W Polsce w tęczowych rodzinach wychowuje się kilkadziesiąt tysięcy dzieci. Tęczowe rodziny, czy mówiąc inaczej - rodziny z wyboru - są coraz bardziej widoczne. I coraz głośniej domagają się uznania przez państwo i społeczeństwo. O tym, czym są rodziny z wyboru, jak one w Polsce wyglądają, jak sobie radzą i jak je wesprzeć - rozmawialiśmy z Joanną Mizielińską, Justyną Struzik i Agnieszką Król - autorkami książki "Różnym głosem. Rodziny z wyboru w Polsce".
Dlaczego „rodziny z wyboru”?
Taka była nazwa całego projektu prowadzonego w latach 2013-2016 przez Joannę („Rodziny z wyboru w Polsce”). Została ona bardzo świadomie użyta w sensie socjologicznym. Samo pojęcie wprowadziła do literatury anglojęzycznej antropolożka, Kath Weston. Chciała podkreślić to, że aby osoby LGBT mogły tworzyć rodziny, muszą przełamać cały szereg barier społecznych. Dlatego wymiar wyboru ma tu większe znaczenie, jest bardziej wysunięty na pierwszy plan niż w przypadku innych rodzin, gdzie tak wyraźnych barier nie ma. Chodziło również o podkreślenie afirmatywnego, pozytywnego stosunku do relacji tworzonych przez osoby nieheteroseksualne.
W studiach nad rodzinami z wyboru podkreśla się, że w związku z przełamywaniem wspomnianych barier, relacje intymne stają się bardziej równe, niż w relacjach heteroseksualnych. Oparte są na paradygmacie miłości i bliskości, partnerstwa.
Pionierzy, pionierki, które tworzą te rodziny - nie zawsze mają dostęp do gotowych wzorców kulturowych. Mogą czerpać z kultury heteronormatywnej, ale jest ona pełna kalek, wykluczeń, stereotypów, dotyczących osób homoseksualnych. W pewnym sensie rodziny te podejmują więc próby tworzenia nowych wzorców, czerpiąc oczywiście z tego co jest, ale też zmieniają zastane schematy.
W jaki sposób?
Na przykład nazewnictwo swoich relacji - to jest w dużym stopniu nowatorskie.
Czasami w rodzinach prowadzonych przez lesbijki dzieci zwracają się do obydwóch rodziców per mama, ale częściej mówią po imieniu, per ciociu, lub tworzą nowe słowa np. tami – połączenie taty i mamy. Nawet gdy nie nazywają drugiego rodzica mamą, to przynoszą jej laurkę na dzień mamy.
Ale piszemy też w książce o innych codziennych eksperymentach, tzn. w jaki sposób osoby tworzące rodziny z wyboru, które nie mają gotowych wzorców budowania relacji, albo wzorują się na relacjach heteronormatywnych, wykorzystują różnego rodzaju narzędzia, aby tworzyć swój świat rodzinny.
Na przykład?
Może to być czynienie matki społecznej matką chrzestną, dzięki czemu uzyskuje ona ważną rolę w rodzinie. Na to decydują się np. niektóre pary lesbijskie. Te codzienne eksperymenty pokazują również ogromną sprawczość rodzin z wyboru, które mimo społecznego i prawnego nierozpoznania wypracowują właśnie codzienne, zwyczajne strategie oporu.
Warto też dodać, że część naszych rozmówców i rozmówczyń to osoby religijne, choć akurat praktyki opisane powyżej, które w książce nazywamy „queerowaniem chrztu” nie dotyczą jedynie rodzin religijnych, ale też takich, które w religii dostrzegają sposobność uprawomocnienia znaczących dla siebie relacji. Jednym słowem, trochę taka postawa, że „każdy sposób dobry”…
U mężczyzn też się to zdarza?
Udokumentowałyśmy takie przypadki przede wszystkim w rodzinach kobiet, których generalnie było w badaniu więcej. Choć np. wśród mężczyzn 55+ ten motyw także się pojawia. W grupie tej obecny był również wątek traktowania dzieci wyraźnie młodszego partnera (funkcjonującego również w relacjach różnopłciowych) jako swoich wnucząt. W staraniach o dotarcie do rodzin z wyboru tworzonych przez gejów będących ojcami napotkałyśmy o wiele większe trudności, dlatego też ta grupa w badaniu jest o wiele mniejsza. Być może związane jest to wciąż żywym w Polsce tabu co do ojcostwa gejowskiego? O ile macierzyństwo lesbijskie jest w pewnym sensie przezroczyste, jakby nie istniało, o tyle o ojcostwie gejowskim mówi się głównie negatywnie.
Rodziny kobiece są więc bardziej przezroczyste w społeczeństwie?
Tak, mniej widoczne. W ogóle, o widoczności i niewidoczności i łączącym się z tym rozpoznaniem, piszemy bardzo dużo, to ważny dla nas wątek: co to w ogóle znaczy być widocznym, widoczną? Kiedy zostajemy rozpoznani jako rodzina? Kiedy takie rozpoznanie może być dla nas zagrożeniem? Co oznacza dla nas, dla naszych bliskich? Odpowiedzi na te pytania różnią się w zależności od tego, z kim rozmawiamy, a warto dodać, że w wywiadach grupowych wzięły również udział rodziny pochodzenia rodzin z wyboru, czyli ich matki, ojcowie czy rodzeństwo, ale też dzieci wychowywane przez osoby nieheteroseksualne. Na przykład w przypadku rodziców, sióstr, braci osób LGB ten dylemat wygląda następująco: czy zawsze mam prawo mówić o związku homoseksualnym córki/siostry np. dalszej rodzinie, czy wśród wszystkich znajomych? Co jeśli moje dziecko/moja siostra/mój brat nie chce, żebym mówił/a? Jak ja się z tym czuję? Często decyzja o niemówieniu wynikała więc z obaw o bezpieczeństwo bliskich. I tego typu pytania, były często podnoszone przez rozmówców i rozmówczynie.
Jak ta jawność w rodzinach z wyboru wygląda, zwłaszcza w kontekście najbliższych? Czy zdarza się, że relacje są ukrywane?
Można o niej mówić z dwu perspektyw: z zewnątrz rodziny i wewnątrz rodziny. O tej wewnątrz rodziny mówimy głównie w sytuacji, w której matki lub ojcowie decydują się na widoczność swojego związku wobec dzieci, czyli nazwanie go wprost. Strategie decydowania o tym, kiedy, czy w ogóle, jak powiedzieć dziecku - są zróżnicowane i zależą od charakteru rodziny. Warto pamiętać, że te rodziny, z którymi rozmawiałyśmy są bardzo zróżnicowane: po pierwsze, są to rodziny rekonstruowane, gdzie często dzieci pochodzą ze związków heteroseksualnych, ale wychowywane są np. przez parę kobiet, gdzie ojciec czasem jest, a czasem nie jest obecny. Po drugie, mówimy o rodzinach planowanych, w których dwie kobiety wspólnie decydują się na dziecko, razem przeżywają ciążę i potem wspólnie funkcjonują jako rodzice. Te dwa modele rodzin różnią się w swoim sposobie traktowania kwestii jawności, to znaczy np. w decydowaniu o tym, czy otoczenie powinno wiedzieć o charakterze ich związku oraz o tym, czy i jak informować o tym dzieci. W rodzinach planowanych informowanie dzieci wychodziło naturalnie, ponieważ obie matki były obecne w życiu dziecka od momentu jego urodzenia - dziecko akceptuje więc ten świat rodzinny jako swój od samego początku, jest on dlań oczywisty. W rodzinach rekonstruowanych dużo zależy od wieku, w jakim dziecko dowiaduje się o związku matki biologicznej i w jaki sposób (czy od osób trzecich czy bezpośrednio od rodzica). Jeżeli wydarza się to, gdy dziecko jest nastoletnie - to może, choć nie musi oczywiście, wywołać napięcia w rodzinie. W książce piszemy o dwóch ścieżkach dowiadywania się i związanymi z tym reakcjami, nazywamy je trajektorią nienazwanego doświadczenia i trajektorią nagłej zmiany. Ważne jest też, że udało nam się poznać perspektywę samych dzieci, to pierwsze takie badanie w Polsce, które ją opisuje. I w zasadzie wszystkie dzieci z grup nastolatków i dorosłych stały na stanowisku, że dzieci powinny wiedzieć i że im wcześniej otrzymają taką informację tym lepiej. Należy też podkreślić, że to bardzo złożone relacje pomiędzy różnymi członkami rodziny i społecznymi sieciami, w jakich są usytuowane poszczególne osoby, przekładają się na strategie jawności.
A czy jest ona dla rodzin ważna?
U nas pojawiła się taka kategoria jak dobro dziecka. To często było najważniejsze. Czasami matki uznają, że dla dobra dziecka trzeba mówić i żyć otwarcie. Inne uważają, że ze względu na homofobię i brak wsparcia ze strony państwa czy rodziny - lepiej wyznaczać pewne granice widoczności. My to nazwałyśmy selektywną jawnością. Bo często nie chodzi o przemilczanie, ale o to komu mówimy, w jakich okolicznościach, sytuacjach itd.
Wracając do wspomnianej różnorodności rodzin: jakie jeszcze rodziny spotkałyście?
Warte podkreślenia jest to, że książka opiera się tylko i wyłącznie na wywiadach fokusowych, które były częścią projektu "Rodziny z wyboru w Polsce", prowadzonego przez Joannę w Instytucie Psychologii PAN-u i złożonego z wielu technik badawczych, między innymi w jego ramach przeprowadzono 53 wywiady biograficzne czy też badanie etnograficzne trwające nieprzerwanie 30 dni w 21 rodzinach, ale też badanie ilościowe przeprowadzone na 3038 osobach nieheteroseksualnych będących w związkach. Więc ta książka opiera się tylko na tej jednej metodzie badawczej, do której zaprosiłyśmy rodziny z wyboru i ich bliskich. Starałyśmy się zatem pokazać fenomen rodzin z wyboru z różnych perspektyw i punktów widzenia, uwzględniając różne głosy: matek lesbijek, zarówno biologicznych i społecznych, ojców gejów, dzieci - zarówno w wieku szkolnym, nastolatków, jak i dorosłych. Oprócz nich zaprosiłyśmy do badania rodziny pochodzenia – a więc rodzeństwo i rodziców osób homo- i biseksualnych w związkach jednopłciowych – oraz osoby LGB w wieku powyżej 55 lat. Każda z tych grup, które wymieniłyśmy, przedstawia złożony obraz rodzin z wyboru.
Na przykład wywiady z osobami powyżej 55 lat pokazały, jak ważna jest kwestia godnej, pozbawionej homofobii opieki i prawo do bycia ze sobą na starość. Słyszałyśmy o historii, pary kobiet, żyjących w długoletnim związku, którym odmówiono prawa do opieki nad sobą nawzajem. To nieludzkie.
Z drugiej strony wywiady te pokazały, jak osoby ze starszego pokolenia, tworzyły i tworzą przeróżne queerowe związki. Czasami od młodości, opisując swoje doświadczenia bycia osobą homoseksualną w PRL-u, w innych przypadkach rezygnując z wieloletniego małżeństwa, mniej lub bardziej niespodziewanie zakochują się w osobie tej samej płci po 50-tce. Tak jak para kobiet, z których jedna ma 60, druga ponad 70 lat, poznały się 12 lat temu, zakochały i są ze sobą do teraz. Mówią, że to najsilniejsze uczucie w ich życiu.
Najmocniejszą i najciekawszą stroną książki jest to, że dzięki włączeniu różnych głosów, udało nam się pokazać, jak wiele jest narracji o rodzinach z wyboru - choć niekoniecznie są one spójne. Czasami wzajemnie się uzupełniają, czasem są skonfliktowane. Gdy spojrzymy na historie opowiedziane przez rodziny z wyboru i te same historie opowiedziane przez rodziny pochodzenia - obrazy nie do końca się pokrywają, są różne motywacje, bariery, w dochodzeniu do akceptacji, rozumieniu jej. Rodzice gejów i lesbijek – z którymi rozmawiałyśmy, a więc ci akceptujący – często musieli wykonać dużą pracę nad sobą, rozprawić się z własną homofobią, czy też heteronormatywnymi oczekiwaniami wobec syna czy córki, zanim nazwali partnera/partnerkę dziecka rodziną czy córką. Akceptujący siostry i bracia natomiast pełnią w rodzinie ważne role powierników/powierniczek, osób wspierających, czy tych, którzy niejako tłumaczą sytuację innym członkom rodziny. Niektórzy mocno przeżywają rozłąkę z rodzeństwem, które ze względu na homofobię postanowiło, wyjechać z rodzinnego miasta czy nawet kraju.
Przykładem takiej różnorodności są sposoby bycia ojcem wśród mężczyzn homoseksualnych. Reprezentują oni bardzo odmienne modele: od klasycznej w pewnym sensie męskości, gdy mężczyzna przez lata wychowuje dzieci w związku heteroseksualnym, jest niejako tradycyjnym ojcem, który decyduje się na coming out, gdy dzieci są już dorosłe, po modele zupełnie queerowe, gdy gej decyduje się na wejście w związek małżeński z kobietą, by mieć dziecko.
Ona o tym wie i to akceptuje, razem mieszkają i wspólnie wychowują dziecko.
Są też inne modele, np. para lesbijek wspólnie z zaprzyjaźnionym gejem decydują się na dziecko i wspólnie je wychowują.
Innej perspektywy na rodziny z wyboru dostarczają związki kobiet i macierzyństwo.
Czyli?
Wyróżniłyśmy trzy sposoby pełnienia roli matek w rodzinach z wyboru, które nazwałyśmy: współmacierzyństwo, współrodzicielstwo i model samodzielnego macierzyństwa w związku lesbijskim. I te modele bardzo dużo mówią o samych tożsamościach matek. Współmacierzyństwo to sytuacja, gdy obie matki (biologiczna i społeczna) wchodzą w pełni w role matek (obie opiekują się dziećmi) i całkowicie się z tymi rolami identyfikują. Model współrodzicielstwa opiera się na komplementarności ról: matka biologiczna pełni rolę matki, a społeczna jest zaangażowana w życie rodzinne, ale bardziej identyfikuje się jako rodzic, niekoniecznie utożsamia się z kategorią matki. Ostatni model najczęściej dotyczy rodzin rekonstruowanych, gdzie właściwie matką jest tylko matka biologiczna i tylko ona identyfikuje się w ten sposób, natomiast jej partnerka pozostaje „obok”. Oczywiście wspiera ją w różnych opiekuńczych zadaniach. Ale nie uznaje siebie za matkę czy rodzica.
Wspomniałyście, że miałyście trudności z dotarciem np. do ojców, jak w ogóle docierałyście do tęczowych rodzin i ich bliskich?
Ponieważ badanie było częścią wspomnianego szerokiego projektu, to miałyśmy przetarte szlaki z poprzednich etapów badania. Dużą rolę odegrali więc badani, którzy już wcześniej wzięli udział w projekcie, a którzy namawiali swoich znajomych do udziału w wywiadach. Do części z nich, głównie matek, nie miałyśmy trudności dotrzeć. Największe były jednak z ojcami, mężczyznami, którzy wychowują dzieci w rozmaitych konfiguracjach. I do grupy osób starszych LGBT - tu też były duże trudności. Jeśli chodzi o rodziców i rodzeństwo: ze względu na wyłaniający się ruch rodziców osób LGBT, który się w Polsce rozpoczął - rodzice nie boją się już zabierać głosu i tu też nie miałyśmy problemu z dotarciem do nich. Chociaż trzeba zwrócić uwagę, że w tej grupie rodziców i rodzeństwa znalazły się osoby, które już akceptują związki swoich bliskich. Wywiady realizowane były w trzech różnych miastach ze wsparciem lokalnych organizacji: w Gdańsku, Warszawie i Krakowie – chciałyśmy w ten sposób wyjść poza warszawskocentryczny sposób prowadzenia badań, a także odpowiedzieć na potrzeby osób badanych.
Czego te rodziny potrzebują w Polsce?
Wydaje nam się, że w chwili obecnej przede wszystkim uznania prawnego, to znaczy uregulowania statusu związków partnerskich, a także sformalizowania relacji rodzica społecznego w rodzinie wobec dzieci.
Jak rodziny sobie z tym w Polsce radzą?
Poruszamy w książce te kwestie, nazywamy je „strategiami radzenie sobie z niepewnościami”. Tych strategii jest kilka:
podejmowanie różnych formalnych działań, zapisywania u notariusza testamentów, czemu towarzyszy poczucie niesprawiedliwości w związku z koniecznością płacenie ogromnego podatku od wspólnie zgromadzonego majątku, rozmowy z rodzinami pochodzenia, szczególnie ważne w przypadku rodzin z dziećmi - na wypadek jakiejś tragicznej sytuacji i próby przekonania rodzin, by dziecko zostało jednak z rodzicem społecznym.
Więc są to zarówno działania formalne jak i nieformalne. Rodziny z wyboru zabezpieczają się jak mogą, mając pełną świadomość, że może to być zignorowane czy też podważone przez rodzinę pochodzenia czy instytucje państwowe. Trzeba też zwrócić uwagę, że załatwienie wspomnianych formalności wymaga pewnego nakładu kapitału, także społecznego - bo nie wszyscy wiedzą do kogo się zwrócić.
Pojawiają się pomysły emigracji?
Tak, w ogóle wątek migracji pojawia się w książce bardzo często. Jako coś potencjalnego, coś, na co być może się rodziny się zdecydują. Migracja dla rodzin jest takim potencjalnym rozwiązaniem. Pojawia się ona również jako coś, co się już wydarzyło - o czym opowiadają rodzice dzieci, które wyemigrowały z powodu homofobii. Ale jest jeszcze jedna strategia - związana z silną potrzebą działania, niezgodą na to, by państwo nie dawało nam praw, co objawia się chęcią włączania się w różnego rodzaju sieci, domagania się od państwa uznania.
Jakiś czas temu pojawił się u nas list pary męsko-męskiej, która chce założyć rodzinę, adoptować dziecko, a że nie mogą tego zrobić w Polsce - planują wyjazd. Takie komentarze są u nas na portalu coraz częstsze. Jak zatrzymać te pary w Polsce?
Argument homofobii jest często branym pod uwagę argumentem w decyzji o wyjeździe. Aby osoby nie chciały z Polski wyjeżdżać, musi się niestety wiele zmienić w kontekście praw osób LGBT, praw człowieka i praw socjalnych.
Warto pomyśleć o tym, że prawie zawsze funkcjonujemy w jakichś relacjach, że większość z nas potrzebuje jakichś relacji, relacje właściwie są - patrząc na obecny klimat polityczny w Polsce - naszą siłą.
Istnieją w naszym społeczeństwie różne relacje społeczne, rodzinne, dlatego na rodziny z wyboru warto patrzeć jako na jedną z form budowania związków, w ramach solidarnościowej, a nie tylko indywidualnej perspektywy społecznej. To, co chcemy podkreślić w szerszej rozmowie o rodzinach z wyboru, to prosty fakt, że one istnieją: nie muszą otrzymać przyzwolenia, żeby dopiero zaistnieć. To co możemy zrobić, to wzmocnić je poprzez działania na rzecz uznania społecznego i prawnego. Na rzecz edukacji. W ten sposób na to patrzymy.
Podkreślamy też, że rodziny z wyboru nie żyją w próżni, żyją w relacjach z innymi członkami rodziny i często zmieniają ich spojrzenie na to, czym może być rodzina, miłość, przywiązanie.
Gdy przeczyta się książkę i zobaczy bogactwo tych relacji, mnogość podejść i to, jak sobie ludzie radzą - pomimo homofobii i nieprzyjazności państwa, a też po części społeczeństwa - to jest bardzo budujące. Ludzie zbierają się razem i zmieniają rzeczywistość społeczną. To jest duża rzecz.
Zdjęcie na głównej stronie: Caitlin Childs / flickr.com/photos/nerdcoregirl/, CC BY-SA 2.0
Środa, 15.05.2019 Dumne historie: Wojtek i Michał
Wtorek, 05.02.2019 Biedroń lakmusowy
Wtorek, 10.04.2018 Izabela Jaruga-Nowacka (1950-2010)
Wtorek, 06.02.2018 Co przyniesie referendum ws. Konstytucji?
Wtorek, 02.01.2018 Nowoczesna złoży projekt ustawy o związkach partnerskich?