Jeden wielki bluzg
W "Magazynie Gazety Wyborczej" czytamy artykuł o małolatach na gigancie. Jednym z uciekinierów jest 15-letni Tomek, który uciekł z domu. Zadał się z podwórkowymi cwaniakami. Oto fragment rozmowy Tomka z koleżkami:
- Mój stary jest beznadziejny. Każe mi w dżinsach chodzić, w koszuli z kołnierzykiem. Daje szlabany. Zero wychodzenia, zero telewizji, zero pieniędzy. Koniec tego. Koledzy pokazywali, jak organizować pieniądze.
- Trzeba pojechać na inną dobrą dzielnicę - tłumaczyli. - Stajesz przed sklepem i czekasz na lamusa, którego matula wysłała po masło. Frajer ma kasę. Musisz wystraszyć gnoja. Od razu, to najważniejsze.
- Jak? - zapytał Tomek.
- Dawaj kasę, pedale! Tak ci, kurwa zajebię, że matka cię nie pozna! - kolega przybliżył twarz do twarzy Tomka i spojrzał mu groźnie w oczy. - Tak masz mówić.
- A jak lamus nie chce dać? Albo jak spierdala?
- Dajesz chujowi kilka ostrzegawczych strzałów w nos - wyjaśnił drugi kolega.
- Wpierdol masz - mówił pierwszy. Dajesz kasę albo ci, kurwa, oczy wydłubię nożem, rozumiesz? Do matki, jebany, ślepy nie trafisz! Tak mów.
- Rozumiem - Tomek pokiwał głową. - Chodźcie, kupimy browar. Ja mam kasę.
Pewnie z czasem z Tomka wyrośnie jakiś poważany polityk, artysta lub dziennikarz. Na przykład taki Tomasz Lis, który bluzga jak ostatni szewc. Wot - kulturnyj narod...
(JS)