Afrykańskie rady
Walka z AIDS w Afryce jest bardzo mozolna - jeden krok do przodu jeden wstecz. Jednym z powodów, dla których na Czarnym Lądzie trudno jest stosować metody walki z epidemią, przyjęte w świecie zachodnim. Istotną przeszkodą jest lokalna tradycja, wpływ kościołów misyjnych (szczególnie negatywny Kościoła katolickiego) a także systemy społeczne i polityczne.
W ostatnim czasie wydawało się jednak, że w podejściu do totalnego zagrożenia jakim jest AIDS, zaszły w Afryce pozytywne zmiany. Czołowi politycy zaczęli deklarować wolę współpracy, to samo odnosi się do międzynarodowych koncernów farmaceutycznych i organizacji międzynarodowych z ONZ na czele. W tej atmosferze, odezwał się nagle prezydent Kenii, Daniel arap Moi, który przedstawił swą własną receptę na pokonanie AIDS. Jego rada brzmi: Wszyscy Kenijczycy powinni powstrzymać się od uprawiania seksu przez co najmniej dwa lata.
Być może, prezydent po prostu żartował, bowiem wypowiedź ta padła pod koniec dłuższej konferencji prasowej, poświęconej problemowi AIDS. Ale i tak został zaraz wzięty na języki i wyśmiany. Co więcej: Panuje obawa, że wieść o pomyśle życia w wstrzemięźliwości rozeźli kenijskich mężczyzn, którzy samcze atrybuty cenią wyżej niż rozsądek i inteligencję.
W krajach afrykańskich trudno jest zaszczepić wśród mężczyzn świadomość, że używanie prezerwatyw jest w sytuacji zagrożenia AIDS koniecznością. Zaś przekonanie ich do seksualnej wstrzemięźliwości jest po prostu absurdem. Z drugiej strony - trudno zarzucić prezydentowi Kenii, że nie docenia powagi problemu. Nie dalej jak w ubiegłym tygodniu, Moi nakazał sprowadzenie do Kenii 300 milionów prezerwatyw za ponad 10 milionów dolarów. Jest to suma jak na warunki afrykańskie gigantyczna. Trwają także prace nad ustawą, umożliwiającą import takich leków, hamujących rozwój AIDS w organizmie nosiciela wirusa HIV.
Ocenia się, że codziennie umiera na AIDS 700 Kenijczyków. Trzy miliony są nosicielami - co piętnasty obywatel Kenii ma AIDS.
(TJ)