Polscy i brytyjscy duchowni ostrzegają wiernych
„Działalność Kościoła na rzecz promowania małżeństwa nie ma charakteru wyznaniowego, ale jest skierowana do wszystkich ludzi, niezależnie od ich przynależności religijnej" – powiedział w poniedziałek podczas homilii wygłoszonej w krakowskich Łagiewnikach kardynał Stanisław Dziwisz. Duchowny przywołał słowa Benedykta XVI, dodając, że działalność Kościoła w tym względzie jest "tym bardziej konieczna, im bardziej owe zasady są negowane lub błędnie rozumiane, ponieważ znieważa to prawdę o osobie ludzkiej, w poważny sposób rani sprawiedliwość i pokój".
Kard. Dziwisz wyraził nadzieję, że słowa papieża będą słyszane zwłaszcza przez ludzi, którzy stanowią prawa Rzeczpospolitej. To kolejny głos przeciwko równości małżeńskiej i związkom partnerskim w polskim Kościele katolickim w ostatnich dniach. Ofensywa trwa także w Wielkiej Brytanii.
Podczas pasterki abp Józef Michalik krytykował podpisanie przez Polskę konwencji Rady Europy przeciw przemocy wobec kobiet, nazywając ją atakiem na tradycyjny model rodziny, kardynał Kazimierz Nycz ostrzegał przed manipulacją „z definicją, z istotą małżeństwa i rodziny”. „W dobie dyskusji nad próbą manipulowania rodziną i małżeństwem w kierunku zrównania z nimi wszystkich innych związków, które współczesny człowiek wymyślił” – mówił metropolita warszawski. Abp Sławoj Głódź przekonywał, że „Tylko język dialogu, miłości, pokoju może przywrócić normalność”, dodając równocześnie, że „Jako społeczność wiary, jako uczniowie Chrystusa zawsze będziemy wypowiadać nasze stanowcze „nie” przyzwoleniu na nihilizm moralny i negację Bożych praw. Jednym z nich jest prawo do życia, świętości małżeństwa i rodziny”.
Ofensywa trwa także w Wielkiej Brytanii, gdzie duchowni katoliccy nie chcą się pogodzić z rządowymi planami wprowadzenia równości małżeńskiej i krytykują partię Davida Camerona za „zmasakrowanie demokratycznego procesu”. Głowa Kościoła katolickiego Anglii i Walii, arcybiskup Vincent Nichols, mówił podczas pasterki, że równość małżeńska wprowadzi „moralne spustoszenie”. Katolicki think tank w Irlandii, Iona Institute, opublikował dokument oraz spot, w którym ostrzega, że równość małżeńska będzie miała zły wpływ na dzieci i spowoduje, że nie będą one wychowywane przez swoich rodziców.
(md)
A potem mówią, że matematyka się nikomu w życiu nie przyda :(
Katolicy ,którzy regularnie chodzą do kościoła , to zgrubsza znają Biblię , bo fragmenty Nowego i Starego Testamentu są zawsze czytane na Mszy . Moim zdaniem wszelka przemoc usprawiedliwiana religią jest niezgodna z Ewangelią , bo tam jest jedynie zaprzeczenie przemocy .I obecnie kościół uznaje tą przemoc za złą .
Stary Testament zawiera dekalog , historię narodu Żydowskiego ,proroctwa i zalecenia życia codziennego w tamtych czasach i tamtych warunkach . Z jakichś drastycznych opisów to były by chyba wojny tam przedstawione .I jest to jedynie opis zaistniałych faktów . I przedstawiana jest tam czesto zależność ,że jeżeli wybierzesz coś złego to poniesiesz tego konsekwencje , ale zawsze jest wybór .
Moim zdaniem ta wolna wola jest też w jakimś ograniczonym zakresie , bo możemy wybierać tylko z tego co jest nam dostępne . Chrzescijaństwo zakłada ,że te zmagania dobra by pozbyć się zła bedą zakończone pomyślnie , czyli jest to jakoś zaplanowane . Ja nie widzę sprzeczności miedzy wolną wolą ludzi i wszechwładzą Boga . Bóg może wiedzieć o działaniu człowieka i może bezpośrednio nie ingerować .
W Ewangeli miłość przedstawiona jest jako to najwieksze dobro ,które może niwelować zło .
Sprawa druga, niestety nie jestem biblioznawcą. Coraz bardziej mam ochotę ją całą przeczytać wypiusując z niej zarówno pozytywy i negatywy (aby być obiektywnym), choć wiem, że to robota dla własnej satysfakcji, bo bez względu na to jakie bym wnioski wyciągnął z tej lektury nie przekona to ani katolików ani ateistów do zmiany zdania. Katolicy i tak biblii nie znają, więc w nic nie uwierzą, a ateiści muszą znać cała bo wystarczy że katolik zasunie jednym framgnetem, którego nie znajdą. Te rzeczy, o których wspominasz to pozytywy biblii i o nich się głośno mówi. Zwykle o negatywnych rzeczach się nie wspomina, bo po co. Tak samo jak mówiąc o kościele niechętnie się wspomina o krucjatach w imię boga i mordach, o inkwizycji i innym barbarzyństwie, o którym uczciwy historyk zapewne wiele by opowiedział.
Swoją drogą biblia to całość. Albo przyjmuje się stary i nowy testament albo wcale. Jeśli biskupi uważają, że stary testament jest do kitu, niech wytną go z biblii, a nie trzymają dla niepoznaki. Poza tym bóg i Jezus to te same osoby prawda? Ten sam bóg zsyłał kataklizmy na ludzi w starym testamencie. Zakładam, że to są tzw. relacje historyczne z tamtej epoki. Udawanie, że nie ma starego testamentu, to oszukiwanie samego siebie. W starym testamencie też były cuda i rzekomo relacje z wydarzeń i tam jakimś cudem bóg jest surowy i mściwy. Teraz nagle przychodzi jezus i robi się sielanka. Jeden bóg, a dwa różne podejścia? A może to stary testament jest fałszywy, a te relacje to bzdura? Możliwe... pytanie brzmi który więc jest prawdziwy. Stary? (mściwy bóg) Nowy? (kochający bóg), Oba (chaotyczny bóg), czy może żaden (boga nie ma).
Człowiek nie ma zdania, nie ma wolnej woli. Bóg wie, o wszystkim co się stanie. Skoro wie, co się stanie, to znaczy że istnieje przeznaczenie, a skoro istnieje przeznaczenie, to nie ma wolnej woli. Jeśli przeznaczenia nie ma i mamy wolną wolę to znaczy, że bóg nie może przewidzieć co uczynimy, a to znaczy, że nie jest wszchmogący. Czy naprawdę nikt nie widzi bezsensu jednoczesnego mówienia, że bóg jest wszechmocny, mamy wolną wolę i jednocześnie wie o wszystkim co się stanie? Niechże ten bóg objawi się, jakaś wielka ręka wyłoni się z nieba, albo twarz z chmur przemówi głosem. Cokolwiek spektakularnego, co nie mogło powstać ręką człowieka i bóg przestanie skazywać ludzi na męczarnie w piekle za to, że w niego nie wierzą. Bóg widocznie lubi idiotów... Jeśli ktoś ma wątpliwości, to powinien je odrzucić, nie kwestionować, nie myśleć, nie zastanawiać się tylko wszystko przyjąć na wiarę bo inaczej czeka go piekło i katusze. No ale (przytaczając Georga Carlina) bóg przecież nas kocha.
Dawkins nie podaje liczb, bo tego się nie da liczbowo oszacować, można najwyżej przechylać szalę na jedną stronę. Poza tym dawkins nie jest statystykiem tylko biologiem. Trudno oczekiwać, że poświęci się liczeniu prawdopodobieństwa istnienia boga wraz z widełkami niepewności.
Miłość miłością i nigdy nie podważałem, że to najważniejsze. Po prostu wkurza mnie wsadzanie boga i sacrum w każdą dziurę w życiu człowieka w jaką się da. Zwłaszcza mnie to irytuje w polityce. Wpychany jest tam na siłę z użyciem młotka.
Dowiemy sie albo i nie :D Wiesz, chciałbym aby było jakieś życie po śmierci (niekoniecznie wieczne bo perspektywa spędzenia wieczności w zaświatach mnie przeraża... Po miliardzie lat zabawy jedyne co pozostaje to wieczność nudy XD) ale nie łudzę się zbytnio. Nikt nie przyszedł, nikt nie opowiedział, a jeśli po prostu znikniemy to niestety nie dowiemy się, bo nie będzie miał kto potem nad tym rozmyślać, wiec obawiam się, że jesteśmy w beznadziejnej sytuacji, hehe...
Dawkins powiedział w "Bogu urojonym" jedną fajną rzecz, że owszem nie możemy powiedzieć czy bóg istnieje czy nie, ale obie te tezy nie są równie wiarygodne i można nadać im pewne prawdopodobieństwa (nie mówiąc ściśle matematycznie oczywiście). Po skonfrontowaniu ze światem okazuje się, że szansa istnienia boga jest bardzo mała w porównaniu do jego nieistnienia. Niemniej jak już wpomniałem jestem 100% pewny, że nie ma boga opisanego w biblii, bo nie pasuje do tych rzekomych opisów boga, gdyż nie przystają do rzeczywistości i naturalnych logicznych wniosków, które nasuwają się na temat boga, jednak być może istnieje jakiś inny byt, który nie jest opisywany przez żadną istniejącą religię. Póki jednak się nie objawi to równie dobrze jakby go wcale nie było.
Religii zmienić często nie można. Np. katolicyzm czy islam nie przewiduje zmiany. Do końca życia jesteś przypisana. Niemniej faktycznie wiarę zmienić można, niekoniecznie trzeba się do tego przyznawać. Niemniej coś mi się wydaje, że rzadko ludzie zmieniają XD...
Znaczy ja mógłbym jeszcze więcej pisać i rozmawiać na ten temat, ale sama widziałaś moje komentarze XD Mają nieprzyzwoitą długość, dlatego ja też czasami skracam swoje myśli, żeby nie wyszło tego 2x więcej niż piszę, bo mogłoby, uwierz mi :D
Jednakże uważam, że sam człowiek czułby się zagubiony, nieszczęśliwy, pusty gdyby w coś nie wierzył. Podkreślam - w COŚ. Więc nie chodzi tu koniecznie o religię.
Oczywiście, że starawiam granicę, dlatego nazywam siebie agnostykiem :). Bo jestem zdania, że o wszystkim, o całej prawdzie dowiemy się dopiero po śmierci i tak właściwie, prócz ćwiczenia dla umysłu, dyskusje na ten temat nie mają sensu (moim zdaniem).
A póki nie mamy dowodów, nie można powiedzieć, że coś jest, a czegoś nie ma (nawet w przypadku wróżek i elfów, bo Święty Mikołaj przecież istnieje :P ).
Jednakże z tym otoczeniem masz rację. Myślę, że z wyznaniem jest jak z językiem, którym się mówi. Nieważne jest to, że ktoś urodził się Francuzem, wychowany w Japonii będzie idealnie władał japońskim, a z francuskiego nie znał żadnego słowa.
Z wiarą to samo: nieważne, że ktoś urodził się Polsce, wychowany chociażby w Stanach, gdzie przeważna protestancka - prawdopodobnie będzie protestantem - o ile jego rodzice będą.
Ale nie zapominaj, że tak jak języka francuskiego można się nauczyć, tak i wiara nie jest czymś, czego zmienić nie można :).
Co do okazywania miłości - ja uważam, że miłość ma wiele postaci i obawiaja się w różny sposób. Ja staram się miłość okazywać każdemu, a że czasem nie wychodzi... no cóż, człowiek nie ideał.
I podejście "z głową" jak to określiłeś - to też pewna forma miłości. "Kochaj mądrze" - bardzo mi się podoba to określenie i staram się je stosować w życiu :).
A chyba w określeniu "nastaw drugi policzek" o co innego trochę chodziło, niż o bycie uległym. Bo uległość kojarzy mi się ze słabością, a by nastawić drugi policzek, trzeba mieć w sobie dużo siły. Ale nie będę się w to dalej wgłębiać.
O, super, że mnie zrozumiałeś :). No dokładnie tak (to a propos utworu literackiego).
A reszty dyskusji nie skomentuję, bo nie mam siły ;).
Jeszcze jedno... Bóg jest tak wszechmocny, że wie co się stanie i co ludzie zrobią od początku do końca. Jaki był więc sens zsyłać na ziemię potop by ukarać ludzi, skoro bóg już wcześniej wiedział co ludzie zrobią? Że będą źli i będą zasługiwać na karę? Mógł nas od razu stworzyć lepszymi, a potem się nie znęcać nad nami. Można mówić, że człowiek ma wolną wolę i robił co chciał. Ok, ale jeśli człowiek ma wolną wolę i robi co chce, to znaczy, że bóg nie jest wszechmocny, bo nie może przewidzieć co zrobi człowiek. Jeśli jest wszechmocny to musi mieć taką moc. Innymi słowy bóg albo lubi się mścić i karać, albo po prostu go nie ma, a to wszystko zostało spisane przez nawiedzonych ludzi. Według mnie to drugie, bo biblia zawiera zbyt dużo błędów logicznych, których bym się nie spodziewał po wszechwiedzącym i wszechmocnym bogu, który stanowił natchnienie autorów biblii i prowadził ich ręce.
Jeszcze jedna rzecz odnośnie mojego poglądu, że religie są złe. Uważam, że wszystko, co bazuje na fałszu jest z zasady złe. Nie ma podstaw aby twierdzić, że to co jest napisane w biblii jest prawdziwe, a wszelkich cudów dzieje się o dziwo coraz mniej w miarę kiedy nauka idzie naprzód. Kiedyś to był gniew bogów, dziś nazywamy to wyładowaniami atmosferycznymi. Gdy ludzie czegoś nie rozumieją, to wszystko nazywają cudem - nawet dziś tak się zdarza.