"Według tej ideologii człowiek może siebie w dobrowolny sposób określać: czy jest mężczyzną czy kobietą, może też dowolnie wybierać własną orientację seksualną" - ostrzegają polscy biskupi w liście, który ma zostać odczytany w kościołach w przyszłą niedzielę. Dowiadujemy się z niego także, że gender jest zakorzeniony w "marksizmie i neomarksizmie" oraz ma sprawić, że społeczeństwo zaakceptuje "nowe typy rodzin" - w tym związki o "charakterze homoseksualnym".
Co roku polscy biskupi przygotowują list pasterski, który ma być odczytany w pierwszą niedzielę po Bożym Narodzeniu.
Niedziela Świętej Rodziny ma być okazją, by podjąć refleksję na temat zadań i kondycji rodziny. Tegoroczny list, który pojawił się w internecie w piątek koło południa, dotyczy gender i bardzo szybko wzbudził duże zainteresowanie mediów. Mogliśmy się z niego m.in. dowiedzieć, że gender "promuje masturbację wśród dzieci" oraz nakazuje "promować homoseksualizm i transseksualizm". Biskupi ostrzegają, że gender przekonuje, iż "homoseksualizm jest wrodzony, zaś geje i lesbijki mają prawo do zakładania związków będących podstawą nowego typu rodziny, a nawet do adopcji i wychowywania dzieci". A zakaz "krytykowania propagandy homoseksualnej" sprawi, że zagrożona będzie przyszłość mediów katolickich. Po medialnej burzy na stronach m.in. KAI pojawiła się druga wersja listu - "łagodniejsza".
Ciekawe porównanie dwóch wersji listu zrobił "Tygodnik Powszechny". Gender, destrukcja i atak na rodzinę"Ideologia gender stanowi efekt trwających od dziesięcioleci przemian ideowo-kulturowych, mocno zakorzenionych w marksizmie i neomarksizmie, promowanych przez niektóre ruchy feministyczne oraz rewolucję seksualną. Genderyzm promuje zasady całkowicie sprzeczne z rzeczywistością i integralnym pojmowaniem natury człowieka" -
ostrzegają w "łagodniejszej" wersji listu polscy biskupi. Podkreślają, że gender "twierdzi, że płeć biologiczna nie ma znaczenia społecznego, i że liczy się przede wszystkim płeć kulturowa, którą człowiek może swobodnie modelować i definiować, niezależnie od uwarunkowań biologicznych. Według tej ideologii człowiek może siebie w dobrowolny sposób określać: czy jest mężczyzną czy kobietą, może też dowolnie wybierać własną orientację seksualną. To dobrowolne samookreślenie, które nie musi być czymś jednorazowym, ma prowadzić do tego, by społeczeństwo zaakceptowało prawo do zakładania nowego typu rodzin, na przykład zbudowanych na związkach o charakterze homoseksualnym" - czytamy. Zdaniem hierarchów gender to także "destrukcja" nie tylko "osoby", ale także "relacji międzyludzkich", a więc "całego życia społecznego". Najbardziej zagrożona jest rodzina, albowiem gender ja osłabia.
Zdaniem biskupów "ideologia gender bez wiedzy społeczeństwa i zgody Polaków od wielu miesięcy wprowadzana jest w różne struktury życia społecznego: edukację, służbę zdrowia, działalność placówek kulturalno-oświatowych i organizacji pozarządowych".
"Postulat równości kobiet i mężczyzn nie oznacza kwestionowania różnic pomiędzy kobietami i mężczyznami. Chodzi jedynie o równość wobec prawa, dostępu do dóbr, usług, przywilejów, awansu, równej płacy za pracę tej samej wartości" -
pisała niedawno Pełnomocniczka Rządu ds. Równego Traktowania, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. Głos w dyskusji zabrał też Związek Nauczycielstwa Polskiego. "ZNP oświadcza, że udzieli wszechstronnej pomocy nauczycielkom i nauczycielom, którzy starając się wypełniać jak najlepiej swoją powinność, jaką jest wychowanie do równości i demokracji, stali się ofiarami "antygenderowej" nagonki" - mogliśmy dowiedzieć się z oświadczenia, broniącego równościowej edukacji.
(md)
Przypominamy i polecamy tekst Ewy Tomaszewicz o Jarosławie Gowinie i m.in. genderze.
Katoliccy biskupi zapomnieli o istocie tego święta. Niestety.
Kobiety nie mogły kiedyś studiować, a przez to podejmować poważnej pracy, nie mogły głosować, ani kandydować w wyborach. I wtedy, m.in. Kościół twierdził, że taki stan rzeczy jest naturalny, że kobiety na studiach lub w polityce są sprzeczne z naturą, bo przecież lekkie kobiece mózgi nie są w stanie pojąć poważnych męskich spraw (nauki, polityki). Kobieta mająca prawo głosu nie byłaby więc w stanie podejmować rozsądnych wyborów, byłaby tylko marionetką w rękach partii. Więcej nawet! Kobieta zajmująca się studiami, a potem poważną (czyli męską) pracą jest zagrożeniem dla dzieci, rodziny i narodu.
Dziś Kościół mówi dokładnie to samo. I nie ma w tym nic dziwnego, bo znowu chodzi o gender. Nie wątpię, że gender jest dla Kościoła zagrożeniem. Gender to przede wszystkim świadomość tego, co rzeczywiście jest w męskości i kobiecości biologiczne, a co wynika z kultury. Z kultury wynika niestety głównie dyskryminacja i nierówność oparta o stereotypy i uprzedzenia, które Kościołowi są na rękę. Nic zatem dziwnego, że hierarchowie kościelni postanowili zmanipulować i przekłamać pojęcie gender, zanim wierni zyskali świadomość.
Najbardziej oburza bezczelność, z jaką biskupi nas traktują, nie mając żadnego wstydu, by tak otwarcie kłamać. Bo, powiedzmy to szczerze: oni doskonale rozumieją, czym jest gender. Kościół traci tym samym swoją wiarygodność, ale jak się okazuje, wiele osób dało się zmanipulować i to niestety już przynosi poważne straty społeczne.
Ale co do gender też mam wątpliwości. Np. program, który miałby zostać wprowadzony do przedszkoli, dosyć mnie niepokoi. Tzn- idea ok, ale nie tak wyobrażam sobie uświadamianie tak małych i niewinnych jeszcze dzieci... Owszem, tolerancja jest ważna, należy uczyć dzieciaki, że inne wcale nie znaczy złe (nie tylko w sensie par jednopłciowych, ale ogólnie). I wspierać je w przyszłości, gdy będą podążały własną drogą. Oraz przekazać maluchom dostateczną wiedzę, aby mogły obronić się przed złym dotykiem... Nauczyć je empatii i szacunku dla drugiego człowieka i samych siebie.
Ale wszystko to nie równa się dla mnie temu, czego wymagają standardy wychowania seksualnego w Europie wg. WHO...
Ale ksiądz może mieć prywatny majątek ,który po jego śmierci dziedziczy rodzina a nie kościół .
Podobna polityka dotyczy dziwacznego w założeniu celibatu - chodzi o to, by oficjalnie ksiądz nie miał żony i potomstwa, a więc osób, z którymi miałby się Kościół dzielić majątkiem.
Tak się składa, że teraz czytam "40 batów za spodnie" autorstwa Al-Hussein Lubna Ahmad. Całkiem ciekawe. W Carrefuorze kupiłem po przecenie :P
Jaszczury z kosmosu za dobrze placa, zeby zapomniec.