikacje, w których prezentują inaczej ukierunkowane opinie. Ilekroć Czytelnik czuje się urażony przez kontrowersyjną opinię, niezależnie w którą stronę byłaby ona skierowana, jest nam z tego powodu przykro, ale nie jesteśmy w stanie tego uniknąć" - podkreśla wydawnictwo, dodając, że poddane krytyce fragmenty podręcznika zachowują "wszystkie wyżej wymienione cechy jakościowe publikacji naukowej".
Co ciekawe, kilka dni po nagłośnieniu sprawy podręcznika, petycję w obronie prof. Tadeusza Smyczyńskiego udostępnił Instytut Ordo Iuris, który domagał się przeproszenia autora podręcznika i apelował do wydawnictwa, by: "ład konstytucyjny Rzeczypospolitej Polskiej" cieszył się większym "Państwa respektem niż roszczenia podważających go subkultur obyczajowych". Petycję podpisało kilkanaście tysięcy osób.
Osobne oświadczenie wydał też sam prof. Smyczyński, w którym podkreśla, że "Środowisko aktywistów LGBT jest przekonane o bezdyskusyjności jego poglądów i narzuca cenzurę dla mających inne poglądy w tych sprawach".
(md)
Dla mnie hit!
Teraz zapewne można już dyskutować o medycynie nie trzymając się wiedzy medycznej.
Ciemność widzę, ciemność.
Tylko mam szczerą nadzieję, że chociaż jesteśmy na dobrej drodze, nie dojdziemy do warunków znanych z państw anglosaskich, w których komunikacja między stronami ideologicznych sporów odbywa się już wyłącznie za pomocą wybuchów histerii, raz jednej, raz drugiej. A każde nie wycyzelowane pod względem ideologicznej poprawności zdanie, może człowieka kosztować intelektualny dorobek życia i skończyć się środowiskową anatemą.
A ja mam szczerą nadzieję, że kiedyś przestaniemy stosować dziwaczne neologizmy w rodzaju "nie wycyzelowane pod względem ideologicznej poprawności zdanie" w odniesieniu do wypowiedzi jawnie propagujących nietolerancję i ideologiczny fanatyzm.
Teraz nawet piszesz do rzeczy, problem był w tym, że wcześniej pisałeś zupełnie co innego lol. Ale zauważę jeden fakt. Z poglądów autora wyłożonych w "podręczniku" można wnioskować, że jest homofobem. Każda nierzetelna publikacja przedstawiający poglądy "kompromitująco subiektywne" nie powinna być wydana jako podręcznik. Tyle, że ja nigdy nie słyszałem tego o wymienionym przez ciebie podręczniku, wręcz przeciwnie. Ale to i tak nieistotne w tej dyskusji. I on chyba nie pisze o tym, że nie można legalizować związków, tylko, że to godzi to w porządek prawny i społeczny wraz całą masą innych bredni. I wcale nie "parę" krajów, tylko całkiem sporo. Jeżeli tylko na tej podstawie uważasz tą książkę za nierzetelną to jednak masz kiepskie zdolności analityczne lol.
I skoro "you don't give a shit" to w jakim celu w ogóle się wypowiadasz? W ostatnim komentarzu jak już napisałem zacząłeś wypowiadać się w miarę merytorycznie, ale żeby mogło do tego dojść musiałeś sporo głupot napisać. Apeluję następnym razem o umiar i dokładne przemyślenie poruszanych kwestii lol.
W jednym z najbardziej szanowanych polskich podręczników "ever" "Historii Filozofii" Tatarkiewicza, autor również przedstawia bardzo wiele subiektywnych poglądów. W przypadku tego, jak np. traktuje idealizm niemiecki, zwłaszcza Hegla, wręcz kompromitująco subiektywnych.
To się zdarza w humanistyce nagminnie, tylko nie każdy temat jest tak "gorący", żeby to ktoś zauważał. Czy w związku z tym w ogóle nie ma sprawy? No, ja tego nie twierdzę. Piszę przecież, że podręcznik nie wygląda ani na dobry, ani na rzetelny. Zdanie o tym, że "nie można" legalizować związków homo jest wręcz głupie. No, bo skoro parę krajów to zrobiło, to znaczy, że można.
Inicjatorka całej akcji, Pani Michalik, robi zdjęcie jednemu cytatowi z podręcznika i wrzuca go na fejsa. Do rzetelności tekstu nie odnosi się wcale, za to miota oskarżeniami o homofobię. Ponieważ doszliśmy już do takiej głupizny, że celebrytka znana głównie z tego, że jest znana może profesora prawa uczyć, co jest zgodne z konstytucją, wyjaśnia mu jeszcze niekonstytucyjność (WTF?) jego podręcznika. I ja mam wierzyć, że tu chodzi o naukowość lub nienaukowość wywodu?
Natomiast dla mnie ten podręcznik może pójść na śmietnik. I don't give a shit.
Tylko mam szczerą nadzieję, że chociaż jesteśmy na dobrej drodze, nie dojdziemy do warunków znanych z państw anglosaskich, w których komunikacja między stronami ideologicznych sporów odbywa się już wyłącznie za pomocą wybuchów histerii, raz jednej, raz drugiej. A każde nie wycyzelowane pod względem ideologicznej poprawności zdanie, może człowieka kosztować intelektualny dorobek życia i skończyć się środowiskową anatemą.
W prawie prawdą niepodważalną jest to, że w kodeksach widnieje to, co w nich widnieje. Polskie nie przewidują regulacji dotyczących związków homo. To jest fakt. Czy to dobrze, czy źle da się stwierdzić jedynie debatą i argumentacją. Nie ma na to równania. Nie da się tego zbadać w laboratorium.
Podręcznik jest nierzetelny, ponieważ prezentuje tylko jedną stronę sporu, gdy istnieją co najmniej dwie. Jednak nie o to chodziło "zszokowanym i oburzonym", żeby podręcznik spełniał kryteria rzetelności, tylko żeby przedstawiał ich opinię, zamiast tej, którą przedstawia.
W polskim prawie widnieje co widnieje i to jak najbardziej to można opisać. Problem w tym, że to co napisał w nim nie widnieje, to jedynie jego światopogląd. Skąd ty wiesz o co chodzi oburzonym? To takie prawackie, że jak coś się komuś nie podoba to dlatego, że nie jest na odwrót. Podręcznik jest nierzetelny, bo są tam rzeczy, które nie zostały uznane za wiedzę naukową. I prawo wcale nie jest jakimś działem nauki specjalnej troski, że może być swobodnie opisywany poza ramy określonych norm. Podsumowując podręcznik ma opisywać fakty, a nie czyjeś swobodne myśli.
Spór kreacjonistów ze zwolennikami teorii ewolucji dotyczy zjawisk badanych przez nauki przyrodnicze. O różnicy między nimi a naukami humanistycznymi już pisałem.
teoria ewolucji to kłamstwo. czy znasz teorię rewolucji?
Spór kreacjonistów ze zwolennikami teorii ewolucji dotyczy zjawisk badanych przez nauki przyrodnicze. O różnicy między nimi a naukami humanistycznymi już pisałem.