"Jesteś żałosnym śmieciem i lepiej, żebym cię nigdy osobiście nie spotkał, bo będzie skandal. A jeśli chcesz się spotkać, to służę" - dowiedział się od redaktora poznańskiego Radia Merkury Piotr Moszczeński, działacz Grupy Stonewall.
Wszystko zaczęło się od facebookowej dyskusji pod wpisem jednego z dziennikarzy Radia Merkury, w której udział wziął Piotr Moszczeński, działacz LGBT+, członek poznańskiej Grupy Stonewall. Chodziło o nowego prezesa stacji, Filipa Rdesińskiego, który rozgłośnią kieruje od marca. To m.in. jego pomysł, by codziennie przed północą w radiu puszczano "Rotę", pracę w stacji straciło też kilka osób.
"Z całym szacunkiem, ale Merkury nie jest medium publicznym, tylko partyjną gadzinówką. Jaka jest linia, każdy widzi. Fox News też ma swoich urzędowych liberałów, co nie przeszkadza mu być najbardziej dezinformującym medium w USA. Media państwowe idą tą samą drogą, tylko jeszcze bardziej na kolanach" - napisał Moszczeński.
Wypowiedź ta najwyraźniej nie spodobała się dziennikarzowi stacji, Grzegorzowi Ługawiakowi. W prywatnej wiadomości napisał do działacza Stonewall: "Nie wiem, kim jesteś, kolego, ale wypowiadasz się o mojej firmie, a to upoważnia mnie do zwrócenia się do ciebie tymi słowami: jesteś żałosnym śmieciem i lepiej, żebym cię nigdy osobiście nie spotkał, bo będzie skandal. A jeśli chcesz się spotkać, to służę".
Moszczeński postanowił wiadomość upublicznić, na co redaktor Radia Merkury zareagował zapowiedzią pozwu sądowego. Na profilu Moszczeńskiego napisał też: "Upubliczniłeś prywatny post? Gościu, Ty nie masz za grosz honoru, człowieku. Nazwałeś moją szacowną firmę "gadzinówką" i za to miałbym ochotę dać Ci w mordę. To wszystko. Publikowanie prywatnych wiadomości to kompletny upadek".
"Upubliczniam wszystkie nienawistne wiadomości, które dostaję: w "Obywatelu Milku" jest taka scena, gdy Harvey Milk przykleja do lodówki otrzymywane groźby, by o nich pamiętać, by mu przypominały, dlaczego robi to co robi. Ale też, żeby nie zostawać z tym samemu. Polecam to każdemu. Nie bądźmy sami z hejtem" -
mówi w rozmowie z nami Moszczeński. "Zdaję sobie sprawę, że nie każdy może sobie pozwolić na upublicznienie takich spraw, ale czasem warto porozmawiać, przerobić to w nawet mniejszym, bliskim sobie gronie, wspólnie zastanowić się co z tym zrobić dalej. Warto też korzystać z takich inicjatyw jak HejtStop, gdzie można zgłosić rzeczy anonimowo" - dodaje działacz.
Jak reakcje po upublicznieniu wiadomości? "Otrzymałem mnóstwo wsparcia, zaczęli się do mnie odzywać prawnicy, którzy zapowiedzieli pomoc. Z drugiej strony spływają też wiadomości od osób, do których ten dziennikarz już wcześniej pisał podobne rzeczy" - podkreśla Moszczeński.
Grzegorz Ługawiak w rozmowie z poznańską "Gazetą Wyborczą" powiedział, że nad pozwem jeszcze się zastanowi: "Muszę się dowiedzieć, czy mam szansę sformułować pozew tak, by był zasadny. Ten pan zamieścił ten post, by mnie zdyskredytować".
(red)
* Nina Nowakowska - jedna z założycielek poznańskiej "Solidarności", pracownik naukowy UAM, od 1993 roku dziennikarka "Merkurego" i szefowa publicystyki.
* Mariusz Kwaśniewski - dziennikarz muzyczny, wychowanek Wojciecha Manna w radiowej "Trójce", współpracuje z WOŚP. Tworzył audycję "Yesterday".
* Marek Zgaiński - dziennikarz i pisarz, tłumacz tekstów m. in. Boba Dylana, The Doors i Pink Floydów. Tworzył audycję satyryczną "Tabletka z krzyżykiem".
* Agnieszka Gulczyńska - dziennikarka radiowa i publicystka, w Radiu Merkury prowadziła audycje dotyczące bieżącej polityki.
* Maciej Kucharski - szef redakcji kulturalnej.
* Ryszard Ćwirlej - dziennikarz i autor kryminałów.
To tylko część z "wykurzonych" dziennikarzy. Zainteresowani mogą doczytać o czystkach w poznańskiej stacji, a w szczególności polecam wywiad z Niną Nowakowską w poznańskiej GW (tytuł "Nina Nowakowska po odejściu z Radia Merkury: Czuję bezsilność i upokorzenie").
Zwierzęta między sobą o wiele lepiej się komunikują, lepiej egzystują, współżyją. Popatrzymy choćby na łabędzie czy wilki. Nie piszę o samej komunikacji, więcej: między innymi te zwierzęta - łączy je (!) monogamia. Owszem, samce wilków... nie będę się rozpisywać.
Moglibyśmy wiele nauczyć się od zwierząt.
Ale nam się nie chce. Wolimy się pozagryzać. Jak ludzie.
I z tym się zasadniczo nie zgadzam!!!
Moim zdaniem NIKT nie może być "żałosnym smieciem" co należy rozumieć w ten sposób, że nikt nie ma prawa tak mówić o innych.
Tym bardziej o tych, o których - co pan dziennikarz sam przyznaje przecież - nic nie wie.
Motłoch się cieszy. To jest to czego oczekują wyborcy PiS. Oni chcą zemsty, krwi. Ktoś został zwolniony? Bardzo dobrze! Jak wyborca pisu jest bezrobotny, albo mało zarabia, to nie inni też to muszą odczuć. Jak mi się spali dom, to sąsiadowi tez musi. Od dawna PiSowcy kierowali swój przekaz do tych, którzy czują się przegrani po upadku komunizmu. Tylko czy 500+ sprawi, że ci, którzy czuli się przegrani przestaną już się tak czuć? Czy w ogóle można stworzyć państwo idealne dla przegranych?
PS. Gdzie są zwolennicy PiS z Queer, którzy twierdzili, że ta partia zrobi porządek z finansami, uzdrowi gospodarkę? Czemu zamilkli? Tylu ich było przed wyborami. A za takich mądrych się uważali.
* Nina Nowakowska - jedna z założycielek poznańskiej "Solidarności", pracownik naukowy UAM, od 1993 roku dziennikarka "Merkurego" i szefowa publicystyki.
* Mariusz Kwaśniewski - dziennikarz muzyczny, wychowanek Wojciecha Manna w radiowej "Trójce", współpracuje z WOŚP. Tworzył audycję "Yesterday".
* Marek Zgaiński - dziennikarz i pisarz, tłumacz tekstów m. in. Boba Dylana, The Doors i Pink Floydów. Tworzył audycję satyryczną "Tabletka z krzyżykiem".
* Agnieszka Gulczyńska - dziennikarka radiowa i publicystka, w Radiu Merkury prowadziła audycje dotyczące bieżącej polityki.
* Maciej Kucharski - szef redakcji kulturalnej.
* Ryszard Ćwirlej - dziennikarz i autor kryminałów.
To tylko część z "wykurzonych" dziennikarzy. Zainteresowani mogą doczytać o czystkach w poznańskiej stacji, a w szczególności polecam wywiad z Niną Nowakowską w poznańskiej GW (tytuł "Nina Nowakowska po odejściu z Radia Merkury: Czuję bezsilność i upokorzenie").
Po pierwsze, widzimy sami kto zaczął i w jaki sposób to zaczął, więc nie powinien się był raczej pan Moszczeński spodziewać, że szef stacji będzie siedział cicho jak mysz pod miotłą. Gdyby mi ktoś takimi słowami pocisnął po jakimś moim osobistym dzidziusiu, czy to stacja radiowa czy nawet nędzny blog, też bym mu odpowiedziała w podobny sposób.
Po drugie, pan dziennikarz zachował się o tyle kulturalniej niż pan Moszczeński, że jego odpowiedź poszła drogą prywatną, a nie na forum publicznym. A pan Moszczeński popisał się potem drugi raz, upubliczniając prywatną wiadomość. Użyłabym tu zwrotu "attention whore."
Po trzecie i chyba najbardziej istotne: czemu jakiekolwiek znaczenie ma w tym artykule fakt, że pan Moszczeński ma cokolwiek wspólnego z LGBT? Dziennikarz stacji napisał, że nie wie kim pan Moszczeński w ogóle jest, więc ciężko tu się doszukiwać jakiejkolwiek homofobii. Z czego można wywnioskować, że nie był to atak homofobiczny. A skoro nie atak homofobiczny, to zwykła pół-prywatna i kompletnie niewarta uwagi ścina między dwójką ludzi. Za przeproszeniem... what the fuck?
Na koniec dodam, że pan Moszczeński łaskawie mógłby zejść ze swojego tęczowego tronu, bo to, że jest działaczem LGBT, nie znaczy że nie może być żałosnym śmieciem. Każdy może być żałosnym śmieciem.
Oceniam pana redaktora jako mało inteligentnego.
Czy wyzywała Ciebie osoba publiczna?
1. To nie jest jakiś tam dziennikarz z prywatnej stacji. To dziennikarz z mediów publicznych finansowanych przez Nas, obywateli. Od mediów publicznych oczekuję spełnianie pewnych minimalnych standardów.
2. "Gównoburza" w internecie jest w większości przypadków efektem poczucia anonimowości (a tym samym bezkarności). Zwykle ludzie pisząc pod własnym nazwiskiem nie są już tacy odważni, są bardziej ostrożni. A jak piszą w sprawach związanych z własną firmą, to tym bardziej są wyważeni, bo wiedzą, że ich wypowiedzi mogą wpłynąć negatywnie na wizerunek firmy, co może skończyć się zwolnieniem. Ten dziennikarz musi czuć się bardzo bezpiecznie, że wylewa swoje szambo nie bojąc się zwolnienia.
To, że w internecie jest sporo szamba nie oznacza, że mamy akceptować chamstwo.