"Marny" to satyra na pisarza-geja w średnim wieku, który wyrusza w podróż dookoła świata, by uciec przed swoimi problemami. Jednym z nich jest ślub byłego partnera, w którym główny bohater – Artur Marny – wciąż jest zakochany. Za tę powieść Andrew Sean Greer otrzymał "amerykańskiego Nobla", czyli Nagrodę Pulitzera, natomiast prawa do ekranizacji jego innej książki, "The Impossible Lives of Greta Wells", wykupiła Madonna. Przeczytajcie wywiad z pisarzem dla portalu QUEER.PL!
Maksymilian Lawera: Dlaczego zdecydowałeś się na napisanie powieści o białym geju w kwiecie wieku z klasy średniej?Andrew Sean Greer: Bo sam nim jestem, choć muszę przyznać, że nigdy nie było moim zamiarem napisanie powieści z wątkami autobiograficznymi. "Marny" to moja szósta książka i zawsze to inni ludzie wydawali mi się ciekawszym tematem dla literatury, niż ja sam. Myślę, że eksperyment wchodzenia w czyjąś skórę daje więcej frajdy z pisania. Jednak „Marny” okazał się dla mnie szansą zdystansowania się do siebie. Przede wszystkim chciałem sprawdzić swoich sił w komedii i jedyny sposób w jaki umiałem podjąć się tego gatunku, to śmiech z samego siebie.
W języku angielskim wyrażenie "to be gay" nie tylko odnosi się do orientacji seksualnej. "To be gay" oznacza również "to be happy". Twoja powieść mieści w sobie oba te znaczenia. W jednym z wywiadów powiedziałeś, że nie chcesz napisać kolejnej smutnej powieści o relacjach homoerotycznych… Tak, chciałem napisać po prostu radosną powieść. Uważam, że kultura gejowska i poczucie queerowej dumy opiera się na dowartościowywaniu tego, co nie mieści się w powszechnym kanonie piękna oraz na poszukiwaniu miłości w miejscach nieoczywistych, ignorowanych czy na pozór niezauważalnych. Jest w tym ogromna radość.
Artur Marny jest świadomy przemijania. Czuje, że się starzeje. Bardzo podobało mi się w, że w "Marnym" podjąłeś się tematu gejowskiej obsesji na punkcie młodości i piękna, jak i również gejowskiego lęku związanego ze starzeniem się. Prawda jest taka, że wszyscy chcemy być wiecznymi chłopcami. Wydaje mi się, że temat starości jest nieco tabuizowany przez mainstreamową kulturę gejowską. Podobnie zresztą jest ze starzeniem się kobiet, choć zdarzają się wyjątki od tej reguły, jak np. świetny serial „Grace and Frankie” z Jane Fondą i Lily Tomlin, w którym okazuje się, że życie kobiet i gejów rozkręca się po siedemdziesiątce. Co o tym myślisz?Uwielbiam Jane Fondę i Lily Tomlin! I zgadzam się, że starość nie jest tematem, o którym często rozmawiamy. W języku angielskim posługujemy się słowem "elders", które odnosi się do osób starszych (cis i gay), jednak jego znaczenie jest protekcjonalne – tak jakby ci, którzy są na tym świecie dłużej i kiedyś walczyli o nasze prawa, teraz zeszli na drugi plan, bo nie nadążają za współczesnością. Nie lubię tak tego postrzegać. I w naszej społeczności, która oparta jest na redefiniowaniu pojęcia "piękna" i "miłości", nie widzę wielkiej potrzeby zmiany podejścia do tematu "starości". Z drugiej strony – straciliśmy całe pokolenie, które odeszło z powodu AIDS. Wcześniej kultura queer była w szafie. Jeszcze nie doświadczyliśmy pokolenia, które dumnie dożywa starości. Chyba moje będzie pierwsze. Życzcie nam szczęścia!
Twój bohater wspomina relację z fikcyjnym, nagrodzonym Pulitzerem, poetą, Robertem Brownburnem. Czy ta lovestory ma swój pierwowzór w historii? Bo mam pewien typ.Tak, postać Roberta Brownburna jest częściowo oparta na postaci Franka O’Hary i historii poetów z tzw. Szkoły nowojorskiej, którzy tworzyli głównie w latach sześćdziesiątych, ale nie tylko! Robert przypomina mi wiele znanych postaci ze świata literatury. W mojej książce trochę się nad nim znęcam. Znęcam z czułością.
Obstawiałem Johna Ashbery’ego ze Szkoły nowojorskiej. Byłem blisko! Ogółem miałem wrażenie, że w "Marnym" jest mnóstwo literackich odniesień. Pierwszymi, które przyszły mi do głowy to "Odyseja" Homera i "Dookoła świata w osiemdziesiąt dni" Julesa Verne'a. Jakie jeszcze teksty kultury towarzyszyły Ci podczas pisania "Marnego"? Poukrywałeś więcej odniesień do twórców literatury gejowskiej? Masz w ogóle ulubionych pisarzy queer?Już trochę nie pamiętam. One wyszły jakoś tak same z siebie! Natomiast mam kilku takich ulubionych autorów. To np. Edmunt White, Willa Cather, Proust, James Baldwin i Michael Cunningham. Doceniam również autorów takich jak Michael Chabon i John Irving, którzy są hetero, a stworzyli jednych z najbardziej przekonujących nieheteronormatywnych bohaterów. Niektórzy uważają też, że u Colette znajdziemy "wrażliwość queer", która polega na znajdowaniu piękna w brzydocie. Właściwie wszystkie książki mogą być queer. Wszystko zależy od punktu widzenia czytelnika.
Ponoć znowu pracujesz nad komedią. Też będzie queerowo?No pewnie. Jak zawsze!
Andrew Sean Greer – autor sześciu bestsellerowych książek, m.in. "Wyznania Maksa Tivolego" (2007) uznanej za najlepszą powieść roku 2004 przez "San Francisco Chronicle" i "Chicago Tribune". Laureat nagród Northern California Book Award, California Book Award, New York Public Library Young Lions Award, O. Henry Award za nowelę, stypendysta National Endowment for the Arts and the New York Public Library. Mieszka w San Francisco. Za powieść "Marny" otrzymał Nagrodę Pulitzera 2018. Powieść właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B. i jest dostępna tutaj.
Zapraszamy również na
spotkanie online z Andrew Seanem Greerem, które odbędzie się 23 maja (sobota) o godzinie 20:00. Więcej informacji
tutaj.
"Marny" w QUEEROTECE
♥