Czy związki osób tej samej płci są mniej trwałe, niż związki heteroseksualne? Do takiego stwierdzenia potrzebne byłyby badania przeprowadzone na wszystkich związkach lub przynajmniej na ich reprezentatywnej próbie, co jest oczywiście niewykonalne: przygniatająca większość takich par żyje w ukryciu i nigdzie nie umieszcza informacji o sobie, zatem badacz czy badaczka nie ma szans, aby do nich dotrzeć...
Co jakiś czas przy różnych okazjach wracam do tematu związków osób tej samej płci i ich problemów. Ostatnio okazją taką była audycja "Lepiej późno niż wcale" w radio TokFM prowadzona przez Joannę Piotrowską z "Feminoteki" i Krystiana Legierskiego, szefa i współtwórcę "Le Madame". Prowadzący zaprosili mnie i postawili pytanie: czy związki osób tej samej płci są mniej trwałe, niż związki heteroseksualne? Moja odpowiedź nie była chyba zbyt satysfakcjonująca, bowiem odparłem "Nie sądzę". Nie mogłem odpowiedzieć jednoznacznie, bowiem do takiego stwierdzenia potrzebne byłyby badania przeprowadzone na wszystkich związkach lub przynajmniej na ich reprezentatywnej próbie, co jest oczywiście niewykonalne: przygniatająca większość takich par żyje w ukryciu i nigdzie nie umieszcza informacji o sobie, zatem badacz czy badaczka nie ma szans, aby do nich dotrzeć. Zresztą z tego samego powodu bujdą na resorach są wszelkie konstatacje rozmaitych obrońców moralności informujące, że "większość" osób homoseksualnych to ludzie "rozwiąźli", nie potrafiący tworzyć stałych związków, powiązani z mafią (ta ostatnia teza szczególny wkład posła W. z LPR-u). Są to bujdy, bowiem nikt nie przeprowadził badań uzasadniających takie twierdzenia, są one elementem "czarnej legendy" wymierzonej przeciwko osobom homoseksualnym. Przeciwnie, obserwacje, o których niżej, uzasadniają kategoryczny sprzeciw wobec takiej legendy. Niestety, legendy przyjmowanej często przez same lesbijki i samych gejów. Bardzo często szczególnie geje wygłaszają kategoryczne stwierdzenia: faceci homoseksualni nie potrafią kochać i tworzyć stałych związków. Wystarczy posiedzieć raz czy drugi w gejowskim klubie, by takie tezy posłyszeć. Cóż, są one najczęściej wynikiem kiepskich doświadczeń osobistych lub wycinkowych obserwacji otoczenia, w którym osoba wypowiadająca owe tezy najczęściej przebywa. Nie jest to jednak twierdzenie opisujące wszystkich gejów i wszystkie lesbijki.
Socjologia potrafi sobie radzić z sytuacją braku możliwości przeprowadzenia badań reprezentatywnych. Obserwacje w takim przypadku opiera się na trzech założeniach: po pierwsze musimy uwzględniać teoretyczną wiedzę, jaką mamy na temat związków międzyludzkich i ich uwarunkowań psychicznych i społecznych, po drugie badania przeprowadzamy na tych osobach, które są dostępne, ale staramy się kontynuować swoją obserwację możliwie długo (powtarzając badania, obserwując badane środowisko przez wiele lat), po trzecie badamy w taki sposób, aby brak ilości osób badanych rekompensować jakością badania - staramy się możliwie głęboko wniknąć w sposoby myślenia jednostek i we wzory postępowania kategorii osób. Skutek tych dość skomplikowanych zabiegów badawczych, które podejmuję niemal ośmiu lat uprawniają do stwierdzenia następującego: lesbijki i geje budują różne typy związków, nie zawsze dążąc do imitacji związku heteroseksualnego, to jest do budowy związku wieloletniego i monogamicznego, opartego na wspólnocie majątkowej i związanej z posiadaniem dziecka lub jego "substytutu" w postaci psa czy kota (to ostatnie pewnie brzmi zabawnie, ale doprawdy niezwykle często słyszę, jak o swoim czworonożnym pupilu para wyraża się per "nasze dziecko" i czule woła doń: "chodź do mamusi!"). Ten wzorzec związku jest bowiem upowszechniony w naszej kulturze w wyniku obowiązywania i egzekwowania pewnego typu normy, natomiast nie zawsze odpowiada rzeczywistym potrzebom mężczyzn i kobiet. Heteroseksualiści odkryli ten fakt gdzieś pod koniec lat sześćdziesiątych: uświadomili sobie, że nie muszą żyć tak, jak ich rodzice i mogą poszukiwać rozwiązań bardziej ich satysfakcjonujących. Efekt jest taki, że dziś w Europie Zachodniej model "tradycyjnego małżeństwa" jest jednym z wielu modeli wspólnego życia osób heteroseksualnych. Jak pisze o tym w swoich pracach prof. Krystyna Slany z Instytutu Socjologii UJ, oprócz tego "tradycyjnego" modelu mamy związki świadomie bezdzietne, związki niemonogamiczne, pary mieszkające oddzielnie lub od początku posiadające rozdzielność majątkową, a także "układy wieloosobowe", coraz bardziej popularne.
Dopiero w tym kontekście możemy rozważać problem trwałości związków osób tej samej płci. Po pierwsze zatem trzeba zauważyć, że tak jak osoby heteroseksualne, tak i lesbijki i geje kształtują swoje związki w sposób zróżnicowany. Oczekiwanie od osób homoseksualnych realizacji jednego tylko wzorca związków w sytuacji, gdy w naszym kręgu cywilizacyjnym od niedawna zaczęliśmy cenić właśnie to, że nie musimy trzymać się jednego modelu, jest nieporozumieniem. Tworzymy różne związki, ponieważ jesteśmy różnymi ludźmi. Jedyne, czego nam potrzeba, to szacunku dla wyborów, jakie każda i każdy z nas podejmuje w swoim życiu i rezygnacji z rób narzucania innym naszych własnych rozwiązań oraz deprecjonowania tych, którzy chcą żyć inaczej, niż my żyjemy. Na pytanie, czy lesbijki i geje tworzą związki bardziej, czy mniej trwałe, niż osoby heteroseksualne, odpowiedzieć można następująco: nie istnieją żadne powody teoretyczne, by zakładać większą skłonność osób homoseksualnych do określonego typu związku. Związki złożone z osób tej samej płci mogą być i bywają równie trwałe, jak związki osób heteroseksualnych, bowiem - co podkreślają psycholożki i psychologowie - tylko od samych mężczyzn i kobiet zaangażowanych w te związki zależy, jaki sposób życia wybiorą i jaki będą się starali realizować. Po drugie jednak musimy dodać: psychologia uczy nas, że trudniej jest zbudować dobrze funkcjonujący związek, jeśli nie dysponuje się przykładem, który można próbować aplikować do własnej sytuacji, trudniej jest także budować związek, jeśli codziennemu życiu towarzyszą trudności, problemy związane z nieprzychylną oceną związku sygnalizowaną przez otoczenie społeczne. Te dwa czynniki są z pewnością poważną przeszkodą, z jaką muszą się zmagać lesbijki i geje. Wzorców z rodzin heteroseksualnych, nawet jeśli są to wzorce pozytywne, nie można przenosić automatycznie, co prowadzi do konieczności nieustannego odkrywania na własną rękę sposobu, w jaki buduje się i utrwala związki jednopłciowe. To zaś zakłada także możliwość stosowania rozwiązań błędnych, jednak z drugiej strony jest strategią bardziej twórczą i umożliwiającą odnalezienie sposobu życia bardziej zgodnego z pragnieniami osób zaangażowanych w związek. Niekiedy rozwiązania te wymagają przyjęcia zasad sprzecznych z "tradycyjnymi normami", na przykład w odniesieniu do problemu monogamii czy wspólnoty majątkowej, jednak z kwestiami tymi musi sobie radzić także wiele związków heteroseksualnych. Ogromnym problemem są tu autostereotypy, uwewnętrznione przez lesbijki i gejów przesądy na temat związków jednopłciowych, mówiące o ich nietrwałości. Tu zadziałać może mechanizm samospełniającej się przepowiedni, dlatego tak ważna jest wiara w sukces, zaangażowanie obu stron związku w jego rozwój i utrwalenie. O trwałości związku bowiem ostatecznie decyduje codzienna i mozolna praca nad jego przekształcaniem tak, by spełniał potrzeby osób go tworzących i był dla nich źródłem szczęścia i otuchy w codziennych trudnościach. A - i to jest sprawa druga - trudności te w przypadku związków osób tej samej płci są ogromne, szczególnie w kraju takim, jak nasz, dlatego tym bardziej potrzebna jest silna więź służąca solidarnym zmaganiom z przejawami nienawiści i wrogości wobec homoseksualistów.
Czy zatem w końcu związki lesbijskie i gejowskie są mniej, czy bardziej trwałe, niż związki heteroseksualne? Nie ma żadnych danych do stwierdzenia, że są mniej trwałe lub bardziej trwałe. Wiele lesbijek i wielu gejów tworzy wieloletnie, monogamiczne związki, co jest tym bardziej godne podziwu, że żyją często w bardzo nieprzychylnym otoczeniu społecznym, niejednokrotnie są pozbawieni wsparcia rodziny, spotykają się z wieloma trudnościami w życiu codziennym. Wielu jednak gejów i wiele lesbijek wybiera jednak - na jakiś okres swojego życia lub trwale - inny model, tworząc związki krótkotrwałe lub niemonogamiczne sądząc, że takie bardziej odpowiadają im potrzebom. Jesteśmy różni i różne są nasze wybory, ale bez względu na to, jakiego typu związek tworzymy, tylko od naszej determinacji i zaangażowania zależy, czy będzie to związek szczęśliwy. AI to jest ostatecznie najważniejsze.
Jacek Kochanowski
Ja uwazam homseksualizm z splot wydazen które powodują ze człowiek jest odstawiony na boczny tor. W podtekscie tego art, można pytac czy chodzi o to, ze ewentualna stałość czy niestałość związków homo może być elementem udawadniającym "normalność" homosekusalizmu.
Czesto związki małżeńskie w kórych jedna osoba pije są irracjonalnie długo trwałe.(zona nie odchodzi od męża pijaka) Może podbnie moze być w zwiazkach homo. Myśle ze trudno jest wrócić do konserwatywnego modelu rodziny z okreslnymi funkcjami ojca i matki ale umieszczanie tego modelu "tradycyjnego" jako jednego z wariantów jest ogromnie pragmatycznie szkodliwe. Zwiazki homo mogą miec rózne barwy ale to nic nowego różne barwy moge mieć przyjażn, znajomość, flirt w pracy, związek kobieta- facet. Wszystko juz się myli i wiruje. Nie wiem czy to jest szczęście. Szczęscie powinno miec jakiś wymiar prostoty. Oczywistosci. Albo smakuje albo nie. Albo jest piekne albo nie. A tu mamy tylko "to zalezy" Zycie jest tylko jedno :)
znajomy gej - wiecznie w "rozjazdach", jak marynarz z dowcipu, powiada mi: "Ja wiem ze to slicznie miec meza! Ale czemu zatem tylko jednego, skoro mozna ich miec cale mnostwo?!"
ja i moj partner - zwiazek wieloletni, od "zawsze", z turbulencjami, ale bardzo blisko jestesmy, mieszkalismy zawsze razem, wspolne 2 koty (tak tak, jest i "choc do tatusia!", wspolny wyjazd za granice na stale, etc)
wszystkie powyzsze osoby zdaja sie swietnie spelniac w swoich wyborach
juz w szkole w Polsce mowiono mi na zajeciach o przyjetych na swiecie w nauce 7 modelach rodziny - ostatni tylko dotyczyl "wymyslonego przez Amerykanow modelu rodziny homoseksualnej" (cytat z nauczycielki mojej niezbyt homofilnej), cala pozostala 6tka dotyczyla najrozniejszych modeli HETEROseksualnych (samotni rodzice, wielodzietne i wielopartnerskie rodziny zbudowane "dzieki" rozwodom i kolejnym malzenstwom, etc). A wiec?