Frontman R.E.M nie lubi być nazywany "biseksem"?
Frontman zespołu R.E.M., Michael Stipe, który kilka lat temu przyznał, że sypia zarówno z mężczyznami i kobietami, w ostatnim wywiadzie dla tygodnika "Observer" powiedział, że jednak bardziej woli mężczyzn. "Na skali seksualności umieściłbym siebie gdzieś między 80-20, ale zdecydowanie wolę mężczyzn od kobiet. Uprawiałem seks - z przyjemnością - z kobietami, dopóki nie poznałem kogoś w kim się zakochałem, i kto jest teraz moim chłopakiem" - powiedział piosenkarz.
Stipe, który w 2001 roku nazwał sam siebie "queer artist", powiedział także, że jego tożsamość seksualna nie była dla niego problemem podczas dorastania, ale "czułem, że nie było dla mnie miejsca. Nie cierpię i odmawiam odnoszenia terminu 'biseksualnośc' do siebie. Nie jest odpowiedni, jest po prostu kolejną etykietą". Artysta przyznał, że woli określenie "queer" od "gay", z którym się nigdy nie utożsamiał: "Czarno-białe podejście do zagadnień nie działa. Więc znajdujesz określenia, które sprawiają, że czujesz się wygodniej".
Przekonują Was wyjaśnienia piosenkarza?
Nowa płyta R.E.M. już niedługo w sklepach (dziś premiera światowa), w polskim radiu od kilku dni możemy usłyszeć promujący płytę singiel:
(md)
A swoją drogą to uważam,że takie indagowanie osób publicznych o ich orientację jest bez sensu.
Jeśli ktoś chce się pochwalić,to i tak powie,a jeśli woli zatrzymać to dla siebie,po co go wciąż wypytywać i naciskać?
W końcu w przypadku muzyka kryterium wartościowania powinna być twórczość,a nie to,z kim uprawia seks czy jak wygląda.
czy mętne? według mnie całkiem konkretne :)
co do drugiej sprawy to nic dodać nic ująć tylko jedna rzecz mnie zastanawia... skąd tyle minusów pod twoją wypowiedzią... a zapomniałem; przecież ukrywanie swojej orientacji seksualnej przed ogólna wiadomością to zło bo jak tak można, być gejem i nie ogłaszać tego wszem i wobec... kocham to środowisko...
Nie. Biseksualizm to biseksualizm.
Ludzka seksualnosc - w ogole - jest plynna, kropka.
Moze sie zmieniac w zaleznosci od warunkow zewnetrznych, etapu rozwoju i sytuacji zyciowej i kazdy czlowiek miesci sie w jakims punkcie na skali homo-hetero.
Wbrew pozorom, ludzi znajdujacych sie na jednym czy drugim krancu tej skali jest w spoleczenstwie bardzo malo (a i tak dyskusyjne jest na ile taki pomiar jest trafny i staly).
Albo się jest, albo się nie jest ;-)
Bzdura. Od czasow badan Kinseya (a to bylo kilkadziesiat lat temu) wiadomo ze ludzka seksualnosc jest plynna i ze praktycznie nikt nie jest calkowicie homo ani heteroseksualny.
Płynna seksualność to nic innego jak biseksualizm .!
co jest złego w biseksualizmie? wystarczy wejść na jakiekolwiek gej/les forum i znaleźć wątek na ten temat. dominują dwa podejścia
- biseksualista to heteryk, który bawi się w bycie homo, z naciskiem na "bawi"
- biseksualista to taki stwór, którego należy się bać, bo nie jest stały w uczuciach i koniec końców zawsze wybierze płeć przeciwną
generalnie określenie to bardzo często w rozmowach używane jest w dość pejoratywnym kontekście i się nie dziwię biseksualistom, że wolą określać się inaczej, bądź nie chcą się określać w ogóle.
Albo się jest, albo się nie jest ;-)
Bzdura. Od czasow badan Kinseya (a to bylo kilkadziesiat lat temu) wiadomo ze ludzka seksualnosc jest plynna i ze praktycznie nikt nie jest calkowicie homo ani heteroseksualny.
hm... ale Stipe nie mówi, że jest coś złego w określeniu biseksualność, ale że od tego terminu woli "queer" (za którym oczywiście kryje się filozofia od-Judith Butler, a więc Stipe sugeruje, że takie postrzeganie seksualności jest mu bliskie = podziały na gejów, lesbijki i bi mu nie odpowiadają, woli inne typologie, lub też może bardziej ich brak). Zresztą, dajmy sobie wzajem prawo do określania siebie tak, jak sami chcemy, a nie tak, jak inni chcieliby, żebyśmy się określili...
Albo się jest, albo się nie jest ;-)
bzdura
bez sensu takie procentowanie.
dziwny to sposób na promowanie nowej płyty.
(żeby nie było, cenię R.E.M.)