„Bezmiar” włoskiego reżysera Emanuele Crialese, prezentowany podczas prestiżowego festiwalu w Wenecji, trafi wreszcie do polskich kin. Oceniamy nową produkcję z udziałem Penelope Cruz.
„Bezmiar” jest bazującym na osobistej historii reżysera spojrzeniem na młodość, rządzące nią zasady, a także eksploracją tematów tożsamości i zdrowia psychicznego. To barwna opowieść o tym, jak wiele odkrywamy na swój temat, wchodząc w dorosłość i co musimy poświęcić, by w pełni stać się tym, kim mamy być.
Film rozpoczyna się dynamiczną sekwencją taneczną, w rytm skocznego, wpadającego w ucho i zarażającego pozytywną energią kawałka “Rumore” z repertuaru Raffaelli Carry. Reżyser pokazuje nam wtedy, jak matka wraz z trójką dzieci nakrywa do stołu, robiąc z tego zabawę i piękny rytuał. Moment ten ma nam unaocznić, że domowy świat dzieci, rządzony przez kobietę, jest beztroski, radosny i pozbawiony problemów. Scena ta nastraja nas pozytywnie do bohaterów i zakreśla ich bliskie, serdecznie relacje. Jest też niezwykle ważna, bo stoi w znacznym kontraście do tego, jak dom i życie rodziny wygląda po przyjściu z pracy ojca. Mężczyzna jest surowy, brak mu cierpliwości i ogłady. Jego pojawienie się wprowadza do uporządkowanego świata terror i dezorganizację.
Taki sposób nakreślenia postaci męskiej i kobiecej, podbija stereotypowe spojrzenie na to, że to kobieta jest opiekunką ogniska domowego, a mężczyzna pojawia się tam tylko sporadycznie, donosząc drewna i utrzymując w ten sposób rodzinę. Te związane z ogniem analogie będą zresztą niezwykle ważne w kontekście jednej z późniejszych scen, skupiającej się na nieokiełznanej i niszczącej sile żywiołu.
Wspomniany podział ról widać jeszcze wyraźniej w sekwencji wakacyjnej, przywodzącej na myśl „Nie martw się, kochanie” Olivii Wilde, którego światowa premiera miała miejsce kilka dni przed pierwszymi pokazami “Bezmiaru” podczas festiwalu w Wenecji. W obu filmach dostajemy niemal identycznie wyglądające sekwencje, w których grupa mężczyzn wsiada do pięknych aut, by wyjechać przez bramę do pracy, zostawiając na miejscu jedynie kobiety i dzieci, które w pięknych okolicznościach przyrody mają „zająć się sobą”.
Powyższe rozważania mają ogromne znaczenie dla życia i przemyśleń głównego bohatera – nastoletniego Andrei (dobra Luana Giuliani). Andrea identyfikuje się jako chłopak, mimo że urodził się jako dziewczyna. To jeden z ważniejszych wątków tego filmu, podejmowany jednak w sposób nienachalny i niemal mimochodem. Andrea ubiera i czesze się po męsku, i w ten sposób chce być rozpoznawany dla świata. Kilka scen w ciekawy sposób pokazuje, że działanie to się udaje. Pomyłka lekarki czy romans z romską dziewczyną, mieszkającą na pustostanie przed blokiem bohatera, nakreślają, że inne osoby też dostrzegają w Andrei mężczyznę.
Kwestia reprezentacji wzorców zachowań ze względu na płeć ma zaś ogromne znaczenie dla jednej z kluczowych scen filmu. To moment, w którym bohater wraz z matką wychodzą od fryzjera. Matka, ze świeżo zrobioną fryzurą, zostaje zaczepiona przez grupę mężczyzn na ulicy, którzy w niewybredny sposób zaczynają ją nagabywać i "prawić komplementy".
Kobieta próbuje ich ignorować, a Andrea stawia się w roli jej obrońcy. Kogoś, kto będzie bronić jej honoru i przeciwstawi się innym mężczyznom. Co jednak kluczowe – zaraz po tym, jak wsiadają do samochodu i oddalają się od nachalnych głosów, Andrea zarzuca matce:
„Czemu musisz być tak piękna?”
Jak gdyby zrzucając winę za całe zdarzenie na kobietę. Co znów – jest bardzo męskim sposobem myślenia.
Wszystkie te chwile odpowiadają na pytanie, z czym wiąże się identyfikacja z daną płcią i w jaki sposób człowiek zostaje odebrany przez innych, ze względu na to jak zostaje przez nich rozpoznany/sklasyfikowany. Wartym wynotowania jest także fakt, że to właśnie ten element jest biograficznym fragmentem opowieści Crialese, który od kilku dekad żyje jako transpłciowy mężczyzna, po tym jak urodził się dziewczyną. W tym kontekście rozważania Andrei nabierają dodatkowego, głębszego wymiaru i stają się elementem, sprawiającym, że “Bezmiar” jeszcze silniej nabiera wymiaru personalnego.
“Bezmiar” to także nostalgiczna opowieść o powrocie do własnej młodości. W tym kontekście najciekawsze są sceny pokazujące dziecięcą beztroskę i rzeczy, które chyba każdy z nas kiedyś robił za młodu. Małe zabawy, przekomarzania się, eksploracja przestrzeni z innymi osobami w podobnym wieku i ogólna radość z bycia młodym i zadowolonym z życia, stanowią jedne z najważniejszych scen dzieł, budujące klimat i urokliwy ton opowieści.
Mnie najbardziej urzekła scena z dziećmi, schowanymi pod wielkim wigilijnym stołem. Moment ten mimowolnie przeniósł mnie do czasów własnej młodości, gdy bawiłem się w podobny sposób. Gdy na ekranie grupa małoletnich bohaterów bawi się między nogami swoich rodziców, szturchając ich, łaskocząc i robiąc inne zabawne rzeczy, w mojej głowie przewijały się obrazy z własnego dzieciństwa.
W sekwencji tej najpiękniejsze jest jednak to, że w pewnym momencie bohaterka Penelope Cruz również decyduje się zanurzyć pod stół. Robiąc to, prosi syna, by mogła bawić się razem z nim i jego rówieśnikami, bo jako osoba dorosła, siedząca przy stole, zwyczajnie „śmiertelnie nudzi się” z rodzicami. Moment ten pięknie pokazuje, jak nostalgiczne i pełne ciepła podejście ma reżyser do świata młodości i jak bardzo stawia ten beztroski okres na piedesale. Nie bez przyczyny jednak każe synowi bohaterki odmówić jej wstępu do tego świata, każąc zadowalać się rolą zaakceptowaną społecznie. “Bezmiar” bowiem w bardzo klarowny sposób kreśli reguły, rządzące każdym momentem naszego życia i potrzebę wyrwania się z okowów reguł społecznych.
W tym wszystkim jednak reżyser i scenarzysta sprytnie unikają udzielania widzowi prostych odpowiedzi, pozwalając mu samemu zdecydować o sensie niektórych z przedstawionych sekwencji.
Równie otwarta do interpretacji jest świetna rola Penelope Cruz. Na pierwszy rzut oka jej bohaterka jest osobą zrelaksowaną, frywolną i pełną wigoru. Szybko jednak odkrywamy, że pod tą radosną fasadą, skrywa całe bogactwo skomplikowanego życia osobistego, posiadającego dużo bardziej dramatyczny wymiar. Ta rola jest zresztą kluczowa dla czerpania radości z seansu “Bezmiaru”, gdyż unaocznia, że tak jak rola Cruz, tak sam film, skrywa drugie, głębsze dno, które tylko czeka, by wydostać się na światło dzienne w umyśle widza.
„Bezmiar” to kino ciepłe, czułe, ciekawe, potrafiące włożyć na usta widza uśmiech, ale nie stroniące też od poważniejszych problemów. Oglądamy je jednak przez pryzmat dorastającego dziecka, podsłuchującego poważne rozmowy z drugiego pokoju, co znacząco zmiękcza ich poważny ton.
Film urzeka zaprezentowaną perspektywą i pozwala współodczuwać stany emocjonalne bohaterów. Melancholia przeplata się tu z beztroską, a radość i uniesienia serca z widmem depresji i stanów lękowych.
„Bezmiar” urzeka swoim klimatem i pozwala zanurzyć się w swoim świecie. Dzieło Crialese daje nam możliwość wyciszenia się i spokojnego chłonięcia przedstawionej historii.
W pewnym momencie seansu przez moją głowę przeszło porównanie ze świetnym, nominowanym do Oscara dramatem „Ból i blask” Pedro Almadovara, w którym również zagrała Penelope Cruz. W swojej recenzji tego dzieła, na łamach czasopisma LaVie Magazine, napisałem, że film hiszpańskiego reżysera jest „niczym kieliszek prosecco w gorący letni dzień”.
Idąc podobnym tropem porównawczym, muszę przyznać, że niektóre sceny i momenty „Bezmiaru” są niczym chłodna lemoniada cytrynowa, wypita duszkiem w gorące letnie popołudnie. Kino warte uwagi. Zwłaszcza, gdy coraz mocniej łakniemy ciepłych promieni słońca.
Ocena: 7/10
Środa, 22.05.2024 Filmy dokumentalne z Millennium Docs Against Gravity dostępne online!
Wtorek, 07.05.2024 Rusza 21. edycja Millennium Docs Against Gravity - w tym roku będzie bardzo queerowo
Środa, 10.04.2024 15. LGBT+ Film Festival - także w Krakowie!
Środa, 12.04.2023 Święto Queerowego Kina. 14. edycja LGBT+ Film Festival już od piątku 14 kwietnia w najlepszych kinach w Polsce
Poniedziałek, 16.05.2022 Reprezentacja LGBTQ+ podczas finału Eurowizji w Turynie: wieczór skradł Mika swoim apelem o równość i miłość