O transpłciowych coming outach, pracy Fundacji Trans-Fuzja, także w polskich szkołach i byciu dobrym sojusznikiem rozmawialiśmy z Wiktorem Dynarskim, osobą prezesującą Fundacji Trans-Fuzja.
O czym musimy pamiętać, gdy mamy do czynienia z transpłciowym coming outem? Jak to wygląda z punktu widzenia doświadczenia Fundacji Trans-Fuzja?Mamy różną pracę coming outową, pracujemy i z osobami, i ze środowiskiem, w przypadku tego ostatniego myślę przede wszystkim o pracy z rodzinami, ale także ze szkołami. Dla nas, jako organizacji, najważniejsze jest, aby było wsparcie osób bliskich, dlatego pomagamy ocenić, jak wygląda sytuacja z rodziną, oceniamy, czy to się opłaca robić teraz, czy poczekać, jakie kroki podjąć, w jaki sposób. Pracujemy na bardzo indywidualnym podejściu. Jednocześnie prowadzimy grupy wsparcia dla osób bliskich w Krakowie (gdzie działa grupa mieszana) i Warszawie. Działa też grupa dla osób bliskich na Facebooku. Wobec tych osób bliskich mamy taką politykę, że to mogą być rodzice, partnerzy, partnerki, te stosunki zażyłości definiujemy bardzo szeroko, ale mamy zasadę, że nie przychodzą pary, czy rodzice z dziećmi, bo chcemy właśnie zostawić przestrzeń rodzinom i osobom bliskim.
Praca nad społeczeństwem i jego edukacją jest oczywiście ważna, my jednak bardzo zwracamy uwagę na te osoby bliskie. Często jest tak, że rodziny przechodzą swego rodzaju żałobę, szukają winy w sobie. Zauważyliśmy, że dotyczy to zwłaszcza matek cispłciowych, które obwiniają się, że coś zrobiły źle w trakcie wychowania lub nawet ciąży.
Praca ze szkołami się układa?Pracujemy ze środowiskiem szkolnym, bo mamy osoby niepełnoletnie pod swoją opieką. Przychodzimy do szkół, robimy pogadanki z nauczycielami, psychologami szkolnymi, klasami. Teraz mieliśmy pozytywną współpracę z ośmioma szkołami – w tym roku wydajemy krótki raport z rozmów z czterema, które się zgodziły, i w których były osoby transpłciowe. Szkoły nas traktują różnie. Do osób trans generalnie podchodzą dobrze, ale często pod warunkiem, że będzie diagnoza i medyczne potwierdzenie. To jest nasz taki chyba największy problem i trudność: nie mamy ani prawa, ani regulacji prawnych ze strony Ministerstwa Edukacji, które pomogłyby dzieciakom trans funkcjonować, a medykalizacja jest dla dyrektorów bardzo ważna, bo daje im zabezpieczenie przed kuratorami.
Medykalizacja: tak lub nie?Medykalizacja z jednej strony jest dobra, z drugiej zła. My, jako organizacja, jesteśmy za tym, żeby jej w ogóle nie było, ale ten straszny papierek może też czasem pomóc. Inna sprawa, że dzieciaki są często pod opieką lekarza od najwcześniejszych lat, a niektóre poradnie są przy szpitalach psychiatrycznych: i oto mamy dziecko, które ma dokumenty stwierdzające leczenie w takiej placówce. A nie do końca tak jest. I nie mamy pewności, jak taka stygmatyzacja na daną osobę będzie potem działała. Z drugiej strony możemy też mieć dzieciaki, które zachowują się różnorodnie płciowo, ale to nie znaczy, że rozwiną w sobie niecispłciową tożsamość. A przecież też ktoś je może wysłać do lekarza.
Często rodzice też reagują z ulgą, gdy dostają informację, że wszystko jest w porządku i że jest to coś, co lekarz zna.
Jak na transpłciową osobę po coming oucie wpływają sytuacje takie, jaka miała miejsce w Wieliczce?Wydaje mi się, że to jest najgorsze co może się zdarzyć. Często jest tak, że jest jedna osoba, która się sprzeciwia i jest głośna, ale przeciw sobie ma środowisko. Gorzej jeżeli to jest akcja zmasowana. Moim zdaniem jest kilka różnych dróg, które mają wpływ na osoby trans, ale też ten odbiór społeczny: wokół siebie mam osoby, które są przyjazne, rodziców, rodziny, ale jednak na zewnątrz są osoby, które chcą, żeby mi się stała krzywda. I to jest straszna wiadomość dla młodych osób trans, które dopiero siebie odkrywają, które chcą się czuć częścią społeczności, i które chcą być traktowane poważnie. Ja się przyznam, że szczególnie teraz bardzo się boję o młode osoby trans. W Polsce i tak już mamy duży problem przemocy, a równocześnie problem nieraportowania tej przemocy.
Jak zatem reagować?Po pierwsze, byłoby fantastycznie, gdyby lokalne, wspierające grupy, sojusznicy, rodziny, jasno pokazywały, że są przyjazne. To także dotyczy szkół. Jest protest ONR przed szkołą? Wezwać policję. Mówić jasno, że to jest zakazane. Jeżeli to tylko możliwe – szkoły powinny pomagać w zgłoszeniu sprawy do prokuratury. W ogóle ze szkołami w Polsce jest taki problem, że często uważa się, że to co się dzieje poza szkołą, nie jest jej problemem. A tak naprawdę dzieciaki spędzają w szkole bardzo dużo czasu i uważam, że szkoła nie powinna się zachowywać w ten sposób. A też mamy takie sygnały. Rozumiem także jednak, że nie mamy dobrego prawa, które chroniłoby nie tylko osoby trans, ale także LGB.
Kim jest dobry sojusznik?Reaguje i namawia do reagowania. Dobry sojusznik to taki sojusznik, który staje w obronie kogoś, nawet jeżeli tej osoby nie ma: gdy ktoś mówi źle o tej osobie – reagować. Dzieciaki są fantastyczne, młodzież jest fantastyczna, jeżeli chodzi o reagowanie, co widać w Internecie. Być dla tej osoby zawsze, to jest ważne.
Dokładnie tak. Dlatego nie można tego nazwać mizoginią ani homofobią.
Można, jeśli takie zachowanie irytuje zwłaszcza w przypadku gejów, a wobec innych przykłada się inne miary. Jak hetero facet lub hetero kobieta będzie głośny/a to powiemy, że jest po prostu ekspresyjny/a. Wobec przegiętego geja powiemy, że się obnosi ze swoją seksualnością.
vraios:
Mam wątpliwości czy aby na pewno przegięci geje "zazwyczaj" tak się zachowują. Może za mało takich znam, więc próbka nie jest reprezentatywna.
Dokładnie tak. Dlatego nie można tego nazwać mizoginią ani homofobią. Po prostu mało kto toleruje irytujące zachowania, o których rozmawiamy, a że "przegięci geje" zazwyczaj się tak zachowują, to już ich problem.
Nie koniecznie. Lubię psy, ale uznaję je za istoty niższe od ludzi. Lubić towarzystwo psów, to nie to samo co uznawać je za równe sobie. Sam fakt lubienia kobiet nie oznacza, że uznaje się je za równe sobie. Wiele osób lubi kobiety, ale uznaje, że ich miejsce jest w kuchni, przy dzieciach i w łóżku. Wiele osób lubi kobiety, ale uznaje że są zbyt głupiutki i mało rozgarnięte aby kierować dużą firmą. Tak właściwie, to lubienie nie wyklucza dyskryminacji.
Tak właściwie to można być rasistą i lubić Murzynów. Można uznawać czarnych za pocieszne małpki, które ładnie tańczą i grają fajną muzykę, ale to nie oznacza, że uznaje się równość między białymi i czarnymi, tak jak lubienie małp nie oznacza, że popiera się zrównania praw małp i ludzi.
PS. Krzykliwe i głupie zachowanie jest niefajne bez względu czy mowa o geju czy heteryku, heteryczce czy lesbijce itp.
Wolność jednego człowieka kończy się tam, gdy zostaje naruszona wolność drugiego. Tolerancja nie polega na tolerowaniu prześladowania i nękania jednych przez drugich.
Czy nietolerancja wobec nietolerancji jest nietolerancją?
Jeśli nie, to nietolerancja dla części odłamów judaizmu czy islamu jest usprawiedliwiona dokładnie tak samo, jak nietolerancja dla rasizmu. Jakby nie patrzeć, wedle tych ideologii (bo każda religia jest też ideologią) oni są wybrani, a reszta to tacy podludzie, robactwo.
Natomiast zgadza się, to są przecież ich "odpowiedniki". Kobiecy mężczyźni są degradowani i uznawani za gorszych przez męskich mężczyzn z tego samego powodu co kobiece kobiety. To drugie widać już chyba coraz mniej w naszej wchodnio-europejskiej kulturze (ze względu na rosnącą emancypację i niezależność kobiet, a także odejście od tradycyjnych "ról"), ale najbardziej to przejawia się wciąż chyba w krajach arabskich.
Nie do końca. Cechy o których mówisz są akceptowane jeśli przejawiają ją kobiety i w pewnym sensie negowane przez społeczeństwo, jeśli przejawiają je mężczyźni. Dzieje się tak przede wszystkim z przyzwyczajeń do otaczających nas wzorców kulturowych i istnienia dwóch wyimaginowanych światów: świata kobiet i świata mężczyzn (trzecim wyimaginowanym światem jest środowisko LGB, ale to temat na osobną dyskusję xD).
Z twojej wypowiedzi wynika jednak, że same kobiece cechy są gorsze od męskich. W tym wypadku wszyscy ludzie, którzy hejtują tzw. "przegiętych gejów" byliby mizoginami, a tak nie jest, bo np. sam lubię towarzystwo kobiet, natomiast towarzystwo krzykliwie zachowujących się gejów wprawia mnie w zażenowanie i nie ma tu nic do rzeczy czy jestem gejem czy nie. To już nie jest kwestia orientacji tylko ogólnej osobowości, dlatego nie rozumiem dlaczego taką postawę często nazywa się hipokryzją. To nie jest w żadnym stopniu ani homofobia ani mizoginia tylko niechęć do zniewieściałości u mężczyzn. I też nie chciałbym generalizować, bo nie każdy "zniewieściały facet" jest denerwujący, ale z jakiegoś powodu większość których znam leczy kompleksy krzykliwym i głupim zachowaniem. Nie mam jednak żadnych oporów przed osobami transseksualnymi, bo skoro deklarują że są kobietami i zachowują się jak kobiety, to nie widzę w tym żadnego zgrzytu.
To źle robisz z tą mieszanką, bo mieszasz cechy, które powinny być uznane za neutralne z tymi, które są negatywne. Przegiętość sama w sobie nikogo nie krzywdzi. To, że ktoś jest przegięty nie oznacza, że będzie się narzucał podrywając osoby, które sobie tego nie życzą.
Dla mnie niechęć do przegięcia, zachowania niemęskiego wynika z uznania kobiet za niższe. Choć kobieta zachowująca się "męsko", jest pewnym zgrzytem, to nie wzbudza takich negatywnych uczuć, bo to jest przejście z poziomu niższego na wyższy (z kobiecego na męski). Mężczyzna zachowujący się niemęsko, kobieco, oznacza degradację. W społecznym odczuciu większym upodleniem jest niemęski mężczyzna, niż niekobieca kobieta.
Za męskie uznaje się na ogół pozytywne cechy. Siła, mądrość, zdecydowanie, rozwaga, wytrwałość to kulturowo cechy przypisane mężczyznom. Słabość, głupota, brak zdecydowania, kierowanie się emocjami, krzykliwość, plecenie bzdur to cechy przypisywane kobietom. Niechęć do niemęskości/przegięcia to efekt przypisywania kobietom złych cech.
Po za tym chodziło mi generalnie
zapomniałem tego usunąć :(
adminie błagam o opcję usuń (chociaż przez pierwsze 5 min po zapostowaniu!!)
Podrywanie ludzie, którzy sobie tego nie życzą jest nie fajne, bez względu, czy robi to gej, heteroseksualny facet, czy też kobieta, dlatego nie rozumiem, czemu akurat to wypominasz gejom. Uważasz, że jest to częstsze u homo niż u hetero facetów?
Równie dobrze mógłbyś napisać, że geje nie powinni mordować małych dzieci. Mi się wydaje, że nikt nie powinien tego robić. Ani homo, ani hetero, ani bi.
Dokładnie chodzi mi o sytuacje gdzie np. gej obejmuje/dotyka/słodzi heterykom, tylko po to, żeby pokazać jaki on to nie jest wyoutowany, a wie że nic mu nie zrobią bo to tak czy owak tolerancyjni i spokojni ludzie, ale totalnie niezainteresowani xD Mnie to zawsze wprawiało w lekkie zażenowanie, a znam takie przypadki.
Co do mojej wypowiedzi chodziło mi jednak o mieszankę większości (bądź wszystkich) cech, które wcześniej wymieniłem.
Po za tym chodziło mi generalnie
Podrywanie ludzie, którzy sobie tego nie życzą jest nie fajne, bez względu, czy robi to gej, heteroseksualny facet, czy też kobieta, dlatego nie rozumiem, czemu akurat to wypominasz gejom. Uważasz, że jest to częstsze u homo niż u hetero facetów?
Równie dobrze mógłbyś napisać, że geje nie powinni mordować małych dzieci. Mi się wydaje, że nikt nie powinien tego robić. Ani homo, ani hetero, ani bi.