Nienawiść do gejów na prowincji
W wielkich miastach Australii tolerancja wobec gejów wzrasta. Na prowincji jednak, tam gdzie pierwsze skrzypce gra proboszcz lub pastor - nic się nie zmieniło. Nienawiść wobec mniejszości seksualnych jest tam elementem uświęconej tradycji. Zupełnie tak, jak nad Wisłą, a może nawet jeszcze gorzej.
Na dowód homofobicznych nastrojów australijskich Prasa gejowska w Australii przytacza historię Scotta Wheatlanda z miejscowości Swan Hill w stanie Victoria (10.000 mieszkańców). Uskrzydlony sukcesem gejowskich imprez w wielkich metropoliach, Wheatland, właściciel restauracji "The Kettle" ("Kociołek"), postanowił zorganizować własny Gay Pride Festival. Prawdziwym motywem Wheatlanda było samobójstwo jednego z jego przyjaciół, który wolał śmierć, niż życie w środowisku, w którym wystawiony był bez przerwy na ataki, plotki, pomówienia i żywą nienawiść.
Wheatland nie przewidział jednak, jak intensywna może być reakcja jego bogobojnych bliźnich a zwłaszcza ich pasterza, wielebnego proboszcza, który pomysł Wheatlanda odebrał jako próbę ściągnięcia do nieskalanego grzechem miasteczka wszystkich biblijnych plag. Jego restauracja niczym w czasach hitlerowskich była bojkotowana, personel za pracę dla "pedała" atakowany fizycznie, rodzice zasypani listownymi pogróżkami a on sam obłożony klątwą. W końcu Wheatland zrezygnował. Zamknął swój lokal i wyniósł się do Melbourne.
Obraz australijskiej prowincji jest (tak jak w Polsce), ponury. Alkoholizm, narkomania, wysoki współczynnik samobójstw wśród młodzieży. To jednak, osobom takim jak opisany proboszcz, nie przeszkadza. Najważniejsze, by frekwencja na mszy świętej była wysoka. Jedyną nadzieją na zmianę jest aktywność gejowskich organizacji w wielkich metropoliach Australii, które dotrzeć chcą do młodych, żyjących na prowincji gejów za pośrednictwem internetu lub całodobowych poradni telefonicznych.
Patrz także: "Sukces festiwali gejowskiego w Australii" - http://www.gej.net/news_pokaz.phtml?nID=308.
Marek Kaczmarek - Sydney