czyli o tym jak dwóch krakowskich wydawców poznaje poznańską "branżę"
O tym, że krakowska Bohema artystyczna na Kazimierzu jest zjawiskiem szczególnym nie trzeba nikogo przekonywać. Toteż gdy tylko pojawiła się informacja, że dwie ikony tamtego świata -- Irek Grin i Marcin Świetlicki -- rozmawiać będą z Edwardem Pasewiczem w mitycznej Alchemii, stwierdziłem, że muszę tam być.
Autor książki "Śmierć w Darkroomie" przepytywany był głównie nie o treść swojej książki, a o życie osobiste. Mogliśmy się dowiedzieć sporo i o comming outcie, i o inicjacji seksualnej Pana Pasewicza jak również poznać imiona kolejnych jego miłości. Pisarz podzielił się z widownią refleksją na temat związków mówiąc, że często tak bywa, że najpierw się coś głupio powie, zepsuje związek, a potem jest już za późno, żeby to naprawić.
Rozmawiano jednakże nie tylko o okolicznościach utraty cnoty przez Edwarda Pasewicza, ale -- dzieki Bogu -- także o samej książce. A jest o czym rozmawiać. "Śmieć w Darkroomie" to kryminał umiejętnie wykorzystujący tę konwencję do barwnego nakreślenia charakterystyki środowiska gejów i lesbijek. Dzięki temu, że Autor środowisko zna od podszewki, "branża" scharakteryzowana jest bardzo trafnie, unikający stereotypów i pokazujący główną jej cechę -- różnorodność. Książka, choć wydawałoby się kontrowersyjna, szokująca (przynajmniej heteryków) naturalistycznymi opisami podrywu i seksu gejowskiego, skutecznie broni się przed zarzutem prezentowania pornografii pod przykrywką kryminału. Jak trafnie ujął to Irek Grin, pozwala ona wkroczyć w świat gejów i lesbijek tym, dla których nie jest to środowisko naturalne. Od siebie dodam, że tym, dla których jest ono naturalne "Śmierć w darkroomie" stanowi okazję do przyjrzenia się i sobie i środowisku z troszkę dalszej perspektywy.
W trakcie dyskusji nie obyło się bez incydentów. Kilku krotnie wywiązała się gorąca dyskusja, gdy poruszano takie kwestie jak parady równości czy też konieczność i celowość przyznania gejom i lesbijkom takich samych praw. Prym w dyskusji wiódł dr Tomasz Kunz, którego niejednokrotnie celne riposty bardzo ubarwiły dyskusję.
Warto było posłuchać o Konnej Lesbijskiej Orkiestrze Dętej czy o dziejach pamiętnej Parady Równości 2005 (na której autor oberwał końskim łajnem). Edward Pasewicz przekonywał też o tym, że warto chodzić na parady co w kontekście zbliżającego się festiwalu "Kultura dla tolerancji" staje się wezwaniem bardzo aktualnym.
ak