Walentynki to święto miłością, a takie na Queer.pl mamy codziennie! Dlatego w ciągu najbliższych kilku dni zaprezentujemy naszym czytelnikom i czytelniczkom piękne historie miłosne, które Wam się przydarzyły. Dajcie się zainspirować! Poniżej jeden z naszych czytelników opowiada, jak udało mu się znaleźć miłość w trakcie pandemii.
Końcówka 2019-ego roku, Sylwester zbliżał się wielkimi krokami. Kupiony szampan leżał na półce i przypominał, że już niedługo spędzę ten wyjątkowy dzień w roku z kimś dla mnie ważnym. Z kimś, kto po kilku spotkaniach, „rokował nadzieje” na coś poważniejszego. Potrzebowałem tego – dobrze zakończyć ten okropny rok. Rok, w którym zostawił mnie wieloletni partner (dla innego, a jakże) dawał jednak nadzieję na „uratowanie dnia”.
Nowa znajomość rozpoczęta jakiś czas temu z Michałem, była jak promień słońca w te zimowe wieczory, po wielu miesiącach pluchy. Niestety – „Możemy się spotkać już po Nowym Roku?” - ten SMS o poranku, tak wyczekiwanego dnia, mówił wszystko. Oto niczym głównemu bohaterowi „Geja w wielkim mieście” w głowie zagrała mi piosenka Ani Dąbrowskiej – „Wciąż będę czekać na twój znak, choć nadaremnie. Pomiędzy nami nie wydarzy się nic więcej.”
Tej nocy zasnąłem o dziesiątej. Ze stoperami w uszach i ze łzami w oczach. Nie chciałem niczego ponad to, by ten okropny rok się w końcu zakończył. Nastał nowy, 2020-ty, a z mediów dobiegały coraz to bardziej przerażające informacje o szerzącym się koronawirusie. „Cześć, może spacer?” - brzmiała treść wiadomości od zmatchowanego w aplikacji randkowej parę miesięcy temu Konrada. Pomyślałem sobie wtedy, że szanse na to, iż coś z tego będzie oceniam na mniej więcej 1%, więc warto odbyć ten spacer i mieć już za sobą kolejne rozczarowanie do kolekcji.
Pamiętam ten dzień. Było zimno, lał deszcz, wiało niemiłosiernie. Kompletnie przemoczony, przemarznięty i zakatarzony czekałem w umówionym miejscu. „Autobus nie przyjechał, idę na tramwaj, będę za pół godziny” – złowieszczy tekst wyświetlił się na ekranie smartfonu, a ja już zrobiłem zwrot w tył, i zacząłem pisać „w takim razie kiedy indziej”, wiedząc doskonale, że tego „kiedy indziej” już nigdy nie będzie.
I wtedy stało się coś niesamowitego. Pisk opon i huk łamanej blachy sprawiły, że telefon, który trzymałem w zmokniętych i zziębniętych dłoniach, wypadł mi wprost na betonowy chodnik. Ekran rozbity, nie reaguje. Na skrzyżowaniu tuż obok dostrzegłem dwa uszkodzone auta osobowe. Dwóch młodych kierowców, wyszło z nich o własnych siłach. Jeden utykał na nogę, drugi wydawał się nie mieć jakichkolwiek obrażeń. Stałem jak wryty, obserwując sytuację. Ze zniszczonym telefonem w kieszeni. Szybko zjawiła się karetka, potem policja. Nawet nie wiem, kiedy upłynęło pół godziny. Pół godziny, w ciągu których już dawno powinienem być w domu. Pół godziny przez które obserwowałem skutki niespodziewanego wypadku drogowego.
„Hejka, sorry że musiałeś czekać” – wyrwał mnie z letargu głos Konrada. Poszliśmy na ten spacer. Po tygodniu na drugi. Po roku znów był Sylwester. A ja wznosiłem toast z moim partnerem, z którym mieszam do dziś.
Wesprzyj Queer.pl - najstarszy portal LGBT w Europie
Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy własnego głosu w Internecie. Daliśmy radę przez 24 lata - z Waszą pomocą przetrwamy także ten ciężki okres. Równocześnie utrzymanie takiego projektu jeszcze nigdy nie było tak trudne.
Zobacz jak wspomóc QUEER.PL
„To był dobry rok” – powiedziałem. Do dziś zdumiony jestem, jak miłość, na którą czekałem całe życie, spotkała mnie w najbardziej tragicznym dla mojego pokolenia okresie, jak zrodziła się mimo braku mojej nadziei, jak przyszła „w poprzek” mojego zachowania. Wiele związków nie powstało, bądź rozpadło się w wyniku tragicznej w skutkach epidemii i obostrzeń z nią związanych. Mój natomiast zrodził się i umocnił, pomimo trudności, a rok 2020-ty, który miał wszelkie podstawy do bycia tym najgorszym w moim dotychczasowym życiu, zapisał się w mojej pamięci jako ten najpiękniejszy.
Wiem, że dla wielu ludzi był to czas smutku, dla niejednego człowieka – pewnie czas rozpaczy i osobistych tragedii. Ale mój przykład pokazuje dobitnie, że nawet jeśli noc jest ciemna, a droga długa, warto patrzeć w niebo, bo wkrótce nadejdzie świt.