Prowokacja artystyczna w Glasgow zakończyła się protestem
Blisko 300 protestujących katolików zebrało się pod Tron Theatre w Glasgow, by nie dopuścić do wystawienia kontrowersyjnej sztuki "Jezus, Królowa Nieba". Spektakl zamykał cykliczny festiwal Glasgay, który jak co roku wzbudza wiele emocji.
Sztuka napisana przez transseksualną pisarkę Jo Clifford, miała na celu nie tylko artystyczną prowokację, ale przedstawienie kontaktu Jezusa z gejami, lesbijkami i osobami transpłciowymi.
Główna bohater jest córką i oczywiście synem Boga jednocześnie. Nikogo nie potępia. Potrafi tylko kochać - tak reklamowany był spektakl na stronie internetowej teatru. Konserwatywni katolicy odpowiedzieli na sztukę mniej wysublimowanymi transparentami, na których można było przeczytać m. in. "Syn Boga nie jest zboczeńcem".
Protestującym nie udało się powstrzymać wystawienia sztuki. Dzięki nim o "Królowej Nieba" mówi cała Europa.
(ob)
W XXI wieku, kiedy juz wiemy, ze podział płci na dwie jest chybiony, możemy sobie zadawac pytania o płec bogów i co z tego wynika.
Powtorze sie, ze dla mnie ten pomysl jest swietny, bo Bog bedacy mezczyzna i kobieta juz nie wyklucza zadnych płci. Kobiety wtedy juz nie są "gorsze".
Masz na mysli teorię Kinseya? Aktualniejsza jest Stormsa, jeśli chodzi o ścisłość. A transseksualizm nie oznacza bycia "tym i tym" a jedynie bycie jednym przy jednoczesnym pragnieniu bycia drugim. Czyli niezgodność. A jesli uważasz za niewarte upieranie się przy tym czy Bóg katolicki miał/ma penisa i Jego Syn też go ma, lub nie, to dlaczego uparcie obstajesz przy tym, że ma i penisa i waginę? Nie rozumiem.
Sztuka powinna poruszać kwestie dyskusyjne i niewygodne? Może i powinna, ale czy płeć Jezusa takową jest? Albo inaczej, z czym wiąże się idea płci Jezua, czy Allaha, czy jakiegokolwiek innego bóstwa, proroka czy kogoś tam?
gandi:
Jezus transseksualny nikogo nie obraza, daj tylko do myślenia, co by było, gdyby bogiem była kobieta, a nie mezczyna.
I to jest sedno sprawy: płeć Jezusa jest bez znaczenia. A po to zostaje ukazany jako transseksualista, żeby wzbudzić podobną dyskusję.
marcin150:
Wolność słowa kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność osobista innych ludzi - i o tym trzeba pamietać. Z dystansem do siebie też jest różnie. Dziwnie mieć dystans do czegoś co często stanowi sens życia i jednocześnie okazuje się być nazywane przez pewnych ludzi w ten sposób. Szanować trzeba wszystko co tego szacunku wymaga, a nie obrażać w imię wyższych ideii...
Nie wolno jednak zapominać, że katolicy nie mają wyłączności na Jezusa, co więcej, ukazanie go jako transseksualisty, raczej nie jest odebraniem mu szacunku, czy wręcz obrazą.
Z dystansem do siebie bywa różnie i dlatego mamy moherową armię Rydzyka, czy islamskich ekstremistów. Osoba (w naszym przypadku katolik), która ma zdrowy dystans do siebie, a otrzyma z zewnątrz sygnał "Jezus-transseksualista", nie zacznie odgrażać się i krzyczeć o zboczeńcach, tylko pomyśli, co taki symbol oznacza i wyciągnie z tego wnioski.
marcin150:
Społeczny nacisk jest czymś paskudnym, tym bardziej osobom będącym pod jego presją, które nie potrafią się "wyswobodzić", potrzebny jest bodziec z zewnątrz. Inna kwestia to taka, że jedyną terapią dla transseksualistów jest długotrwały i dość ciężki proces zmiany płci, ale to w Kościele Katolickim jest grzechem!
marcin150:
Nie myślę bynajmniej, żebym się z tym zgadzał. Po prostu chcę powiedzieć, że zmienianie wiary nie powinno polegać na zmienianiu Boga, tylko ewentualnie wypisanie się, albo stworzenie swojej własnej grupy. Do tego każdy ma prawo, nawet w Polsce.
Nikt tu Boga nie zmienia.
W XXI wieku, kiedy juz wiemy, ze podział płci na dwie jest chybiony, możemy sobie zadawac pytania o płec bogów i co z tego wynika.
Powtorze sie, ze dla mnie ten pomysl jest swietny, bo Bog bedacy mezczyzna i kobieta juz nie wyklucza zadnych płci. Kobiety wtedy juz nie są "gorsze".
Pytanie jednak czy sama płeć Jezusa sama w sobie już wyklucza inną płeć (inne płcie?)? Zdaje się, że to nie o to chodzi...
Z Jezusem jest ten problem, że On jako jedyna z boskich postaci przyjął ludzkie ciało - które zostało w Piśmie jednoznacznie zdefiniowane.
Sztuka powinna poruszać kwestie dyskusyjne i niewygodne? Może i powinna, ale czy płeć Jezusa takową jest? Albo inaczej, z czym wiąże się idea płci Jezua, czy Allaha, czy jakiegokolwiek innego bóstwa, proroka czy kogoś tam? Wolność słowa kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność osobista innych ludzi - i o tym trzeba pamietać. Z dystansem do siebie też jest różnie. Dziwnie mieć dystans do czegoś co często stanowi sens życia i jednocześnie okazuje się być nazywane przez pewnych ludzi w ten sposób. Szanować trzeba wszystko co tego szacunku wymaga, a nie obrażać w imię wyższych ideii...
Każdy człowiek ma prawo wyboru wyznania - jeśli ktoś się boi podjęcia kroków w kierunku zmiany czegoś w swoim życiu, to taki sposób załatwiania sprawy nie jest dobry, według mnie. Społeczny nacisk jest czymś złym, ale i naturalnym. Wychowanie w rodzinie katolickiej nie determinuje bycia Katolikiem w dalszym życiu. Poza tym, jeśli ktoś jest transseksualistą i Katolikiem, to chyba popełnia jakiś grzech, tym bardziej jesli nie poddaje się terapii. Nie myślę bynajmniej, żebym się z tym zgadzał. Po prostu chcę powiedzieć, że zmienianie wiary nie powinno polegać na zmienianiu Boga, tylko ewentualnie wypisanie się, albo stworzenie swojej własnej grupy. Do tego każdy ma prawo, nawet w Polsce.
Mam wrazenie, ze wogóle nie łapiesz, o czym piszą przedmówcy. Jezus transseksualny nikogo nie obraza, daj tylko do myślenia, co by było, gdyby bogiem była kobieta, a nie mezczyna.
Czy to ze, ze Bog chrzescijan mial penisa, a nie wagine, cos zmienia? Z tego co tradycja przekazuje i tak posiadania tego penisa jakos szczegolnie nie podkreslal w swoich naukach. Zreszta absurdalne mi sie wydaje, zeby sie upierac ze Bog ma penisa, bo jest tez Bog ojciec, czyli kolejny penis, tak? Tylko po co im te penisy w swiecie duchowym.
W XXI wieku, kiedy juz wiemy, ze podział płci na dwie jest chybiony, możemy sobie zadawac pytania o płec bogów i co z tego wynika.
Powtorze sie, ze dla mnie ten pomysl jest swietny, bo Bog bedacy mezczyzna i kobieta juz nie wyklucza zadnych płci. Kobiety wtedy juz nie są "gorsze".
Sztuka powinna poruszać kwestie dyskusyjne i niewygodne? Może i powinna, ale czy płeć Jezusa takową jest? Albo inaczej, z czym wiąże się idea płci Jezua, czy Allaha, czy jakiegokolwiek innego bóstwa, proroka czy kogoś tam? Wolność słowa kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność osobista innych ludzi - i o tym trzeba pamietać. Z dystansem do siebie też jest różnie. Dziwnie mieć dystans do czegoś co często stanowi sens życia i jednocześnie okazuje się być nazywane przez pewnych ludzi w ten sposób. Szanować trzeba wszystko co tego szacunku wymaga, a nie obrażać w imię wyższych ideii...
Każdy człowiek ma prawo wyboru wyznania - jeśli ktoś się boi podjęcia kroków w kierunku zmiany czegoś w swoim życiu, to taki sposób załatwiania sprawy nie jest dobry, według mnie. Społeczny nacisk jest czymś złym, ale i naturalnym. Wychowanie w rodzinie katolickiej nie determinuje bycia Katolikiem w dalszym życiu. Poza tym, jeśli ktoś jest transseksualistą i Katolikiem, to chyba popełnia jakiś grzech, tym bardziej jesli nie poddaje się terapii. Nie myślę bynajmniej, żebym się z tym zgadzał. Po prostu chcę powiedzieć, że zmienianie wiary nie powinno polegać na zmienianiu Boga, tylko ewentualnie wypisanie się, albo stworzenie swojej własnej grupy. Do tego każdy ma prawo, nawet w Polsce.
Owszem są osoby transseksualne, jak najbardziej, tylko nie widzę związku. Każdy ma odpowiedniego boga, ze względu na płeć i orientacje? Skoro osoby transseksualne są Katolikami i wyznają wiarę katolicką to chyba świadomie wybrały "boga-nie-transeksualistę". Tym bardziej, że w Biblii wyraznie jest napisane, że Jezus był mężczyzną.
Teatr i w ogóle sztuka są jednak po to, by poruszać różne problemy i zmuszać do przemyśleń. Jezus-transseksualista jest tylko znakiem, symbolem, skrótem myślowym - a to są podstawowe środki wyrazu teatru, czy sztuki. Sztuka nie znosi kompromisów, nie możemy podporządkowywać jej jakimś grupom, tylko dlatego, że porusza ona niewygodne dla tych grup problemy. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jeśli coś przeszkadza danej grupie, to nie jest to kwestia sztuki - problem tkwi w tej grupie, zapewne brak jej dystansu do siebie, trzeźwego spojrzenia na pewne kwestie.
Poza tym, niewielu katolików, to katolicy z wyboru - większość to tzw. "ludzie wychowani w tradycji katolickiej", więc nie wybierali sobie boga, został im on poniekąd narzucony. Ale nawet pomijając tę kwestię, załóżmy, że gorliwie wierzący katolik ma problemy ze swoją płciowością, czy orientacją seksualną, a wie jak surowo odnosi się do tego doktryna katolicka, co ma wtedy zrobić? Być może znajdzie rozwiązanie dla siebie właśnie w tym spektaklu, który korzysta tylko z pewnych znaków...
Postać Jezusa nie jest zarejstrowanym znakiem towarowym Chrzescijan.