"Ostatni coming out miałem kilka dni temu. Powiedziałem o tym długoletniemu koledze. Dojrzałem do tego, by zacząć o tym mówić. Wiedziałem, że on przyjmie to odpowiednio dobrze - nie pomyliłem się. Kiedy mu mówiłem, nie musiałem już płakać. Myślę, że zaczynam dojrzewać do sytuacji, i zaczynam się nie bać o tym mówić" - mówi w rozmowie z nami Jerzy. Jerzy mam 55 lat, za sobą małżeństwo, dzieci i... pierwsze coming outy. Jerzy jest rodzicem-gejem, napisał o tym na naszym portalu, a teraz z Wami chce podzielić się swoją historią.
W tej sytuacji nie wiem niestety co myślą moje dzieci o mnie.Ten problem jest jeszcze przede mną. Zamierzam oczywiście małymi krokami całkowicie przed nimi się ujawnić. Przez lata życia z żoną utwierdzałem się tylko w przekonaniu, że nie jest ona w stanie tego zrozumieć, a tym bardziej, by to zaakceptowała. Nie jeden raz wyrażała swój negatywny stosunek dla osób homoseksualnych. Dlatego też nie mogłem o tym powiedzieć wcześniej, aż przed rozstaniem i dopiero po usamodzielnieniu się naszych dzieci. Ten moment był dla mnie bardzo ważny. Nie chciałem, by te wydarzenia miały na nich jakikolwiek negatywny wpływ zanim zaczną samodzielne życie. Myślę, że to mi się udało. Dodam przy okazji, że rozpad naszego związku nastąpił nie tylko i wyłącznie z faktu, że ja jestem homoseksualny, lecz nałożyły się na to również inne przyczyny, o których tu jednak nie będę mówił.
Przeszukując Internet natknąłem się na stronę, gdzie chciano utworzyć grupę wsparcia dla osób homoseksualnych.Odpowiedziałem oczywiście, bo byłem już na tyle zdecydowany, by zacząć działać, by się odblokować. To był pierwszy raz kiedy powiedziałem o swojej orientacji, chociaż na razie tylko przez telefon nieznanej mi bliżej osobie. Tą osobą był dwudziestosześcioletni chłopak, też gej, który też szukał wsparcia - oczywiście wiedzieliśmy o czym będziemy rozmawiać. Było to dla mnie bardzo emocjonalne przeżycie, ale cieszyłem się, że nareszcie coś komuś mówię, i że rozmawiam z kimś podobnym do mnie. Kolejna osoba, która dowiedziała się o mnie była uczestniczką tej grupy wsparcia – jednak tym razem nie było to aż tak wrażliwe dla mnie, a to z kolei z tego względu, że był z nami wspomniany wyżej chłopak.
Następną osobą, której powiedziałem była lekarka psychiatra, u której miałem trzecią wizytę. Jednak dopiero teraz zdecydowałem się ujawnić na żywo, prosto w oczy swoją orientację.Tym razem byłem bardzo spokojny i skupiony, nie miałem oporów, by to powiedzieć. Reakcja p. doktor była dla mnie wymarzona. Potraktowała to jakby nie było to nic nadzwyczajnego, z pełną aprobatą i zrozumieniem, powiedziała też, że jest przychylna całemu ruchowi na rzecz LGBT, popiera związki itd. Spotkałem się, w skrócie mówiąc ze zrozumieniem i wsparciem ze strony tej lekarki. Ostatni coming out miałem kilka dni temu. Powiedziałem o tym długoletniemu koledze. Dojrzałem do tego, by zacząć o tym mówić. Wiedziałem że on przyjmie to odpowiednio dobrze - nie pomyliłem się. Kiedy mu mówiłem, nie musiałem już płakać. Myślę, że zaczynam dojrzewać do sytuacji, i zaczynam się nie bać o tym mówić.
Te wszystkie coming outy dają mi siłę i zwiększają pewność siebie. Dzięki nim staję się coraz bardziej sobą, aż w końcu poznam, mam nadzieję, smak szczęścia. Jednak kiedy to mówię to co chwilę muszę płakać, tu emocje są. Najtrudniejsze, myślę jeszcze przede mną. Wyjaśnienie wszystkiego przed moją rodziną.To, że jestem inny niż moi rówieśnicy wiedziałem od 14 roku życia. Wtedy wierzyłem, że to ze mną jest coś nie w porządku. Nie umiałem na ten temat myśleć, bo w tamtych czasach był to temat extra tabu. Nie słyszało się, że tacy ludzie są wśród nas, a tym bardziej nie pokazywano ich np. w telewizji - bo dopiero wtedy powstawała właściwie telewizja i jeszcze nawet nie wszyscy mieli drugi program. A poza tym jeżeli coś się słyszało to wyłącznie, że jest to patologia, że są to skłonności, że trzeba to, co najwyżej leczyć, tym samym wprowadzano nas w jeszcze większe poczucie winy i wstydu. W żadnym razie nie mówiono, że jest to po prostu jedna z orientacji seksualnych, co dzisiaj jest już wiadome. Żeniąc się miałem jeszcze nadzieję, że po prostu z tego "wyrosnę".
Choć są to dla mnie bardzo osobiste przeżycia, kiedy pisząc to nie mogę powstrzymać się od płaczu, to jednak bardzo chętnie piszę o tym.Nigdy do tej pory tak gruntownie nie myślałem nad swoją sytuacją jak teraz, bo po prostu nie byłem w stanie. Dzięki temu portalowi i Pani mogłem jeszcze bardziej skupić się na ważnej dla mnie życiowo sprawie. Za to jestem bardzo wdzięczny. Prowadzi mnie to do "zwycięstwa". Jeżeli mógłbym jakoś przyczynić się dla dobra LGBT to jestem do dyspozycji.
Wtorek, 04.02.2025 Administracja Trumpa wstrzymuje wsparcie polskich organizacji LGBT. Europo! Pomóż sobie sama!
Wtorek, 02.07.2024 Sportowe pożegnanie Miesiąca Dumy na turnieju siatkarskim Volup Lambda Warszawa Summer Cup 2024
Piątek, 03.02.2023 Czy nasze rodziny się nas wstydzą? Wyniki Europejskiego Sondażu Społecznego zaskakują.
Poniedziałek, 08.06.2020 Posłuchajcie audycji w TOK FM m.in. o obchodzeniu Miesiąca Dumy w czasie pandemii
Poniedziałek, 23.03.2020 Akcja pomocy seniorom i seniorkom w Warszawie w czasie pandemii
Która decyzja była słuszna? Ta o założeniu rodziny czy ta o jej zniszczeniu?[
A jak myślisz, która decyzja? Troszkę się zastanów.
Czy za wszelką cenę trzeba utrzymywać rodzinę, pomimo że nie będzie się w niej szczęśliwym. Gdybym przed założeniem rodziny zrozumiał pewne rzeczy i zdał sobie sprawę kim jestem , to pewnie bym się nigdy nie żenił. W życiu nie wszystko jest czarne i białe, są różne odcienie. Nie każdy zdaje sobie sprawę w wieku 10-15 lat, że jest się gejem. Czasami musi minąć więcej czasu, żeby zrozumieć kim się jest.
Czasem na skutek różnych doświadczeń czy presji otoczenia ciężko przyznać się przed sobą kim się naprawdę jest. Rodzina od strony mojego ojca zwłaszcza w jego pokoleniu i pokoleniu jest strasznie zzyta, każdy wie dużo o życiu reszty członków rodziny. To jak taka rodzina potrafi wywierać presję przekonalam się na własnej skórze. Apogeum przypadało na zjazdach rodzinnych. U mnie zakończyło się to ponad 1000 kilometrowa ucieczką. Rodzina chyba zaczyna się domyślać ze kwestie zarobkowe nie były jedynym powodem mojego wyjazdu. Ergo, gdyby mój ojciec przyznał się ze jest gejem to polozylabym mu rękę na ramieniu spojrzala w oczy i powiedziała: "tato doskonale Cie rozumiem." Ja chociaż z 2 strony rodziny mam 2 osoby które w pełni mnie akceptują bez wzgledu na to co zrobię, oczywiście podobnie mam z przyjaciółmi On tego nie miał, ani wśród rodziny ani przyjaciół. Nawet jego ślub z moja mamą nie był w pełni jego decyzja. Doskonale rozumiem takich ludzi jak Ty czy bohater artykułu.
Nie wyobrażam sobie, by mój mąż tak mnie oszukał, przez lata kłamał, został ojcem moich dzieci. Nie wyobrażam sobie, jaką ilość pogardy do drugiego człowieka trzeba mieć, by potraktować go, jak rzecz???!! Najpierw zasłonić się, jak parawanem, a gdy przestanie być użyteczny wyrzucić na śmietnik... Jak wielkim egoizmem trzeba się kierować, jak strasznie trzeba mieć zabałaganione sumienie, by w ten sposób patrzeć na innych?
Moja siostra cioteczna niedawno zwierzyła mi się ze swojego homoseksualizmu. Przeżyłam szok, choć w jakimś stopniu domyślałam się prawdy. Ona też kiedyś rozważała związek z mężczyzną, małżeństwo. Na szczęście ten pomysł jej przeszedł. Dobrze, że nie szuka na siłę kogoś tylko po to, by go skrzywdzić.
Gwoli uzupełnienia:
Jestem katoliczką, konserwatystką i nie ukrywam, że coming out mojej kuzynki to coś bardzo dla mnie trudnego. Jestem jedną z niewielu osób którym powiedziała. Poruszyła mnie jej szczerość i zaufanie, jakim mnie obdarzyła. Stąd moja wizyta tutaj.
Z drugiej strony jednak wciąż zastanawiam się, dlaczego właśnie mi o tym powiedziała? Czemu podzieliła się ze mną swoją tajemnicą? Każda rozmowa z bliskimi (babcią, ciocią itd) na temat kuzynki jest coraz trudniejsza, zmusza mnie do krętactw i uników Czy nie wiem, jak tam A z chłopakami? Babcia martwi się o A i chce zapewnień, że też wierzę, że jej ukochana wnuczka znajdzie sobie kogoś....
Oczywiście, martwię się o A, o jej przyszłość ... Niepokoi mnie jej niestabilność emocjonalna - te bunty i złości, które dla innych członków rodziny są zupełnie niezrozumiałe. Najbardziej chciałabym, żeby A w jakiś sposób znalazła siłę do obiektywnej oceny swojej sytuacji.
Biedne niewinne istotki, skrzywdzone przez wredny swiat.
I oczywiscie zawsze grające fair, nigdy nikogo nie oszukujące, bez cienia egoizmu w swoim mysleniu i postępowaniu.
Nie poddawajcie się! Macie silne wsparcie. Możecie nadal "używać" innych ludzi tak jak wam w danej chwili najwygodniej. Oni przecież po to są.
Bardzo fajna myśl, która ewidentnie pokazuje, że jakakolwiek mniejszość to nie była, to gra na litość nikomu nie pomogła. No nie wy macie narzucać tolerancję innym, tylko tolerancja ma do was przyjść sama - niełatwe życie (tak, niełatwe, bo ja też jestem ofiarą nietolerancji) mnie tego nauczyło.
a Ty jesteś taki nie egoistyczny, no dosłownie empatia do ludzi z Ciebie kapie!
Bardzo śmieszne xDDDD (kapie ze mnie teraz ironia)
BTW @GreenTea92 dobrze wyjaśnił, w czym całym problem.
Nic poza oszustwem i egoizmem jesli już musisz wiedzieć.
Pawek:[quoteOgarnij się człowieku. wielki znawca z ciebie, ale chyba nic poza swoim nosem nie widzisz.
Znaczy, że to ja jestem zapatrzonym w siebie egocentrykiem? No proszę. Przyganiał kocioł garnkowi. Ty oczywiscie decydując się na małżeństwo myslałes o wszystkich tylko nie o sobie - prawda? Tymbardziej, kiedy odchodziłęs od rodziny - co nie? Wzór altruizmu normalnie.
Pawek:
Dokładnie. I dlatego ja nigdy nie zrobiłem tego co Ty.
Pawek:
Nie pouczam i nie zamierzam. Nazywam rzeczy po imieniu a jesli tak Ci to przeszkadza, to pewnie dlatego, że wiesz, że to ja mam rację a nie Ty. Inaczej bys olał to co piszę.
nie mam zamiaru nikogo dołować. Nazywam rzeczy po imieniu. Kłamstwo - kłamstwem. Oszustwo - oszustwem. Egoizm - egoizmem. Konformizm - konformizmem.
Reszta jak chce może tych biednych, tak niesprawiedliwie przeze mnie potraktowanych nieszczęsników głaskać po główkach i powtarzać, że nic się nie stało i mogą spokojnie swój popisowy numer pt "zmieniłem decyzję - to jednak nie to" powtórzyć jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz...
Biedne niewinne istotki, skrzywdzone przez wredny swiat.
I oczywiscie zawsze grające fair, nigdy nikogo nie oszukujące, bez cienia egoizmu w swoim mysleniu i postępowaniu.
Nie poddawajcie się! Macie silne wsparcie. Możecie nadal "używać" innych ludzi tak jak wam w danej chwili najwygodniej. Oni przecież po to są.
Ale ja nie jestem za tym, aby oszukiwać swą żonę/męża, ja tego nie popieram. Uważam jednak, że trzeba też postarać się zrozumieć, skąd się to bierze. Myślę, że stracony czas, spaprane życie, alimenty to też jest pewna kara. Jeżeli ktoś się ujawnia po tylu latach i chce zmienić swoje życie, to chyba oznacza to, że to, co było dotychczas, wcale komfortowe nie było. No ale chyba nie oczekujesz, że jeżeli już się stało, to ten człowiek będzie szedł w worku pokutnym na klęczkach z Warszawy do Częstochowy albo popełni samobójstwo? Musi żyć dalej. Myślę, że nie ma już co jeszcze bardziej tych ludzi dołować.
Patrząc z perspektywy małżonka/małżonki, przyznaję Tobie rację, bo ma absolutne prawo czuć się oszukany/oszukana. Jest to coś okropnego i w ogóle nie powinno się zdarzyć, bo jak dla mnie tyle lat w kłamstwie to zdecydowanie za długo, pomijając fakt, że homoseksualizm partnera/partnerki może być chyba podstawą do stwierdzenia nieważności małżeństwa w kościele katolickim (wcale się nie dziwię, bo jest to oszustwo). Według mnie, to gorsze niż zdrada, bo być oszukiwanym tyle lat to rzecz dużo gorsza.
Podsumowując, nie popieram trwania w takim związku, ale uważam, że etykiet nie należy nikomu przyklejać. W taki sposób mogą postępować politycy - przedstawiają świat jako czarny albo biały. Szkoda tylko, że mało ma to wspólnego z rzeczywistością.