O bratnich duszach, klientach i klientkach biur matrymonialnych, miłości w czasach Internetu, ale też o tym jak na nich osobiście wpłynęło prowadzenie pierwszego - i jedynego w Polsce biura matrymonialnego dla ludzi LGBT - z Katarzyną Górną z Biura Matrymonialnego Queer rozmawiała Magda Dropek.
Załóżmy, że przychodzę do Pań w poszukiwaniu żony. Od czego zaczniemy spotkanie?Najważniejsza jest gotowość do szczerej, otwartej rozmowy, w trakcie której poznajemy oczekiwania naszych klientów. Oraz wypełnienie przez nich kwestionariusza doboru partnerskiego, który pomaga w sprecyzowaniu wymogów wobec partnera, czy partnerki.
Może Pani podzielić się z naszymi czytelnikami i czytelniczkami jak to wygląda w kontekście "skuteczności"?Skuteczność naszego biura mierzymy historiami z happy endem, których szczęśliwie mamy coraz więcej. Zdarza się, że niektórzy poznają swoją bratnią duszę już po pierwszej randce, jednak na pewno nie jest to normą. Dlatego rozpoczynając współpracę uprzedzamy klientów, że celem naszym nie jest ilość zorganizowanych randek, ale jakość świadczonych usług - rozumiana jako najlepsze dopasowanie składanej propozycji. Takie podejście wymaga jednak czasu, a przede wszystkim cierpliwości, która patrząc na skojarzone przez nas pary, zdecydowanie się opłaca.
Kto najczęściej korzysta z waszej oferty? Czego szukają kobiety, a czego mężczyźni?Na początku swoją ofertę chciałyśmy skierować wyłącznie do kobiet, bo wydawało nam się, że to one bardziej szukają trwałych związków, co okazało się być błędem. W tej chwili, jeżeli miałabym ocenić czy więcej wśród naszych klientów jest kobiet czy mężczyzn, to stwierdzam, że rozkłada się to pół na pół. A czego szukają? Nie będę tu rozdzielać na płeć, bo zarówno kobiety i mężczyźni szukają tego samego: miłości, partnerstwa, szczęśliwego związku, kogoś z kim będą mogli dzielić życie.
Co dla was jest najtrudniejsze w kontaktach z klientami, czy ludzie się boją, wstydzą, zamykają?Niestety, wciąż w naszym społeczeństwie pokutuje stereotyp, że do biura matrymonialnego trafiają mało atrakcyjni desperaci. Nic bardziej mylnego! Zgłaszają się do nas osoby, niezależnie od wieku metrykalnego, dojrzałe do budowania trwałych relacji, które nie mają ochoty na przypadkowe przygody, puste spotkania, które prowadzą donikąd, którym nie odpowiada to, co oferują internetowe portale randkowe.
Zgłaszają się do nas osoby o różnych typach osobowości, mające różne doświadczenia życiowe, a w związku z tym każdy kontakt jest nieco inny. Są wśród nich tacy, którzy nie mają nic do ukrycia i otwarcie opowiadają o swoim życiu, podejmując tematy, które dla innych mogą być bardziej krępujące, czy też niezręczne, jak np. podejście do pieniędzy, seksu, czy do opieki nad bliskimi. Taka otwartość jest dla nas bardzo pomocna, ponieważ im więcej się dowiemy, tym łatwiej i trafniej dobieramy potem kandydatów. Jednak nie wszyscy nasi klienci tak chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami życiowymi. Biorąc pod uwagę dotychczasowe spotkania najtrudniejszym z tematów wydają się być rozmowy o byłych związkach, relacje z rodziną, a szczególnie z osobami, które do tej pory nie są wyoutowane.
A może Pani podzielić się kilkoma historiami z wspomnianym "happy endem”?Pierwsza historia, która przychodzi mi do głowy to historia dwóch naszych klientek z woj. pomorskiego. Zarówno dla jednej i dla drugiej kobiety spotkanie, które „zaaranżowałyśmy” było pierwszym spotkaniem z puli, które przewiduje umowa. Pomimo pewnych obaw spotkały się po raz kolejny i potem nastąpił grom z jasnego nieba. Są teraz razem, szczęśliwe. Dostałyśmy od nich cudownego maila z podziękowaniami.
Kolejna historia z happy endem to historia wspaniałej dziewczyny z Warszawy. Zaaranżowałyśmy jej kilka spotkań i mimo tego, że były chęci z dwóch stron, wciąż nic nie wychodziło z tych spotkań. Po prawie roku takich „randek” w końcu się udało. Dostałam od niej i jej już obecnej partnerki informację , że ich spotkania przyniosły ten rezultat, którego wszyscy szukają, tzn. pojawiło się uczucie i chęć wspólnego dzielenia życia.
Jeżeli chodzi o panów, pojawiło się u nas w biurze dwóch trzydziestoparoletnich mężczyzn. Niestety każdy z innego miasta i raczej poszukiwali partnera w swoich rejonach. Zaaranżowałam każdemu z nich osobno spotkania, które nic oprócz miłych znajomości nie przyniosły. Postanowiłam jednak, mimo tego, że odległość między ich miejscami zamieszkania była dość znaczna, przedstawić im swoje kandydatury. Zdecydowali się spotkać. Dali sobie szansę, a z ostatnich informacji wiem, że rozpoczęli wspólne życie i mieszkają ze sobą.
Czy Internet pomaga, czy przeszkadza - mogłoby się wydawać, że w czasach serwisów randkowych biuro matrymonialne to dość archaiczny pomysł? Zwłaszcza w odczuciu młodszych ludzi?Nie możemy porównywać się z tym co oferuje Internet. Działamy trochę inaczej. Stawiamy na osobisty kontakt, który bardzo pomaga w lepszym poznaniu człowieka, dla którego będziemy poszukiwać drugiej połowy. Dążeniem naszym jest nie ilość, ale jakość. Ideałem jest trafianie z doborem już za pierwszym razem, jednak nie zawsze tak bywa, choć coraz częściej się zdarza - przez to, że pozycjonujemy się jako biuro, które chce pomagać wyłącznie osobom, które poważnie i długofalowo podchodzą do związków. Nasza klientela jest też trochę inna niż klienci internetowych portali, mogę rzec, że bardziej wymagająca, wytrawna i doświadczona. Na pewno nie przyjdzie do nas ktoś, kto szuka wyłącznie przygód, jednorazowych randek, sprowadzających się właściwie do łóżka. A czy jest to archaiczny pomysł? Jak widać z przekroju wiekowego naszych klientów to nie, ponieważ z naszych usługi korzystają osoby już od 20 roku życia.
Pamiętam, że kilka lat temu rozmawiałyśmy przez telefon i Panie opowiadały mi o swoim pomyśle - jak dla mnie to niesamowite, że biuro już działa i że to stało się faktem - jak oceniacie te lata? Czy coś zrobiłybyście inaczej? Czy wszystko się udało?W tym roku minęły dwa lata od rozpoczęcia naszej działalności i patrząc wstecz mogę śmiało powiedzieć, że założony przez nas plan cały czas skutecznie realizujemy. Każdego dnia pośredniczymy w randkach, mając nadzieję, że to właśnie siebie poszukiwały osoby, którym zaaranżowałyśmy spotkanie. Gdy tak się dzieje, radość nasza jest wielka, jednak jeśli strzała amora nie trafia wzajemnie w ich serca, to i tak cieszymy się, że dałyśmy możliwość poznania się dwojgu ludzi, bo często jest to początkiem ciekawej, wartościowej znajomości, a niekiedy nawet wielkiej przyjaźni.
Czy Biuro Matrymonialne Queer jakoś też na was wpłynęło osobiście?Czy BMQ wpłynęło na nas osobiście? Na pewno wpłynęło na mnie. Może to zabrzmi trochę zabawnie, ale od dziecka walczyłam ze swoją nieśmiałością, a to, że prowadząc tego typu działalność muszę być otwarta na ludzi, spotykać się z nimi, ośmielić i otworzyć ich, aby podzielili się ze mną swoim życiem, pomogło także mi.
Poza tym mam okazję do poznawania niezwykłych ludzi. Z niektórymi, mimo, że już nie są naszymi klientami mamy kontakt do tej pory. Spotykamy się już na stopie prywatnej, przy okazji wyjść np. na piwo czy do kina. BMQ było także inspirujące dla Magdy, która wraz z rozpoczęciem działalności biura, zaczęła studiować psychologię, aby w przyszłości móc wspierać klientów, którzy czasami szukają u nas także pomocy psychologicznej. Aktualnie, gdy taka sytuacja ma miejsce, przekazujemy kontakt do zaprzyjaźnionych psychologów, jednak już w niedalekiej przyszłości i w tej dziedzinie chcemy wspierać społeczność LGBT.
Czego życzyć wam na Nowy Rok?Samych zadowolonych klientów i jak najwięcej skojarzonych przez nas par.
Biuro Matrymonialne QUEER powstało dwa lata temu z inicjatywy Katarzyny i Magdy. To pierwsze w Polsce, tradycyjne biuro matrymonialne, skierowane do osób nieheteronormatywnych.