Uwaga na Azję i Europę Wschodnią
Epidemia AIDS ani myśli zwalniać. W 2003 roku na świecie odnotowano blisko 5 mln nowych zakażeń wirusem HIV. To więcej niż w jakimkolwiek roku od początku naszych zmagań z AIDS. Taki jest wniosek najnowszego raportu o epidemii przygotowanego przez ONZ-owską agendę Joint United Nations Programme on HIV/AIDS (UNAIDS). Raporty te przygotowywane są cyklicznie, co dwa lata, w przeddzień wielkich międzynarodowych konferencji naukowych na temat AIDS, a taka właśnie - już XV z kolei - rozpocznie się za kilka dni w Bangkoku. Godny polecenia artykuł o tym problemie, dotyczącym także środowiska gejowskiego zamieściła Gazeta Wyborcza.
Lektura raportu nastraja dość pesymistycznie. Mimo sporych środków finansowych, zrozumienia ze strony wielu polityków, działania setek organizacji pozarządowych, epidemia nie wytraca impetu - krzywa obrazująca liczbę zakażonych HIV w ciągu ostatnich kilkunastu lat nieubłaganie się wznosi. Ogółem na świecie żyje dziś prawie 38 mln ludzi noszących w sobie wirusa. Tylko w 2003 roku zarazek ów zabił 2,9 mln osób.
Choć epidemia nie oszczędziła żadnego zakątka świata, jej przebieg w różnych regionach, krajach, ba nawet prowincjach czy miastach, jest bardzo zróżnicowany. Autorów raportu wyraźnie niepokoi sytuacja w Azji i w Europie Wschodniej. Dlaczego? Bo tam epidemia dotarła stosunkowo późno i tam dynamika nowych zakażeń jest dziś najwyższa na świecie.
W ubiegłym roku w samej Azji przybyło 1,1 mln zakażonych HIV. Szczególnie niebezpieczna sytuacja panuje w Indiach i w Chinach. W Indiach wiedza o AIDS jest wciąż niemal żadna. Spośród przebadanych niedawno 85 tys. Hindusów aż trzy czwarte nie miało zielonego pojęcia o chorobie. W Chinach odsetek zakażonych co prawda jest wciąż niski (wynika to także z ogromnej liczby mieszkańców kraju), ale jeśli rząd nie zajmie się poważniej walką z epidemią, to do końca tej dekady zakazi się 10 mln Chińczyków - ostrzegają autorzy raportu.
Wreszcie to, co nas Polaków niepokoi najbardziej, czyli to sytuacja w krajach położonych na wschód od nas. Pod koniec 2003 roku w Europie Wschodniej i Azji Środkowej (autorzy raportu zsumowali dane z tych dwóch regionów) żyło 1,3 mln ludzi dotkniętych HIV, a w samym ubiegłym roku wirusem zakaziło się aż 360 tys. ludzi. Tymczasem zaledwie osiem lat temu liczba nosicieli wirusa nie przekraczała tu 160 tys. A przecież już wtedy doskonale wiedziano, co wywołuje AIDS i jak się przed tą chorobą bronić. Tak dramatyczny wzrost zakażeń w tej części świata to - przynajmniej do pewnego stopnia - efekt bierności władz wobec problemu.
Najwyższą dynamikę zakażeń notuje się w Estonii, na Łotwie, w Rosji i na Ukrainie, choć ostatnie dane z tych krajów - poza Ukrainą - napawają pewnym optymizmem. Np. w Rosji liczba nowych zakażeń była w ostatnich dwóch latach niższa niż w 2001 r., prawdopodobnie dlatego, że wcześniej udało się już wychwycić gros nosicieli. Charakterystyczną cechą epidemii jest tu bardzo wysoki udział narkomanów. Wiąże się z tym stosunkowo niski wiek nosicieli - ponad 80 proc. ludzi żyjących z wirusem nie przekroczyło trzydziestki, podczas gdy w Europie Zachodniej zaledwie 30 proc. zakażonych ma poniżej 30 lat.
Reasumując, epidemia AIDS ani myśli zwalniać. - Co prawda kilka lat temu rysowano jeszcze czarniejsze scenariusze, ale jakiekolwiek pozytywne sygnały nie mogą uśpić naszej czujności - komentuje szef UNAIDS Peter Piot. - AIDS najprawdopodobniej będzie z nami jeszcze wiele, wiele lat i to jak szybko będzie się rozsiewać, a także jak wielkie szkody nam wyrządzi, zależy wyłącznie od nas samych - dodaje Piot.
Gazeta Wyborcza 06.07.2004