"Apelujemy do polityków by stanowiąc prawo nie ulegli tej
potężnej presji niektórych środowisk na próby zrównania małżeństwa z innymi związkami" - powiedział wczoraj w Warszawie kard.
Kazimierz Nycz. "Byłaby to próba wprowadzenia prawa nie licującego z historią naszego narodu. Byłby to
demontaż rodziny. Żaden rząd, żaden parlament nie jest do tego upoważniony. Wcale nie musimy w tym naśladować niektórych europejskich państw" - apelował w Krakowie kard.
Stanisław Dziwisz. "Na to przyzwolenia ze strony ludzi wierzących i kościoła być nie może" - skomentował związki partnerskie abp
Sławoj Leszek Głódź w Trójmieście. Nie były to jedyne wczorajsze wystąpienia polskich duchownych przeciwko związkom partnerskim. Przypomnijmy: tysiące wiernych wzięło udział w procesjach Bożego Ciała.
W zeszłym roku z oburzeniem
pisaliśmy o liście rektora Uniwersytetu Papieskiego w Krakowie, Jana Macieja Dyducha, który z okazji świąt Wielkanocnych został odczytany we wszystkich małopolskich parafiach. Z listu dowiedzieliśmy się, że "Aborcja, eutanazja, homoseksualizm są złem, grzechem, dlatego żaden trybunał, żaden sąd nie ma prawa tego usprawiedliwiać".
Jak widać polscy duchowni znowu postanowili zająć się polityką. Kard. Dziwisz wymienił też zadania Polski w kontekście przewodnictwa w Unii Europejskiej: "To zadanie będzie polegać na przypominaniu chrześcijańskich korzeni Europy i podejmowaniu działań zmierzających do powrotu do źródeł jej tożsamości, do przywrócenia chrześcijańskich wartości w życiu osobistym, rodzinnym i społecznym".
Przypominamy: przedwczoraj zamieściliśmy
fragmenty rozmowy z przedstawicielką grupy Wiara i Tęcza, która tłumaczyła nam dlaczego grupa chrześcijan LGBT postanowiła napisać list do papieża Benedykta XVI oraz biskupów polskich.
"Nie wiemy, czy przyjdzie odpowiedź na list. Uważamy jednak, że ewentualny jej brak również będzie również wymowny. Ważne jest, aby treść listu trafiła do jak najszerszej opinii publicznej i miała swój udział w zmienianiu świadomości odnośnie osób LGBT. Jakakolwiek życzliwa zmiana w tym kierunku w obrębie Kościoła będzie bowiem miała znaczący wpływ na postawy społeczne, również ludzi niewierzących. Na te zmiany czekamy, mając dalsze plany działania" - powiedziała nam Barbara Kapturkiewicz.
(md)
po co sięgać tak daleko? przecież Polska również w latach 30-tych nie była jednolita. wystarczy poczytać jakiekolwiek publikacje z różnych miejsc - różnią się chociażby ortografią, interpunkcją, słownictwem. wynikiem braku stałej łączności pomiędzy grupami społecznymi żyjącymi na różnych terenach jest zróżnicowanie językowe i kulturowe. w taki sposób rozwinęły się języki indoeuropejskie po oddzieleniu się peryferii od wspólnoty, tak rozwinęły się z łaciny języki romańskie po upadku cesarstwa rzymskiego. europa zaczęła być jednolita gdy zaczęła słuchać radia i oglądać telewizję.
a łacina - wiadomo - była językiem wspólnym dla wykształconych warstw społeczeństwa i też nie była jednolita. a przecież świadomość przynależności narodowej i kulturowej miały jedynie elity wykształcone - te niewykształcone zauważały różnice dopiero po zetknięciu się z "inną kulturą" - gdy zza góry przyjechali ludzie, którzy ubierali się i mówili inaczej. także szlachta tworzyła organizm państwowy, to ona trzymała wszystko w ryzach i zarządzała państwem. wiadomo, że z czasem jej egoizm doprowadził do kryzysu np. w Polsce, ale to na szlachcie państwowość się opierała. a proste chłopstwo pracowało jedynie na własne i szlachty utrzymanie.
bez myśli kościelnej nie byłoby myśli świeckiej (mówimy o czasach "postarożytnych"), bo jak by ie patrzyć - najwięksi świeccy myśliciele czasów "nastania chrześcijaństwa" wykształcili się właśnie w instytucjach związanych z Kościołem, a cała nauka starożytna była właśnie przez Kościół zachowywana i nauczana.
sądzę, że z tymi archiwami watykańskimi stanowczo przesadzasz, a przepowiednie Sybilli (nie mylić z "rozmową królowej Szawy z Salomonem") zostały spalone jeszcze za czasów republikańskich z tychże samych powodów, dla których Platon w idealnym państwie nie przewidywał miejsca dla poetów i alegoretów.
Kościół nie ma zasługi w edukacji "mas ludowych", bo dostęp do edukacji miała jedynie szlachta i mieszczaństwo - jeśli mówimy o czasach "dawnych" - bo obecnie - i owszem - Kościół zakłada "szkółki w Afryce".
Kościół z jednej strony przechował kulturowe dziedzictwo starożytności i kopiował księgi (co pozwalało na przetrwanie tekstom), a z drugiej - zniszczył wiele cennych zabytków kultury, które "nie licowały z jego doktryną". a księża znają tę historię, bo jest ona wykładana w seminarium. czym innym jest podejście kapłanów do tejże historii, wyciąganie w niej wniosków i uświadomienie sobie, jaki wpływ ona ma na dzisiejszą rzeczywistość i współczesną naukę KK.
Historia ta jest barwna i ciekawa:) Ilu katolików ją zna? z 3% bo nawet księża znają tylko fragmenty...
ależ oczywiście:) ja tylko o etymologii - skoro "kocia łapa" tudzież "karta rowerowa" jest prześmiewcza;)
Muszę was zmartwić, ale historia zna coś takiego jak chrzescijanskie korzenie Europy. Kościół jako pierwszy po upadku cesarstwa spisywał ludzi w nowopowstałych państwach i wprowadził skuteczny system ściągania podatku, kształcił ich, wprowadził jednolity porządek w zyciu społecznym, przyczyniał sie do rozwoju kultury i wogóle jej kształtu, dając europejczykom wspólną przynależność i integrując ich.
Nie bądźmy ignorantami, Kościół ma swoje zasługi w historii, mimo że teraz idea ta sie wypaczyła.
System kształcenia w Europie w tym sensie, w jakim go znamy obecnie powstał dopiero w XVIII wieku. Jasne, że pewną podstawą koncepcji klas były szkoły jezuickie, ale motywem takiej organizacji w rzeczonych szkołach było donosicielstwo i inne ciekawe metody sprawowania nadzoru. Społecznie powodowały więcej szkód niż pożytku - uczono ciemnoty a że były bardzo popularne w I RP to ich plonem była nasza niesamowicie "wykształcona" szlachta. Były też szkoły parafialne i uniwersytety, ale w tych przypadkach w ogóle ciężko mówić o "szerzeniu" wykształcenia, bo to było zjawisko marginalne.
Europa NAPRAWDĘ nie była jednolita i jadąc od wiochy do wiochy nawet w takich Niemczech czy Włoszech spotykało się ludzi, którzy już mówili zupełnie innym językiem niż ci z wiochy obok więc nie ma co się łudzić, że łacina była uniwersalnym językiem mas. Było sobie szczęśliwe 5% społeczeństwa a reszta żyła że pożal się boże. Przez 1000 lat. Gratulacje, wielkie osiągnięcie. Tylko porównywać z osiągnięciami świeckiej myśli na przestrzeni ostatnich 200 lat....
Natomiast jedno zawdzięczamy Kościołowi i mówię to bez sarkazmu, o czym zresztą wspomniałeś, w miarę jednolity porządek, tylko że nie całościowy-społeczny, a jedynie ideologiczny. Przynajmniej do czasu. To że papież i spółka zablokowali możliwość interpretacji Biblii ogółowi ludu, poza aspektem przyczyniania się do analfabetyzmu, miało tę niewątpliwą zaletę, że nie weszliśmy w tę koleinę, którą podążył świat islamu. Że nie było aż tylu heretyckich przywódców, którzy by ruszali na świętą wojenkę przeciwko tym, co źle interpretują, w wiosce obok, dzięki czemu świecka myśl mogła się spokojnie rozwijać do momentu, kiedy przejęła prymat. Szczęśliwie dotrwaliśmy do XIX wieku, tylko raz przeżywając poważną wojnę religijną, która zostawiła niektóre kraje z 3/4 populacji wymordowanej przez katolików (Czechy), albo protestantów (Niemcy).
Czym jest religia świetnie opowiadał nieodżałowany George Carlin, którego można sobie na Youtubie obejrzeć, nawet z polskim tłumaczeniem.
przeczytałem dzisiaj ucząc się na jutrzejszy egzamin że 23 % polskich małżeństw nie ma dzieci, przyrost naturalny jest na wyjątkowo niskim poziomie, spadek zawieranych małżeństw znacznie postępuje a wzrasta ilość hetero związków żyjących na kocią łapę , jak dla mnie to jest zagrożenie realne. bo co takiemu katolikowi grozi to że dwa gejki czy lesbijeczki pójdą do urzędu i podpiszą papierek ?? NIC ? świat mu się zawali ? jego małżeństwo runie ? żona przestanie robić obiad ? rozwód ?
Wiesz obecna sytuacja to generalnie postęp intelektualny, świadomościowy, ale też warunki materialne. Zauważ, że kościół nad tym nie nadąża. A tak jak zwykle sieje panikę i strach. Śmieszna jest nazwa kocia łapa to takie trywialne i szydercze...to konkubinat. A wiele księży używa tak głupiego słowa.
miało być mrocznie i antychrześcijańsko i antyrodzinnie więc napisałem na kocią łapę :D
jaki urząd? co Wy mówicie? przecież to do notariusza umowę spisać! którą to można zerwać z 3-miesięcznym wyprzedzeniem. jeśli jedna ze stron będzie chciała "zakończyć związek" - składa u notariusza (jeśli dobrze pamiętam, że u niego właśnie) wniosek o "zerwanie umowy" - i po 3 miesiącach od złożenia takiegoż wniosku "umowa wygasa". tak więc nie ma trwałości, nie ma rozwodów - jest "wygaszenie umowy" - no i na co to komu? jaka wspólnota majątkowa, jakie korzyści? - fakt. jeden plus ta sprawa niesie: że ktoś o tym co raz poważniej zaczyna mówić. nic poza tym.
a konkubinat nie jest szyderczy? concumbo to po łacinie przecież "wespół leżeć" (por. np. inkubator) - "dzień dobry, nazywam się Jan, a to Maria, moja współleżanka"...
ale dla pokolenia "angielskiego" to chyba nieuchwytne...
fakt słowo konkubinat ma zabarwienie pejoratywne.
używa się słowa kohabitacja w naukach społecznych.