To nie słabość - to molestowanie
Film braci Sekielskich "Tylko nie mów nikomu" wywołał falę oburzenia, sprowokował burzliwą dyskusję o problemie kościoła z ukrywaniem przypadków molestowania przez księży i nakłonił wiele osób do podzielenia się swoją własną historią. Jedną z tych historii publikujemy dziś. Autor poprosił o nieujawnianie jego imienia i nazwiska.
Jeśli masz takie doświadczenie i jesteś na to gotowa/gotowy, możesz się nim podzielić. Takie świadectwa mają siłę.#powiedzwszystkimPotem swoim czołem dotknął mojego, tak że nasze twarze były tuż przy sobie.
Gdy byłem molestowany przez księdza, miałem 17 lat, więc nie była to pedofilia. Nie zostałem też ostatecznie doprowadzony do żadnej czynności seksualnej. Ale był to modelowy przypadek molestowania. Byłem wtedy pobożnym chłopcem, chodziłem do katolickiego liceum i nie potrafiłem sobie poradzić z moją homoseksualnością. Archidiecezja przysłała nowego księdza, żeby zaopiekował się szkołą. Byłem u niego u spowiedzi i opowiedziałem o swoich „skłonnościach homoseksualnych”, a on zaproponował, że zawsze mogę do niego przyjść i porozmawiać, jeśli będę czuł taką potrzebę. No więc jakiś czas później poszedłem, bo szukałem wsparcia. Ksiądz przyjął mnie u siebie, wysłuchał mojej spowiedzi, zachęcając bym mówił o wszystkim „bez lęku” (z dzisiejszej perspektywy wiem, że po prostu chciał posłuchać o moich fantazjach), udzielił rozgrzeszenia. A potem wydarzyło się coś, czego wtedy nie potrafiłem zrozumieć. Najpierw mnie przytulił – to był jeszcze jakoś zrozumiały gest ciepła i wsparcia. Ale potem swoim czołem dotknął mojego, tak że nasze twarze były tuż przy sobie. Nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić, patrzyłem gdzieś w podłogę, a on trzymał mnie tak przez dobrą minutę. Nie zrobił żadnego kolejnego ruchu, ale ja czułem się zmieszany. Z jednej strony sytuacja w oczywisty sposób sugerowała całowanie się, ale przecież to był ksiądz! W sutannie i stule! Dopiero co mnie spowiadał! To niemożliwe, żeby chciał mnie całować, to byłby grzech. On na pewno chciał tylko pokazać, że mnie wspiera, a to moja zdeprawowana wyobraźnia widziała w tym grzeszne pożądanie. To moja wina! Skalałem jego czyste intencje przez swoje złe myśli! Tak to działa: ofiara obarcza winą siebie, a sprawcy przypisuje dobrą wolę. Dlatego po jakimś czasie znowu do niego przyszedłem – no bo przecież on chciał mnie wspierać i mi pomagać, a tylko w mojej chorej głowie coś się uroiło. Tym razem w geście wsparcia nie tylko mnie obejmował i przystawiał twarz do twarzy, ale też głaskał po kolanie. Raz przejechał ręką po całym udzie. Trwało to sekundę, ale było dość oczywiste. Dlatego już więcej do niego nie poszedłem. Ale też nikomu o tym nie opowiedziałem, bo jednak cały czas miałem poczucie, że „źle zrozumiałem” i że to moja wina.Nie doszło do żadnej czynności seksualnej. Ale doszło do wykorzystania zaufania i autorytetu: do próby sprowokowania do seksu osoby, która przyszła szukać „ratunku” właśnie przed takim męsko-męskim seksem.Ze strony tamtego księdza była całkowita pewność siebie, brak jakiegokolwiek zawahania
Gdy teraz tak mocno powrócił temat molestowania seksualnego przez księży oraz instytucjonalnej praktyki tuszowania tych przypadków i ochrony sprawców, zacząłem się nad tamtymi zdarzeniami znowu zastanawiać. Ze strony tamtego księdza była całkowita pewność siebie, brak jakiegokolwiek zawahania, co moim zdaniem świadczy, że nie byłem pierwszy. A już całkowicie jestem pewien, że ten ksiądz prowadził aktywne życie seksualne (konsensualne), wcześniej i później. Czy jego przełożeni, którzy skierowali go do pracy w liceum katolickim, naprawdę nic nie wiedzieli? Czy nic nie wiedzieli księża, którzy mieszkali razem z nim? Czy mieszkając w jednym domu da się tego nie widzieć? Czy nic nie wiedział jego spowiednik? Czy nie mógł interweniować bez naruszania tzw. tajemnicy spowiedzi (np. odmawiając rozgrzeszenia)? A może ten ksiądz nigdy się z tego nie spowiadał, bo był po prostu cynicznym skurwysynem? Stawiając sobie takie pytania, postanowiłem sprawdzić, co się z tym księdzem stało później: gdzie jest i co robi po 20. latach od tamtych wydarzeń. No więc jest proboszczem jednej z warszawskich parafii, wicedziekanem dekanatu, uzyskał też godność kanonika. Kościół go nagrodził.Gdy wybuchła „sprawa aba Paetza”, dalej byłem gorliwym katolikiem. Znałem się z ludźmi (świeckimi) bardzo aktywnymi w swoich diecezjach, którzy załatwiali dużo spraw w kurii i mieli tam znajomych księży. Po ukazaniu się artykułu w prasie mówili: „Wszyscy wiedzieli od dawna”. Wszyscy wiedzieli, nikt nic nie zrobił. A mówili to ludzie, którzy potrafili publicznie manifestować, jak bardzo gorszy ich przyjmowanie komunii w pozycji innej niż na klęcząco.Pojawiały się wtedy głosy, że „molestowanie” jest terminem laickim i katolicy nie powinni go stosować
Pamiętam, że wśród katolickich publicystów pojawiały się wtedy głosy, że „molestowanie” jest terminem laickim i katolicy nie powinni go stosować, a zamiast tego należy mówić o grzechu. Również dziś biskupi najchętniej posługują się tym słowem. Tyle tylko, że pojęcie grzechu powoduje koncentrację na „grzeszniku” i jego „słabości” (indywidualnym przypadku) oraz uruchamia cały ciąg dalszych skojarzeń związanych z grzechów odpuszczeniem, darowaniem win, miłosierdziem itd. Nagle znika gdzieś zarówno ofiara molestowania, jak i cała struktura instytucjonalna, która molestowanie umożliwia. Umożliwia, bo Kościół w swym obecnym kształcie działa w taki sposób, że chroni księży, m.in. poprzez instytucję „tajemnicy” i dystrybucję władzy, która świeckich stawia na pozycji zależności i zupełnego podporządkowania. To dlatego księża mają poczucie całkowitej bezkarności. To z tego poczucia bezkarności wynika śmiałość do molestowania. Z przekonania, że nic im się nie może stać. Gdy miałem 20-kilka lat, inny ksiądz proponował mi seks u siebie na plebanii w centrum Lublina. Na plebanii, późnym wieczorem. Bez zażenowania i obaw, że ktoś mógłby zauważyć. Dziś jest profesorem i wykładowcą na KUL, osobą wysoko postawioną w strukturach tej uczelni, specjalistą od moralności, rodziny i nauczania Karola Wojtyły.
nie ludzie a mężczyźni.. i pewnie nie wszyscy..
ale przykład z mojego otoczenia: koleś z mojej klasy licealnej, brzydki ciałem i charakterem, zalecał się do wszystkich dziewczyn w klasie, popisywał się.. udawał "johnniego bravo", żadna go nie chciała.. jest teraz księdzem.. co zabawne, mając niecałe 20 lat już ucząc w moim poprzednim liceum zachowywał się jakby zjadł wszystkie rozumy.. nie wierzę, że poszedł z powołania..
A poza tym są jeszcze asy.
Proszę - nie dawajmy się ponieść nienawiści i prymitywnej chęci zemsty przez kary cielesne. Nie bądźmy jak kato-talibowie.
masz rację.. złość to zły doradca.. ale co w takim razie zrobić?
co jeśli na słowach się skończy?
Nie mam lepszej rady niż iść na wybory.
Nie poradzisz nic, gdy na tronie siedzi... https://youtu.be/PKh68MFd2Do
A poza tym są jeszcze asy.
Proszę - nie dawajmy się ponieść nienawiści i prymitywnej chęci zemsty przez kary cielesne. Nie bądźmy jak kato-talibowie.
masz rację.. złość to zły doradca.. ale co w takim razie zrobić?
co jeśli na słowach się skończy?
A poza tym są jeszcze asy.
Proszę - nie dawajmy się ponieść nienawiści i prymitywnej chęci zemsty przez kary cielesne. Nie bądźmy jak kato-talibowie.
każdy facet, który chce być sługą bożym i składa śluby czystości powinien być owych jaj pozbawiony.. fizycznie.. nie chemicznie.. uważacie, że to brutalne? oczywiście że nie, ponieważ wtedy byłaby 100% pewność że taki mężczyzna nie wykorzysta nikogo..
kastracja chemiczna to nie pewność.. kler by oszukiwał, przedstawiał fałszywe dokumenty, że zabieg był wykonany.. a po kryjomu nadal by gwałcili niewinnych..
i zgadzam się z poniższym komentarzem.. wymieniać z nazwiska.. niech ludzie wiedzą na kogo uważać.. kogo ścigać..