"Nadal czuję się zmęczona ostatnimi trzema latami, ogromem emocji, nerwów, zmian, wyzwań. Są dni, kiedy z lękiem myślę o przyszłości. Ale jednocześnie czuję się bogatsza i mądrzejsza. Wolałabym oczywiście lecieć teraz na wakacje z rodziną i czytać romans, zamiast pisać te słowa. Ale tak się zdarzyło, że w wieku 36 lat mój mąż zdał sobie sprawę z tego, że jest gejem. Po trzech latach gehenny przyszedł czas na akceptację tego faktu" - pisze Anna, której mąż po 10 latach małżeństwa wyznał, że jest gejem. Zachęcamy Was do lektury wpisu Anny - prawdopodobnie pierwszego takiego wyznania w Polsce.
W zeszłym roku rozmawialiśmy z Adamem, który po 10 latach małżeństwa powiedział swojej żonie, że jest gejem. Adam prowadzi blog "Homomąż", na którym dzieli się własnymi doświadczeniami, ale też stara się, by było to miejsce pomocne dla osób, które znalazły się w podobnej sytuacji jak on i jego rodzina.
Po trzech latach od ujawnienia się Adama - swoją historią podzieliła się jego była już żona, Anna.
---
Siedzę w samolocie. Za kilka godzin wyląduję na Karaibach, wsiądę na jacht i wraz z kilkoma innymi współzałogantkami rozpocznę rejs po uroczych wysepkach. Czy 4 lata temu pozwoliłabym sobie na taki luksus? Nie. Czy dzisiaj mam poczucie, że trzeba korzystać z życia i cieszyć się każdym dniem? Tak.
Ta wyprawa daje mi też poczucie siły; po raz pierwszy jadę na urlop sama, bez rodziny, bez męża, z sobą w nowym wydaniu, jako niezależna kobieta, która pozbierała się po tym, jak jej świat runął.
3,5 roku temu Adam zapytał, czy wracając do domu z pracy możemy gdzieś wstąpić na kawę. W domu czekała opiekunka z dwójką małych dzieci, trzeba było zrobić kolację, położyć dzieci spać, przygotować się na następny dzień do pracy… Zaproszenie Adama od razu wzbudziło moje podejrzenia. Z drugiej strony nie spodziewałam się niczego złego ze strony mojego kochającego, zaangażowanego i rodzinnego męża, ojca moich dzieci. I pewnie, gdyby mógł poradzić sobie wtedy z tym problemem sam, nie musiał mnie nim obarczać, to by to zrobił. Ale nie mógł. Bo jak „poradzić sobie” z faktem, że jest się gejem w małżeństwie z kobietą?
Tamten wieczór zmienił nasze życie na zawsze. Worek został rozwiązany, bolesna i destrukcyjna dla naszej rodziny prawda została wypowiedziana i na kilka następnych lat zawisła nad nami jak chmura, z której wcześniej czy później miał spaść ulewny deszcz i zmyć ostatnie złudzenia. Pomimo desperackich prób, najpierw nas obojga, a potem już tylko moich, nie udało się już nigdy wepchnąć tej niewygodnej prawdy z powrotem do worka i szczelnie go zawiązać. Gorzka i niechciana nowa rzeczywistość zaczęła wpełzać w każdy zakamarek naszej codzienności i zmieniać w chaos – przepełniony lękiem przed nieznanym – nasze dotychczasowe, ustabilizowane życie. Dodatkowo, wszystko to nie było tylko teoretycznym rozważaniem. Ucieleśnieniem nowej tożsamości Adama był Daniel – moja konkurencja, z którą od początku nie miałam szansy wygrać.
Następny rok to czas emocjonalnej szamotaniny, desperackiej walki o mojego męża, lęku o przyszłość naszej rodziny. I obserwowanie społecznej przemiany Adama. Szybko okazało się, że w Polsce trudno znaleźć jakąkolwiek profesjonalną pomoc w takiej sytuacji, trudno nawet znaleźć coś do przeczytania na ten temat. Zaczęliśmy szukać na rynku amerykańskim, z sukcesem. W USA napisano całkiem sporo książek na ten temat, są grupy wsparcia, temat jest trudny i niszowy, ale mówi się o nim. Ulgę przyniosła nie tylko wiedza na temat homomężów i homożon, ale przede wszystkim świadomość, że nie byliśmy sami. Pochłanialiśmy wszystko, co zostało napisane na ten temat. Wkrótce zaczęliśmy lepiej rozumieć sytuację, w której się znaleźliśmy. Czy to uśmierzyło ból i cierpienie, z którym żyliśmy na co dzień? Nie, ale pomagało uporządkować myśli, dawało nadzieję.
Statystyki mówią, że małżeństwa takie jak nasze rozstają się średnio w ciągu 3 lat od wyjścia na jaw prawdy. Wpisaliśmy się w statystykę, bo Adam wyprowadził się 3 miesiące przed 3. „rocznicą” naszej rozmowy w drodze z pracy.
Te trzy lata były największą próbą w moim życiu. Był to czas zagubienia, bólu do granic wytrzymałości, lęku, rezygnacji, walki, agresji, ale też miłości, nauki, redefinicji wartości w życiu i relacji z drugim człowiekiem. Temat dzieci wymaga osobnego wpisu.
W ciągu tych trzech lat walczyliśmy o przyszłość naszej relacji, o dzieci, ale również, a może przede wszystkim, każde z nas walczyło o siebie. Adam o swoją nowo odkrytą tożsamość, a ja o swoją. Przedefiniowanie mojego życia było trudną lekcją, akceptacja nowej rzeczywistości wymagała nieludzkiej siły, otwartego umysłu i wyjścia poza znane schematy. Wiele było na tej drodze potknięć, błędów i bolesnych rozczarowań, ale jestem zadowolona z miejsca, w którym teraz jesteśmy.
Nadal czuję się zmęczona ostatnimi trzema latami, ogromem emocji, nerwów, zmian, wyzwań. Są dni, kiedy z lękiem myślę o przyszłości. Ale jednocześnie czuję się bogatsza i mądrzejsza. Wolałabym oczywiście lecieć teraz na wakacje z rodziną i czytać romans, zamiast pisać te słowa. Ale tak się zdarzyło, że w wieku 36 lat mój mąż zdał sobie sprawę z tego, że jest gejem. Po trzech latach gehenny przyszedł czas na akceptację tego faktu.
Dzisiaj ja lecę na Karaiby a dzieci są z Adamem w jego domu. Będą tęskniły za mną przez następne dwa tygodnie, ale również za Danielem, do którego w międzyczasie się przyzwyczaiły i którego polubiły, a który też musiał wyjechać na kilka tygodni. Mieszkamy blisko siebie, wspieramy się, wychowujemy razem dzieci. Ostatnio spędzaliśmy święta w piątkę. Po śniadaniu rozegraliśmy z Danielem zacięty mecz badmintona. Trudno powiedzieć kto wygrał, ale chyba wszyscy…
Blog Adama znajdziecie pod adresem Homomąż.blog.
Czwartek, 11.05.2017 Homomężowie wychodzą z ukrycia?
Czwartek, 14.04.2022 Z archiwum Queer: Całe życie marzyłam o kimś takim jak ona - 16 lat byłam w związku z małżeńskim
Poniedziałek, 26.02.2018 Szara polska rzeczywistość motywuje nas do działania
Wtorek, 30.01.2018 Mormon-gej się rozwodzi
Środa, 02.11.2016 Wychowują dwie córki - teraz się pobrali
Nie znam geja, który na pewnym etapie nie byłby "popychany" przez otoczenie do małżeństwa więc to żadne wytłumaczenie.
Nikt nie namawia do małżeństwa dziesięciolatków a jeśli dorosły facet jest na tyle nieodporny na wpływy z zewnątrz to tym gorzej.
Zgadzam się, że każdy ma własną wolę i może się wpływom oprzeć. To co miałam na myśli to raczej problem, że ktoś rzeczywiście uwierzy w to co wmawia mu otoczenie, że po ślubie stanie się "normalny" albo że jego orientacja to jakiś wymysł.
Po prostu moim zdaniem im większa będzie świadomość orienatacji i w całym społeczeństwie i wśród samych osób homoseksualnych, tym mniej będzie takich przypadków.
Nie każdy uświadamia sobie swoją orientację już w wieku nastoletnim i ją od razu akceptuje.
Jak masz 15-25 lat to owszem. Powyżej 30-tki na wsi raczej będą na takiego kogoś patrzeć jak na kosmitę, czemu nadal nikogo nie ma.
eee... akurat takie osoby nie muszą być homo, najczęściej są bi. na szczęście jest coraz mniej przypadków jak ten opisany w artykule, bo społeczeństwo jest trochę bardziej otwarte, seksualność przestaje być tematem tabu. mamy też pod ręką też internet jako źródło wiedzy. ale nadal jest wiele do zrobienia.
Sam pomysł, że w ogóle można rozważać tak poważny krok jak małżeństwo tylko po to, żeby komuś zamknąć gębę to jakaś absurdalna aberracja umysłowa.
Jaką wartość dla takich ludzi ma małżeństwo jako sakrament czy choćby tylko jako umowa, pod którą się podpisują?
Jak już tak bardzo chce się ludziom zamknąć usta to przecież wystarczy kilka dyskotek w towarzystwie koleżanki? Ja w czasach LO pojawiłem się z dziewczyną z klasy na paru "osiemnastkach" a już było gadanie, że ze sobą spaliśmy!
"Na prowincji" chyba tak wiele się nie zmieniło od tamtych czasów? Nie każdy ma rodzinę i/lub żyje w wielkim mieście
Zgadza się. Np. ty...
andro:
Wcale nie takie nic.
Choćby tylko świadomość, że jeden blog nie zrównoważy doświadczeń zbieranych latami.
Polecam czerpanie wiedzy nie tylko z blogów. To pozwoliłoby zatrzymać wyraźny proces zawężania się horyzontów, które w twoim przypadku i tak nigdy zbyt szerokie chyba nie były.
Zgadza się. Np. ty...
andro:
Ja wiedzę o życiu czerpię od prawie pół wieku. I nie z blogów tylko przede wszystkim z tego co sam obserwuję. A niejednokrotnie byłyby to wielomiesięczne obserwacje.
I tak - masz rację - jeden blog czyli coś, co z samej swojej definicji jest subiektywne nie zmieni mojej opinii. Zbyt wiele widziałem na własne oczy dowodów, że mam w tej sprawie rację.
Dziękuję ale nie skorzystam.
Odpowiedziałem już andro dlaczego jeden blog nie jest w stanie zmienić mojego zdania i nie zamierzam się powtarzać.
Nie znam geja, który na pewnym etapie nie byłby "popychany" przez otoczenie do małżeństwa więc to żadne wytłumaczenie.
Nikt nie namawia do małżeństwa dziesięciolatków a jeśli dorosły facet jest na tyle nieodporny na wpływy z zewnątrz to tym gorzej.