Większy luz, tolerancja i partnerstwo
Prowadzone przez 12 lat badania, potwierdziły to, co wielu z nas wie z własnych obserwacji: Stabilne pary gejowskie radzą sobie znacznie lepiej z rozwiązywaniem konfliktów partnerskich niż pary heteryckie. Autorami długoterminowego projektu badawczego jest dwóch amerykańskich psychologów: John Gottman i Robert Levenson. Porównywali oni wzorce zachowawcze czterdziestu par heteroseksualnych i czterdziestu par gejowskich. Warunkiem uczestnictwa w testach był wiek od 21 do 40 lat i co najmniej dwuletni okres związku. Naukowcy zapraszali uczestników programu na regularne sesje przed kamerą video. Stawiane im były rozmaite pytania. Jako dodatkowy indykator stresu, mierzony był puls i temperatura ciała. Dodatkowych informacji dostarczała corocznie wypełniana ankieta. Nagrywane na video sesje symulowały rozmaite sytuacje życiowe: Rozmowy o tym, co wydarzyło się w ciągu dnia, problemy, na jakie napotykał związek lub małżeństwo i wreszcie relaksująca pogawędka.
Na podstawie uzyskanych danych, naukowcy doszli do wniosku, że pary gejowskie radzą sobie często dużo lepiej z pożyciem niż małżeństwa heteroseksualne. Gdy rozmowa pomiędzy gejami dotykała tematów drażliwych, niosących potencjał konfliktu, partnerzy reagowali znacznie mniej agresywnie, niż w wypadku kłótni pomiędzy kobietą a mężczyzną. Dużo mniejsza była też chęć zdominowania i podporządkowania sobie partnera, na którym jedna ze stron wyładować chciała swą złość. Z drugiej strony - zaatakowany partner gejowski reagował znacznie odważniej i w sposób opanowany niż to miało miejsce w przypadku sprzeczki małżeńskiej. Geje starali się często rozładować napięcie obracając kłótnie w żart.
Nie koniec na tym. Partnerzy w parach gejowskich byli otwarci na krytykę, traktowali się wzajemnie z respektem i szacunkiem, nie obrażali się tak łatwo i starali się wydobyć pozytywne a nie tylko negatywne aspekty dyskutowanego problemu.
Naukowcy uważają, że geje szukają raczej pozytywnych doświadczeń w związku. A dzieje się tak dlatego, ponieważ partnerstwo gejowskie pozbawione jest społecznego rygoru przymusu. Służy ono zaspokojeniu potrzeby przyjaźni i miłości. Obie strony wiedzą, że w każdej chwili mogą się rozstać bez żadnych dalszych konsekwencji. Taka "umowa na dobrowolność" jest czynnikiem niwelującym stres. Jeszcze innym powodem, dla którego pary gejowskie lepiej radzą sobie z konfliktami partnerskimi jest brak tradycyjnych ról, jakie w małżeństwie grają mężczyzna i kobieta. Każda para gejowska ma swoją własną receptą na pożycie. W każdym przypadku regułą jest równouprawnienie - którego w parach heteroseksualnych często brakuje.
Obaj naukowcy są świadomi, że wyniki ich badań nie muszą być reprezentatywne. Jednak profesor Gottman stwierdza: "w wielu dziedzinach życia, małżeństwa heteroseksualne mogłyby się wiele nauczyć od par gejowskich".
(PS)
Zatem w jaki sposób mamy budować nasze związki. Opieranie się na wartościach cheścijańsko-heteroseksualnych? Wątpię.
Tu na Zachodzie geje i lesbijki bez trudu potrafią przedstawić fakty potwierdzające tezę, że związek powinien być otwarty, zaś monogamia jest postrzegana jako kopia związków heterosekualnych, zatem nie cieszy się zbyt dużą popularnością. Tylko odwórz jaki kolwiek gejowski magazyn i dowiesz się odrazu jak życie ci umyka między palcami, tylko dlatego, że starasz się stworzyć monogamiczny związek.
Zatem był bym ostrożny ze stwierdzeniami typu, jak bardzo geje w stabilnych związkach są wyluzowani, tolerancyjni i jak łatwo im się porozumiewać.
Zawsze uważałem, że jesteśmy TACY SAMI jak heteroseksualiści i dlatego nie wynaleźliśmy złotego środka na szczęsliwy związek. Heteroseksualne pary mogły by się nauczyć wiele od par homoseksualnych, zaś my wiele od nich.
Powyższy przykład ilustruje negatywne skutki "społecznego rygoru". Pary gejowskie powstają niemal wyłącznie dlatego, że partnerzy kochają się (lub sądzą że się kochają) i chcą być z sobą. Nie wpominam tu o patologicznych przypadkach osób, szukających "sponsorów" - ponieważ związki takie są krótkotrwałe. Pozatym - wśród par heteroseksualnych patologie takie są o wiele częstsze.
Ja sam żyłem w stabilnym, monogamicznym związku przez ponad 10 lat. Nawet po jego zakończeniu (każda bajka się kończy...) - pozostaję z moim byłym przyjacielem w bardzo bliskich, rodzinnych stosunkach. Znam bardzo wiele "starych" par gejowskich. Zawsze podobało mi się, że partnerzy są w pierwszym rzędzie kumplami. Dopiero potem - kochankami.
Zresztą, geje nie różnią się emocjonalnie od heteryków. Sztuka dawania drugiej osobie miłości, umiejętność zbudowania harmonii w związku jest bardzo trudna. I rzadko się udaje... Niestety. Jednak - świadomość, że związek jest partnerstwem opartym na całkowitej dobrowolności, jest bardzo komfortowym uczuciem. Także teraz, kiedy od prawie dwóch lat staram się taki związek stworzyć i przeprowadzić przez mielizny codzienności.
Po przeczytaniu niniejszego artykułu, wydaje mi się, że stwierdzenie: "...a dzieje się tak dlatego, ponieważ partnerstwo gejowskie pozbawione jest społecznego rygoru przymusu..." jest raczej kontrowersyjne.
Autorzy sugerują, zę to właśnie "brak społecznego rygoru przymusu" jest czynnikiem ułatwiającym związek gejowski.
Oczywiście prawdą jest, że społeczeństwo nie akceptując homoseksualnych związków, oczekuje wszystkiego co najgorsze od par homoseksualnych. Oznacza to, że pary gejowskie z definicji nie podlegają tym samym normą społecznym co pary heteroseksualne (przynajmniej z heteroseksualnego punktu widzenia)
Ale nasuwa się pytanie, czy to jest dobrze czy żle?
Mnie osobiście wydaje się, ze nie jest to dobre zjawisko.
Nie mogąc oprzeć się na modelu heteroseksualnym, zmusza to pary gejowskie do poszukiwanie "trzeciej drogi" w budowaniu związku.
A więc jaki jest model związku homoseksualnego?
Z własnych obserwacji zauważyłem, że wiele związków trwa latami, ale są one oparte na układzie "o wzajemnej pomocy i współpracy", tzn. mieszkamy razem i płacimy rachunki wspólnie, spędzamy święta razem i to wszystko... Ani słowa o miłości, nie wspominając już seksu.
Zaś większość pozostałych związków jest wprawdzie oparta na miłości i szacunku, ale są również związkami mniej lub bardziej otwartymi (partnerzy akceptują lub też "nie zuważają" zdrady seksualnej).
I tu właśnie pojawia się problem "braku społecznego rygoru przymusu". Będąc heteroseksualistą wiesz co jest dobre a co be! Wiesz jak daleko możesz się posunąć. Od malenkości było nam wpajane, że wierność seksualna jest jednym z czynników cementującym związek. Ale dla nas gejów to niekoniecznie musi być prwadą. Być może właśnie to "heteroseksualne pranie mózgu" powoduje frustracje seksualne, które niszczą związki heteroseksualne? Być może akceptacja "skoków w bok" powoduje, że pary gejowskie są bardziej zrelaksowane, a partnerzy gotowi do kompromisu?
Zdrugiej zaś strony, czy też akceptacja niewierności nie jest przypadkiem spowodowana konformizmem lub też strachem przed byciem samotnym, odrzuconym?
No i wreszcie jaki jest model związku homoseksualnego? Na czym powinnyśmy się wzorować, do jakiego celu dążyć?
Myślę, że są to ciekawe pytania warte próby odpowiedzi.