Świat widziany przez brunatne okulary
Niemiecka opinia publiczna od lat wałkuje ten sam problem, który występuje też w Polsce: Czy politykom wolno wykorzystywać wolność słowa do agresywnych i obraźliwych wypowiedzi? W aktualnym kontekście, chodzi o złote myśli konserwatywnego posła do Bundestagu, reprezentującego Bawarską Unię Chrześcijańsko-Społeczną.
O sprawie tej informowałam już kilka dni temu. Otóż chodzi o to, że szef CSU, Edmund Stoiber jest oficjalnym kandydatem konserwatywnej opozycji w niemieckim parlamencie na stanowisko kanclerza - czyli szefa rządu. Tenże Stoiber zapowiedział, że w przypadku wyborczego zwycięstwa nie będzie podważał uchwalonej w sierpniu ubiegłego roku ustawy o partnerstwie zarejestrowanym, zwanym tu popularnie "małżeństwem gejowskim" (Homo-Ehe). Otóż, Stoiber ma spory problem, bowiem jego rzecznik Norbert Geis (foto), nie podziela bynajmniej poglądów szefa.
Nikt nie oczekuje od polityka konserwatywnego, by lubił gejów. Inna sprawa, że nie powinien swej niechęci zbyt ostentacyjnie demonstrować, bo może sam narazić się na zarzut uprawiania demagogii, lub po prostu politycznego ekstremizmu. Geis nigdy nie trzymał się tej zasady. Gdyby mieszkał w Polsce, doskonale dogadywałby się z politykami pokroju Niesiołowskiego, Kamińskiego czy Libickiego. Według Geisa, geje są "głupi", "zboczeni" i "perwersyjni". I takie opinie sformułował nie prywatnie, lecz w dokumencie, zaadresowanym do Bundestagu i zatytułowanym "Nazwać perwersję po imieniu". Jeśli ktoś jest ciekawy, może zajrzeć na stronę: www.bundestag.de/mdbhome/Geis_No0/eheundfamilie.htm.
Oto charakterystyczny cytat:
"Przy całej miłości bliźniego, nie może w społeczeństwie powstać wrażenie, że ta forma pożycia jest czymś oczywistym, że jest słuszne, by młodzi ludzie się na nią decydowali. Nadszedł zatem czas, by została ona nazwana publicznie po imieniu, jako perwersyjna seksualność. Bezczelność, z jaką homoseksualiści prostytuują się publicznie jest trudna do zniesienia. Geje nie mają śladu wstydu, co - jak powiedział Freud - jest zawsze znakiem głupoty. Dlatego, opinia publiczna musi się sprzeciwić powstaniu mody na głupotę"
Dwóch Berlińczyków, złożyło za pośrednictwem kancelarii adwokackiej Merle & Albl doniesienie do prokuratury, domagając się ustąpienia Geisa z wszystkich zajmowanych stanowisk i urzędów, przeprosimy ze strony jego szefa, Stoibera i odszkodowanie. Podobnie jak w przypadku polskiej skargi na wypowiedzi biskupa Pieronka w Polsce - prokuratura odmówiła wszczęcia dochodzenia. Przeciwko tej decyzji złożone zostało odwołanie.
Poglądy, wyrażane przez Norberta Geisa nie są w Niemczech odosobnione, ale nie są też powszechne. Politycy jego pokroju znajdują się już od lat w defensywie. W Niemczech, tolerancję wobec mniejszości seksualnych wyraża się publicznie - na przykład podczas głosowania nad ustawą, przyznającą jej prawa do związków partnerskich. W Polsce, chyba tylko kilka osób w Sejmie zdobyłoby się na odwagę, by wykonać taki gest. Ale - miejmy cierpliwość. Bowiem wbrew poglądom Geisa i jemu podobnych, to nie geje są głupi, lecz polityczni ekstremiści, którzy świat oglądają wyłącznie ze swej ciasnej, płytkiej intelektualnie perspektywy. I dlatego przegrywają wybory...
Gabriela Ruszkowska-Meier - Berlin