Bush na antydyskryminacyjnych ścieżkach Clintona
Amerykański Sekretariat Stanu (odpowiednik MSZ) wydał w ubiegłym tygodniu dyrektywę, według której homoseksualizm nie może być powodem do uznania urzędnika służb dyplomatycznych jako "zagrożenie" i odmówić mu wydanie tzw. "security clearance", czyli certyfikat zaufania. Doniosła o tym gazeta Washington Times.
Informacja ta jest kolejnym potwierdzeniem optymistycznych prognoz dotyczących powyborczej polityki gabinetu prezydenta Busha. Antydyskryminacyjną dyrektywę w sprawie urzędników publicznych, wydał gabinet prezydenta Clintona w roku 1995. Czytamy tam, że ocena pracownika nie może w żadnym wypadku uwzględniać jego orientacji seksualnej. Zaś jej nowa, obecna wersja idzie jeszcze dalej. Mówi mianowicie, że "orientacja seksualna w każdym jej aspekcie nie może być stosowana jako faktor dyskwalifikujący osobę, ubiegającą się o certyfikat zaufania". Kandydatom, poddanym badaniom "security clearance" zalecana jest szczerość, która jest najlepszą metodą uniknięcia nieporozumień. Urzędnicy ukrywający swe związki homoseksualne ryzykują utratę zaufania przełożonych.
Przypomnijmy, że za prezydentury Clintona, specjalnym zarządzeniem zakazana została dyskryminacja z powodów seksualnych. Jego następca Bush nie zdecydował jeszcze czy polityka ta będzie kontynuowana.
(PS)