Jesteśmy parą od 2011 roku: wtedy poznaliśmy się, dzięki Waszemu portalowi - napisał do nas Maciej, w związku z walentynkową akcją na 20. urodziny portalu. Poniżej krótka historia jednej z "naszych" par. Zachęcamy Was do dzielenia się podobnymi historiami, w końcu 20. urodziny ma się tylko raz!
Generalnie byłem i jestem bardzo spokojnym człowiekiem, zabrakło mi wtedy odwagi na powiedzenie jak sprawa wygląda. Myśli, aby w końcu ułożyć sobie jednak życie, krążyły mi po głowie.Potem w mojej rodzinie był smutny czas, gdy w 2008 roku zmarł mój tata. Oj, ciężko to przeżyłem, ale po dwóch latach postanowiłem się wziąć za siebie, odkryć w sobie trochę więcej tego tajemniczego pierwiastka "queer", ujawniłem się przed przyjacielem z czasów studiów, zacząłem oglądać filmy o tematyce LGBT, aby trochę zobaczyć jak może wyglądać życie geja i wpadłem przez przypadek na serial "Queer as Folk". Tu powoli dochodzimy do sedna sprawy i będę powoli kończył przynudzanie o sobie. W owym serialu jednym z bohaterów był Brian Kinney, postać mnie zafascynowała.
Brian nosił na ręce bransoletkę zrobioną z białych malutkich muszelek i czarnych koralików na czarnym rzemyczku. Strasznie się mi ona spodobała i postanowiłem zamówić dokładnie taką samą, nosiłem ją potem dumnie. W tym samym czasie doszedłem do wniosku, że czas zadbać o przyszłość, odnaleźć ową drugą ukochaną połówkę i być szczęśliwym.Założyłem konto na waszym portalu, który wtedy nazywał się Innastrona.pl. Z wypiekami na twarzy wypełniałem kolejne pola w opisie, wybierałem zdjęcia, jednym ze zdjęć było właśnie to, na którym miałem na ręce bransoletkę z muszelkami. Nie ukrywam, że ze względu na fakt, że za bardzo przebojowy nie byłem, a do klubów udawałem się bardzo rzadko, liczyłem, że portal mi pomoże.
Pamiętam jak dziś, gdy śpieszyłem się z pracy, aby szybko przyjść do domu, odpalić komputer i napisać do Krzyśka, co się dzisiaj działo i przeczytać co tam u niego.Pisaliśmy długie listy, czasem nawet kilka godzin zabierało mi, aby zawrzeć w nich wszystko co miałem do przekazania. Pod koniec października postanowiliśmy, że musimy się spotkać. Ja już kończyłem remont w mieszkaniu i z temperaturą skręcałem meble słuchając radia i oczywiście śpiesząc się do domu, aby przeczytać co Krzyś napisał. W końcu padła data: Krzyś miał kilka dni wolnego, ja także i postanowiliśmy się spotkać. Zaprosiłem go do Warszawy do siebie: mieszkał daleko, 80 km od Wrocławia. Wtedy też, 30 października, pierwszy raz rozmawialiśmy przez telefon i pomimo przeziębienia Krzysia i różnych dziwnych przeszkód
zobaczyliśmy się 31 października 2011 roku po ponad dwóch miesiącach pisanej znajomości.Zapisaliśmy i skopiowaliśmy wszystkie nasze wiadomości napisane na waszym portalu: okazało się, że zajęły ponad 200 stron ciurkiem pisanych 10-tką w edytorze tekstu. Mieliśmy pomysł, nadal jest, aby coś z tego zrobić: może przeredagować i opublikować? To nasza miłosna historia, historia naszej znajomości.
Teraz nasza historia toczy się dalej, pełna miłości, szacunku i wzajemnego zrozumienia, tworzymy cudowny, udany związek, tworzymy wspaniałe gospodarstwo domowe.Dlatego postanowiliśmy podzielić się historią naszego poznania także z Wami.
Czwartek, 14.02.2019 Nie jest ważna płeć drugiej osoby, tylko M I Ł O Ś Ć Czwartek, 19.03.2026 Marsze Równości i Parada 2026 - mapka, daty, trasy
Poniedziałek, 15.02.2021 Miłosny tydzień z Queer.pl: walentynkowe historie naszych czytelników - miłość w pandemii
Czwartek, 14.02.2019 Recepta na udaną relację: szacunek, słuchanie siebie nawzajem, szczerość i wspólne marzenia
Poniedziałek, 13.08.2018 Mr Gay Europe 2018 został...
Mam natomiast doskonałą receptę dla ludzi, którym się nie podobają podobne historie. Po prostu ich nie czytajcie i nie zawracajcie głowy innym ludziom swoimi żalami.
ensamelfofart:
Poczucie wyjątkowosci ostro podlane potrzebą cierpiętnictwa. Toksyczna mieszanka.
Coś jeszcze pan doda ?
ensamelfofart:
Poczucie wyjątkowosci ostro podlane potrzebą cierpiętnictwa. Toksyczna mieszanka.
Żyj sobie swoim szczęściem ale nie unoś się nim.
Miłość nie jest na pokaz!
Nie jest.
Ale to również nie choroba weneryczna, żeby się z nią ukrywać przed swiatem.
Oczywiście, że masz rację :) Nie jest to choroba. Każdy ma swoje zdanie i ja uważam, że ta miłość jest zdecydowanie przesadnie pokazana. PS. czekam na obraźliwe komentarze w moją stronę za to, że mam swoje zdanie ♥
Wtrącę się w rozmowę, jeśli to nie problem. Nie zamierzam Ciebie atakować i wyzywać za to, że masz swoje zdanie, bo moim zdaniem dobrze, że każdy ma swoje poglądy. Przynajmniej jest na tym świecie różnorodność i nie jest nudno.
Tak czy siak nie zgadzam się z Tobą, ponieważ nie widzę nic złego w tej historii, szczególnie iż ona motywuje, a przynajmniej mym skromnym zdaniem motywuje, a dodatkowo pokazuje, że jesteśmy takimi samymi ludźmi jak hetero, gdyż mamy swoje emocje, słabości, problemy itd.
Poza tym wystarczy wyjść na ulicę i zobaczyć ile związków hetero chodzi ze sobą za rękę, bawi się z dziećmi uśmiechając się do nich, całują się, a w niektórych przypadkach, gdy kogoś poniesie za mocno to nawet prawie uprawiają seks(bardzo sporadycznie, ale widziałem takie akcje) i można wymieniać tutaj więcej rzeczy. To akurat jak rozumiem Tobie nie przeszkadza?
Kończę pozytywnym akcentem mimo wszystko, bo pozdrawiam Ciebie i życzę udanej reszty niedzieli :)
Żyj sobie swoim szczęściem ale nie unoś się nim.
Miłość nie jest na pokaz!
Nie jest.
Ale to również nie choroba weneryczna, żeby się z nią ukrywać przed swiatem.
Oczywiście, że masz rację :) Nie jest to choroba. Każdy ma swoje zdanie i ja uważam, że ta miłość jest zdecydowanie przesadnie pokazana. PS. czekam na obraźliwe komentarze w moją stronę za to, że mam swoje zdanie ♥