Portal
Redwatch Polska przypomniał o swoim istnieniu - na liście "zdrajców rasy" pojawiła się
Anna Grodzka, prezeska Trans-Fuzji, posłanka na Sejm RP z partii Ruchu Palikota. "No, proszę! Czuję się zaszczycona! Znalazłam się na liście REDWATCH POLSKA. Jestem w znamienitym towarzystwie Jacka Kochanowskiego, Ygi Kostrzewy, Roberta Biedronia, Krystiana Legierskiego, Gosi Rawińskiej, Roberta Łukasika, Szymona Niemca, Jacka Adlera, Łukasza Pałuckiego, Tomka Bączkowskiego, synów Wandy Nowickiej... i innych nieznanych mi osobiście, a z pewnością wielce wartościowych ludzi" - napisała posłanka na swoim profilu facebookowym.
TOK FM donosi, że na liście pojawił się także poseł Platformy Obywatelskiej, pochodzący z Zambii Killion Munyama oraz szef młodzieżówki SLD na Dolnym Śląsku, Patryk Wroński. Działacze Sojuszu Lewicy Demokratycznej zapowiedzieli walkę z portalem.
Przypomnijmy: powiązany z neonazistowską organizacją Krew i Honor Redwatch publikuje na swych stronach tzw.
"listy śmierci zdrajców rasy", z adresami, numerami telefonów, tablicami rejestracyjnymi lewicujących i liberalnych polityków, działaczy, dziennikarzy, artystów, także współpracowników naszego portalu. W grudniu zeszłego roku
wrocławski sąd uznał, że nie ma okoliczności łagodzących i oskarżył mężczyzn zarządzających stroną o propagowanie faszyzmu, nawoływanie do nienawiści, w tym na tle orientacji seksualnej oraz bezprawne ujawnienie danych osobowych. Sprawa ciągnęła się 5 lat. Policja bezskutecznie
próbowała zamknąć stronę - nie udało się to do dziś.
(md)
Strona leży na zagranicznych serwerach, poza jurysdykcją polskiego i europejskiego prawa.
Jasne. I stąd patowa sytuacja i iryttująca bezsilność. Problem leży też, moim zdaniem, w tym, że nie powinno się chyba przekładać wszystkich praw kropka w kropkę do przestrzeni wirtualnej., bo takie przepisy stają się nieprecyzyjne. Zagraniczny serwer nie jest w żadnym wypadku naszym terytorium, ale praktyka pokazuje, że to, co się na nim znajduje, interesuje dość ograniczoną terytorialnie społeczność. Wykorzystywanie tego typu luk dowodzi, że prawo nie zapewnia mi należytej ochrony moich dóbr osobistych.
Nawet mniejsza o lesbijki i gejów. Mogę przymknąć oko i uznać, że LGBT-owcy wypełzli z Bałtyku wczoraj i teraz próbują ewoluować, grzejąc się w świetle Tradycji i Prawdy. Ale jak ktoś mówi o dzieciach 'małpy', to mi ręce opadają...
Strona leży na zagranicznych serwerach, poza jurysdykcją polskiego i europejskiego prawa.
Bo to jednak jest osiągnięcie, zostać docenionym przez przeciwnika :P
1. Strona propaguje faszyzm, namawia do nienawiści wobec konkretnych osób.
2. Zamieszczane są fotografie tych osób. Ok, rozumiem, że ktoś pełni funkcję publiczną i taką fotografię można zamieścić, ale wydaje mi się, że przynajmniej część tych zdjęć pochodzi z jakiegoś archiwum prywatnego.
3. Fotografie opatrzone są obelżywymi (żeby tylko) komentarzami.
4. Do informacji podaje się również dane chronione, takie jak adres, PESEL (!!!).
To są to całkiem racjonalne powody do zawieszenia jej działalności i pociągnięcia twórców do odpowiedzialności karnej. No ale co ja wiem o świecie...